Recenzja #15 4 miesiące z białymi Banfi! Wersja pokrzywowa i łopianowa - efekty

Recenzja #15 4 miesiące z białymi Banfi! Wersja pokrzywowa i łopianowa - efekty

Po sukcesie jaki odniosła klasyczna Banfi, w sklepie napieknewlosy.pl pojawiły się kolejne nowości. Pokrzywowa i łopianowa Banfi, to wcierki, które mają poprawić kondycję skóry głowy, pomóc przy wzroście oraz przy zagęszczeniu włosów. Przez okres czterech miesięcy mogłam przyjrzeć się ich działaniu i ocenić, czy są godnymi zamiennikami Banfi Hajszesz.


Gdy dostałam propozycję przetestowania wcierek, byłam zachwycona. Zbiegło się to z moim wzmożonym wypadaniem włosów, dlatego mogłam sprawdzić, czy produkty działają na wypadanie i na wzrost babyhair.
Przez półtora miesiąca tj. od października do połowy listopada, wcierałam wersję pokrzywową.
Wcierka pokrzywowa ma specyficzny pokrzywowy zapach, jednak nie jest tak intensywny jak przy czerwonej Banfi Hajszesz. Aplikując pokrzywę na skórę głowy, miałam wrażenie, że natarłam się jakimś babcinym specyfikiem. Jednak nie przeszkadzało mi to, aby wcierać produkt regularnie.



Natomiast wersję łopianową wcierałam do grudnia. Pachnie przyjemniej, jak żel pod prysznic dla mężczyzn, więc na spokojnie możemy po jej aplikacji np. wyjść na zakupy. Ze względu na zapach, jest też określana jako "dzienna wcierka".
W styczniu używałam dwie wersje na zmianę i dodatkowo brałam Vitapil.



Wcierek używałam najczęściej przed myciem, lecz zdarzyło się również po myciu.
Jeśli chodzi o czas pozostawienia na skórze to było z tym różnie. Czasami było to 40 minut, a czasami nawet kilka godzin. Nie zaobserwowałam żadnego pieczenia skóry głowy, swędzenia, czy jakiegokolwiek innego niepokojącego działania. Jednak trzeba pamiętać, że wcierki zawierają alkohol i osobom o wrażliwej skórze głowy, radziłabym uważać.

Wcierki można kupić ze strony napieknewlosy.pl oraz stacjonarnie (lista sklepów).

Działanie
Działanie tych wcierek bez wspomagaczy, opisuje razem, bo ich efekt jest praktycznie taki sam. Mogłabym śmiało powiedzieć, że białe Banfi to "zagęszczacze włosów ", bo w ciągu 4 miesięcy wyrosła mi pokaźna armia nowych włosków. Zagęściłam zakola do tego stopnia, że prawa strona, gdzie miałam najmniej włosów, odstaje, a na czubku głowy mam "włosową koronę".
Zdjęcia poniżej (robione w różnym czasie testowania) mówią same za siebie.

Pod koniec grudnia

Pod koniec grudnia

Początek stycznia
Pod koniec stycznia
Jeśli chodzi o przyrost powiem szczerze, że nie liczyłam na to. Jednak myślę, że w tej kwestii sobie poradziły. Pod koniec listopada, skróciłam włosy o około 5 - 4 centymetrów. A pod koniec stycznia włosy były nawet dłuższe niż przed podcieciem. Wniosek? Wcierki przyspieszają porost włosów, a wraz z suplementem - podbijają jego działanie. Dla przypomnienia napiszę, że standardowo mój przyrost wynosi 1 cm na miesiąc.
Niestety, u mnie wypadania włosów nie zatrzymały. Dopiero, gdy zaczęłam brać Vitapil to problem ustał.



Podsumowując, gdybym miała zadecydować, która wersja wcierek Banfi jest lepsza to moim zdaniem, nowe wcierki wygrywają z klasyczną wersją. Tym czynnikiem, który zadecydował o ich zwycięstwie jest lepsze działanie na porost włosów.
Dziękuję Agnieszce za możliwość przetestowania białych Banfi! :)
Jestem bardzo zadowolona z efektów i nie mogę się doczekać, aż baby hair zwiększą obwód kucyka. Na razie robię sobie wolne od wcierek... Niech skóra głowy za nimi zatęskni. :)

Pozdrawiam,


Styczniowa aktualizacja włosów | 2018

Styczniowa aktualizacja włosów | 2018

Witajcie!
Dziś jest koniec pierwszego miesiąca tego roku, więc czas na podsumowanie.
Styczeń był ostatnim miesiącem, w którym wcierałam białe Banfi, dlatego już za niedługo pojawi się osobny post o tych cudeńkach. Oprócz tego brałam Vitapil, aby sprawdzić, czy wcierki podbiją jego efekt.


