Jak pielegnować i nie zwariować?


Ostatnio mój TŻ stwierdził,że mam już chorą obsesję na punkcie swoich włosów ponieważ z igły robię widły, a raczej z jednej rozdwojonej końcówki - zniszczone włosy. Z jednej strony zaprzeczyłam, ale z drugiej,zdawałam sobie sprawę,że powoli tak się dzieje.


Dużo osób dbające o swoje włosy wpada w totalny szał, jeśli ich czuprynie robi się krzywda lub zauważą,że końcówki nie są w dobrym stanie. Jedną z tych osób jestem ja. Moje cienkie i delikatne włosy nie muszą przeżyć ekstremalnego rozjaśniania, czy katowania gorącym nawiewem,żeby ich stan się pogorszył. Do tego wystarczą rzeczy,które robię codziennie np. spanie,czesanie, upięcie, a w czasie zimowym- ocieranie się włosów o szalik,tudzież kurtkę. Dlatego pielęgnacja takich włosów wymaga wiele wysiłku i nieustannej uwagi. Gdy już osiągnę jakiś poziom, z którego jestem zadowolona,staram się go utrzymywać, bo wiem,że będę musiała zaczynać od początku. To jest powód,który sprawia,że świruje,gdy nagle zauważam,że włosy się łamią, wypadają,a końce dzielą na dwa.


To oczywiście wszystko leży w psychice dbającego i zależy od podejścia do tego tematu. Ale zadajmy sobie pytanie, jak sobie z tym poradzić?
Recepta na to jest dość prosta, a moim zdaniem, opiera się głównie na cierpliwości i samozaparciu.
Jeśli występuje jakiś problem,staramy się rozwiązać go tak,żeby się czuło,że zrobiło się  wszystko na co było nas stać. W ewentualności podejmujemy drastyczne środki np. obcięcie kilku cm i pozostać przy myśli,że zrobi to włosom dobrze,a później będą w lepszym stanie.
Niestety,jest taki czas,że nawet takie myślenie nie jest w stanie, odrzucić na bok rozczulania się nad suchym włoskiem. ;-) Dlatego oprócz tego, warto wizualnie wspomóc włosy kosmetykami z silikonami, upięciem włosów tak,aby schować zniszczone partie,czy nawet zaszaleć i je wyprostować,bądź pokręcić (od czasu do czasu nie zaszkodzi :] ). Bo po co się męczyć niekorzystnym widokiem?
Warto też zaznaczyć,że czasami nasze wyobrażenia są przesadzone i pogarszamy swoją sytuację,mimo,iż nie jest najgorsza. Wtedy najlepiej jest porównać zdjęcie sprzed pielęgnacji,ze zdjęciem w trakcie dbania o włosy. Mi to zazwyczaj pomaga. W dodatku, my -kobiety, mamy tendencję do niepotrzebnego dramatyzowania. ;-)

A czy Wy macie swoje "gorsze dni"? Jak sobie z tym radzicie?
Pozdrawiam,




1 komentarz:

  1. Ja naszczecie tej choroby nie nie mam :-D Kiedys moze i tak... teraz juz mi przeszlo :-)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz i wyświetlenie jest dla mnie prawdziwą motywacją! Dziękuję! :)

Copyright © 2014 Włosowy Ktosiek , Blogger