Minimalny wkład - maksymalny efekt :)

Od ostatnich zmian jakie zaszły na mojej głowie, nie robiłam z włosami nic ciekawego. Dlatego też,od kilku tygodni nie było żadnego postu i blog świecił pustkami. Teraz,gdy mam więcej wolnego,chciałabym więcej pisać. :)  A dziś opisze wam jak zaledwie trzema produktami nadałam włosom blask i miękkość.


Po tych wszystkich przeżyciach z farbowaniem włosięta są wybredne. W dotyku są niemiłe, matowe, gdzieniegdzie suche. Staram się to zwalczać i dowiedzieć się  czego potrzebują. Nie wiedziałam jednak,że wystarczy tak mało,aby poprawić ich stan.

Do tego celu użyłam dwóch bardzo znanych masek z Kallosa - Keratin oraz Banana.

Najpierw nałożyłam na suche włosy maskę z Kallosa, a właściwie zrobiła to moja matula,która o dziwo nie patrzyła na mnie z miną "Bo włosy Ci z tego wypadną". Produkt rozprowadziła od samej skóry głowy,aż po same końce. Dlaczego na suche włosy, a nie wilgotne? Po prostu nie lubię siedzieć z mokrą czupryną,bo po jakimś czasie mojemu skalpowi to nie odpowiada. Tym samym,czas maskowania jest dłuższy. W tym przypadku było to kilka godzin (byłam zbyt zajęta,żeby zająć się nimi szybciej ^^).

Miałam też ochotę później  je naolejować,ponieważ olejowanie na odżywkę się u mnie sprawdza, jednakże zrezygnowałam z tego pomysłu. Chciałam sprawdzić, czy maska sobie poradzi.

Przyszedł czas mycia. Z racji tego,że nie mam aktualnie żadnego szamponu,który będzie dla mnie odpowiedni (polecacie jakiś? :) ), umyłam włosy przy skalpie,emulsją do higieny intymnej Intimea (zielona) z Biedronki. Mam zwyczaj zostawiania szamponu przynajmniej na minutę, dwie,ponieważ uważam,że szampon również powinien pielęgnować.

Na koniec spłukałam pianę i nałożyłam "bananka" tylko na długość i dłońmi wprasowałam maskę we włosy. Zawinęłam włosięta w ręcznik, chwilę odczekałam i rozczesałam Tangle Teezerem. Gdy już trochę stały się suchsze, wysuszyłam grzywkę i włosy przy skórze głowy, a resztę zostawiłam do naturalnego wyschnięcia. Nawiasem mówiąc,dawno tego nie robiłam, bo,gdy moje włosy schną same to później są niesforne. Ale w tym przypadku tak się nie stało,co mnie zaskoczyło. :)


Gdy były już praktycznie zupełnie suche, nałożyłam jedwab na końcówki, a także Jantar na skalp. Efekt był zadowalający. Zniknęły matowe włosy. Były mięciutkie, wygładzone.
Nie mam zdjęć od razu po tym, ponieważ było już późno, ale zrobiłam zdjęcia nazajutrz.


Włosy po Kallosach ;)

Trochę odkształcone z gumki po nocy. :)



Podsumowując, pielęgnacja maskami się opłaciła. Wiem teraz, czego mam użyć,aby prezentowały się lepiej. ;) Poza tym, farba się wypłukała... Jestem trochę zawiedziona,coś niby na tych włosach zostało,ale... słabo to widać.

Pozdrawiam,




2 komentarze:

  1. Jejku ale pięknie się błyszczą! :D Ja też cały czas słyszę bo ci włosy wypadną pomimo tego już 2 lata to wszystko trwa :D

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz i wyświetlenie jest dla mnie prawdziwą motywacją! Dziękuję! :)

Copyright © 2014 Włosowy Ktosiek , Blogger