Całkiem przez przypadek odkryłam sposób na maskowanie/olejowanie moich włosów. A polega on na wymieszaniu dowolnej ilości masek wraz z zimną lub ciepłą wodą (używałam przegotowanej) i dolaniu małej ilość oliwy z oliwek lub/i oleju kameliowego. Starałam się, aby mieszanka nie była zbyt gęsta, ale też nie za rzadka.

Co mi to rozwodnienie masek dawało? Włosy były dociążone, nawilżone i ładnie się układały. A działanie masek w jakiś sposób polepszało się. Na przykład, figowa maska z Organic Shop nie była rewelacją. Po użyciu jej w różnych kombinacjach typu podkład na mokrych włosach pod olej, czy maska przed myciem - czupryna była po prostu nijaka. Ale po takim zastosowaniu z wodą, efekt po myciu naprawdę mi się podobał. Zaznaczam, że używałam tych samych produktów do mycia włosów. A skoro o nich mowa...
Moimi ulubieńcami w styczniu był balsam malina-moroszka BA, łopianowy szampon BA i kultowa odżywka Nivea Long Repair.


Szampon łopianowy przy oczyszczaniu włosów sprawdzał się bez zarzutów. Zaczęłam go używać, gdy zauważyłam, że miodowe mydło trochę obciąża mi włosy.
Balsam malina-moroszka towarzyszył mi praktycznie przy każdym myciu od października. Uwielbiam go za działanie, bo nawet niewielka ilość jest w stanie wygładzić włosy i sprawić, że będą wyglądać naprawdę dobrze. Oprócz tego, ładnie pachnie.
Odżywkę Nivea LR kochałam na początku włosomaniactwa i kocham do teraz. Dociąża włosy, nadaje blasku i śliskości. Stosowałam ją na przemian z maliną i moroszką, aplikując nieco większe ziarenko groszku. Według mnie jest po prostu genialna. ;) Ma podobne działanie do mlecznej odzywki, o której pisałam tutaj.


O przyroście i o pracowaniu nad zagęszczeniem włosów dowiecie się za tydzień, bo właśnie wtedy pojawi się recenzja wcierek Banfi - pokrzywowej i łopianowej. Jestem naprawdę zadowolona z wcierania. A was zachęcam do obserwowania bloga jak i profilu na Instagramie (klik ikonka IG po prawej stronie), aby nie przegapić nowych postów! :)

A jak się miały wasze włosy w styczniu?
Pozdrawiam,



Suszenie suszarką vs suszenie naturalne na moich włosach

Suszenie suszarką vs suszenie naturalne na moich włosach

Od ponad półtora roku regularnie suszę włosy chłodnym nawiewem. Jest to nieodłączny element w mojej pielęgnacji włosów, zaraz po nałożeniu odżywki po myciu. Lecz nie zawsze tak było...



Na początku wlosomaniactwa wyczytałam, że suszarka to zło, dlatego przez następne miesiące odstawiłam ją na dobre.
Z tego co pamiętam, gdy włosy wyschły same były sypkie i dobrze się układały. Z biegiem czasu, dowiedziałam się, że jednak mogę wrócić do szybszego suszenia, używając chłodnego nawiewu.
Było mi to na rękę, bo nie lubiłam czekać na suche włosy.
I od tego momentu, suszarka towarzyszyła mi po każdym myciu włosów.

Jakie są plusy i minusy tych dwóch sposobów?

Nieraz zdarza mi się, pozostawić włosy do naturalnego wyschnięcia, jednak ich odbicie od nasady, jak i objętość są niewielkie. Przez to, włosy wydają się być bez życia i są niezdyscyplinowane.
Myślę, że również rozjaśniona część włosów przyczynia się do tego, że nie wyglądają dobrze. Dodatkowo, moja skóra głowy nie lubi się z mokrymi włosami podczas schnięcia i towarzyszy temu niemiłe uczucie szczypania.
Plusem jest to, że włosy są bardziej miękkie.

Suszarka nadaje objętość i odbicie od nasady. Oprócz tego skraca czas suszenia. Potencjalnym minusem jest to, że poprzez ciągłe dotykanie włosów skóra głowy może się szybciej przetłuścić. Ja jednak niczego takiego nie zauważyłam.

Jak suszę włosy suszarką?
Tak jak wspomniałam wyżej, włosy suszę chłodnym nawiewem (tj. temperatura pokojowa). Zdarza mi się używać ciepłego, ale po tym kończę chłodnym.
Gorącego nawiewu się wystrzegam i nigdy go nie używam.
A moja pozycja to najczęściej z głową w dół, bo własnie w tej metodzie tkwi cały efekt objętości.


Podsumowując, jestem fanką suszarki, ponieważ daje mi efekt, którego oczekuje. A ostatnio dostałam w prezencie od mojego TŻ (:*) suszarkę z jonizacją (widoczną na zdjęciach). Dzięki niej, włosy nie elektryzują się, co przy aktualnej porze roku, gdy noszę swetry i ubieram szalik, jest zbawienne.

A Wy jak wolicie suszyć włosy?

Pozdrawiam,



Czym dla Ciebie jest dbanie o włosy? Drugie urodziny bloga ;)

Czym dla Ciebie jest dbanie o włosy? Drugie urodziny bloga ;)

Dzisiaj jest szczególny dla mnie dzień, ponieważ dokładnie dwa lata temu, założyłam bloga o włosach. Niby nic specjalnego, ale dzięki niemu mogłam chociaż na chwilę zapomnieć o codzienności i skupić się na swojej pasji.
Dziękuję wszystkim, którzy dołożyli "cegiełkę" do mojego bloga, poprzez komentowanie, obserwowanie strony, jak i profilu na Instagramie. :) Bardzo się cieszę, że jesteście ze mną.



W 2017 roku, przetestowałam dużo nowości kosmetycznych. W zakładce "Kosmetyki na stronie" znajdziecie jakich dokładnie rzeczy używałam w ubiegłym roku i w jakich okolicznościach.
Jednak warto wspomnieć o czterech produktach, które zrobiły na mnie wrażenie. A były to :


Są to kosmetyki godne uwagi, które sprawdziły się na moich włosach i z pewnością będę do nich wracać. Oprócz gotowych wyrobów, w sierpniu zrobiłam domową maseczkę z malin, która zapewniła moim włosom wygładzenie, nawilżenie i sprężystość. Naprawdę, bardzo miło się zaskoczyłam tą miksturą i czekam niecierpliwie na lato, aby móc ją powtórzyć.


Stan moich włosów z roku na rok jest coraz lepszy. Owszem, bywają momenty, gdzie nie chcą współpracować, ale są to przejściowe sprawy. Tak było z utrzymaniem nawilżenia, czy z łamaniem się na długości, o którym pisałam w tym poście. Oprócz tego, jestem coraz bliżej, aby mieć swój naturalny kolor włosów i pozbyć się rozjaśnianej partii. W styczniu 2017 roku, mój odrost był niewielki, natomiast teraz sięga nieco za brodę. Na zdjęciach ciężko mi to uchwycić, bo włosy odbijają światło, ale jest to dobre kilka centymetrów. Uważam, że w tym przypadku Banfi dała radę. W jej recenzji napisałam, że po jej stosowaniu włosy urosły więcej o około 0,5 cm, jednak mam wrażenie, że wpływ na nie miała nieco później. Po miesiącu przerwy od wcierki, dostałam do przetestowania nowości ze sklepu napieknewlosy.pl i były to siostry Banfi - pokrzywowa i łopaniowa. Podtrzymały i pogłębiały widoczny efekt swojej poprzedniczki, przez co mam na głowie mnóstwo i to mnóstwo nowych włosków. Reszty dowiecie się w niedalekiej przyszłości, ponieważ zbliża się recenzja tych wcierek. :)

(zdjęcia poglądowe)


Planów na ten rok nie mam żadnych, ponieważ kończę szkołę i nie wiem, czy będę miała czas na realizowanie postanowień, czy też będę miała do tego możliwość. Wejście w dorosłe życie, może być z początku trudne, dlatego na razie sobie odpuszczam.


Olejując włosy oliwą z oliwek pomyślałam sobie, że tak bardzo pielęgnuje swoje włosy, a mimo to, niektórzy tego nie widzą. Mówiąc "Jestem włosomaniaczką" ludzie się po prostu dziwią, bo "Skoro pielęgnujesz włosy, to czemu nie są długie, grube i gęste?". I czasami jest mi przykro, bo posiadam niestety lub stety włosy cienkie, o średniej gęstości, z którymi ciężko czasami wytrzymać. Ale staram się nie zrażać, bo dla mnie włosomaniactwo to nie tylko nakładanie masek i olejów, ale również hobby,a pisanie o tym sprawia mi jeszcze większą frajdę. :)
Byłam też ciekawa jaki pogląd na dbanie o włosy mają inne dziewczyny. Dlatego też poprosiłam, aby podzieliły się z nami swoim zdaniem, za co bardzo dziękuję! :* 


Czym jest dla mnie dbanie o włosy? Myślę, że przede wszystkim po prostu hobby. Czymś, co pozwala mi się odstresować, zrelaksować z myślą, że robię dla siebie coś dobrego. To takie dogadzanie samej mnie, a nie konkretnie włosom. Owszem, chcę, by były ładne i zdrowe, ale nie chcę też przekroczyć granicy za którą to ja będę dla włosów, a nie włosy dla mnie - dlatego nie robię z tego "sposobu na życie". Myślę, że hobby, zainteresowanie, odpoczynek - to jest to, czym jest dla mnie dbanie o włosy.

Kasia



Dla mnie dbanie o włosy, to nie tylko stosowanie masy odżywek, szanponow, wcierek czy suplementów. Dbanie o włosy, to przede wszystkim zdrowa i mądra dieta. Uważam, że bez tego nigdy nie osiągnie się wymarzonego efektu. Organizm trzeba wpomagać. Trzeba mu dostarczyć jak najwięcej cennych witamin, żeby włosy były mocne i zdrowe 😊.





Czym jest? Z pewnością moim hobby. O włosy dbam już prawie 6 lat i robię to z ogromną przyjemnością! Każda nałożona odżywka czy maska to krok do przodu w pielęgnacji i powód do uśmiechu. Zawsze się cieszę, jeśli zdenkuję jakiś produkt do włosów i wiem, że się nie zmarnował i włosy z pewnością prędzej czy później mi się odwdzięczą. Kiedyś byłam osobą, która nie potrafiła wytrwać w swoim postanowieniu nawet kilku dni, a tutaj proszę już 6 lat mija odkąd postanowiłam, że zadbam o włosy. Jestem z siebie bardzo dumna i dlatego dbanie o włosy jest nie tylko moim hobby ale również przyjemnością, walką i przede wszystkim wielkim krokiem na przód :):)!

Cukrowa Księżniczka




Dbanie o włosy to dla mnie sposób na życie! Nie mogę inaczej tego określić, odpowiadając na to pytanie zza arkusza z corocznym spisem stanów magazynowych w jednej karcie, a nowościami w hurtowniach w pozostałych. Dbanie o włosy to dla mnie sposób na testowanie i wybieranie najlepszych kosmetyków, a także nieustanne poszerzanie swojej wiedzy. Dzięki cudownej społeczności, zgromadzonej wokół tematu, codziennie dowiaduję się czegoś nowego! A jeżeli nie dowiaduję, to inspiruję i sama kombinuję, jak najlepiej i najprościej osiągnąć każdy włosowy cel! Przekształciłam moją pasję w pracę i "wieczne studia": uwielbiam pracować, kocham się uczyć. Nic lepszego niż pasja do włosów nie mogło mi się w życiu przytrafić, nie tylko w aspekcie czysto fizycznym, ale też życiowym. Oby moja historia zainspirowała Was do dbania o włosy i zainspirowała do czerpania wiedzy garściami!

Agnieszka Niedziałek




Dbanie o włosy jest dla mnie czymś jednocześnie przyjemnym i pożytecznym. Jest moim hobby od ponad 6 lat, które przyniosło mnóstwo pozytywnych skutków ubocznych: m.in. ładniejsze włosy, rozwój osobisty (prowadzenie bloga rozwinęło mnie na wielu płaszczyznach) i kontakt ze wspaniałymi ludźmi (m.in. czytelniczkami i innymi blogerami). Dodatkowym plusem jest również to, że zdrowe włosy dodały mi pewności siebie. Gdy były suche, zniszczone, oklapnięte i miały żółty odcień, czułam się nieatrakcyjnie i miałam wrażenie, że wyglądam niezdrowo. Cieszę się, że ten okres mam już za sobą. :)

Z pozdrowieniami
Natalia Pawłowska
Moja książka p.t. "Pielęgnacja włosów...": www.blondhaircare.pl




Dbanie o włosy znaczy dla nas obecnie coś całkiem innego niż kilka lat temu, kiedy dopiero zaczęłyśmy się wkręcać w temat włosomaniactwa.
Na początku wcale nie była to przyjemność, a raczej konieczność. Chcąc jakoś ocalić zniszczone włosy zmuszałyśmy się do tego by w jakikolwiek sposób o nie zadbać. Niestety długo nie było rezultatów, co powodowało, że wcale nie interesował nas ten temat.
Dopiero kiedy odstawiłyśmy kosmetyki drogeryjne i powoli pojawiały się pierwsze efekty, zaczęłyśmy się nawzajem motywować, zachęcać do eksperymentów. Tak też powstał nasz blog, który początkowo nie był miejscem typowo o włosach, jednak z czasem temat ten tak nas pochłonął, że najchętniej pisałyśmy właśnie o tym. Odzew ze strony czytelników pchał nas jeszcze bardziej w tę stronę. Tak narodziło się nasze zamiłowanie do tematów włosowych, które chcemy ciągle rozwijać.
Obecnie dbanie o włosy to nasza pasja, ale również praca. Od prawie półtora roku prowadzimy sklep z głównie naturalnymi kosmetykami, pomagamy rozwiązywać włosowe problemy innych, a także przeprowadzamy metamorfozy włosowe. To wszystko daje nam ogromną radość i każdego dnia jesteśmy wdzięczne, że możemy robić to co kochamy.

Pozdrawiamy Cię serdecznie i życzymy wszystkiego dobrego
Monika i Ola

A czym dla Was jest dbanie o włosy? Swoje odpowiedzi piszcie w komentarzach!

Jeśli chodzi o statystyki bloga, to jestem bardzo zadowolona. Odwiedziliście mnie 26 287 razy, gdzie dla porównania pod koniec 2016 roku wyświetleń było 7 265.
Dodatkowo zyskałam 17 nowych obserwatorów na blogu, nie mówiąc już o Instagramie, gdzie jest Was już 233 ;)
Największą popularnością, cieszą się posty :

oraz

Widząc jaki progres osiągnęłam w blogowaniu i w dbaniu o włosy, trzymam kciuki, aby 2018 rok był jeszcze lepszy, pełen nowych znajomości i ciekawych produktów do przetestowania. Mam nadzieję, że będzie rokiem, gdzie już na dobre zacznę zapuszczanie włosów.

Na koniec, chciałabym Wam życzyć wszystkiego dobrego w nowym roku. Abyście dążyli do swoich celów i byli zadowoleni ze swoich decyzji. :)

Pozdrawiam,



Listopadowa aktualizacja włosów | 2017

Listopadowa aktualizacja włosów | 2017

W listopadzie wybrałam się do fryzjerki i skróciłam włosy o 5 cm.
Długo wahałam się nad tym, aby to zrobić i nad tym, ile tak naprawdę chcę i mogę je podciąć.
Do pójścia do salonu zdecydowałam się z dwóch powodów :
- moje nożyczki, które mam w domu, nie są już ostre i zamiast ciąć włos, to go miażdży. Skutkiem tego są "białe kropki" na końcówkach. Miałam kupić nowe, jednak na razie moja skarbonka nie jest gotowa na taki wydatek.
-  końce były w opłakanym stanie i żadne maski, czy oleje nie mogły polepszyć ich kondycji. Jest to m.in moja wina, bo zwlekałam z tą decyzją, przez co zniszczenia pięły się w górę. Dodatkowo rozjaśniane końce nie wytrzymują długo.

Starałam się ustawić zdjęcia w miarę równo.
Z tego co zauważyłam to fryzjerka używała Jaguarów, lecz mogę się mylić. Od podcięcia minęło około dwa tygodnie, a końce nadal są ostre. I chyba nie muszę mówić, jak ta wizyta pozytywnie wpłynęła na moje włosy oraz na moje samopoczucie. :)

Kosmetyczne nowości w tym miesiącu pokazywałam na Instagramie. I tak jak pisałam pod zdjęciami, Biovax był zawsze w kręgu produktów, które chciałam wypróbować, ale jego cena za tak małą ilość mnie zniechęcała. Na szczęście, trafiłam na promocję i kupiłam 150 ml za 10 zł. Jak dla mnie to dobry interes. Oprócz tego, już drugi raz na mojej półce, zagościł Vitapil. Efekty po nim były widoczne gołym okiem, a możecie je zobaczyć tutaj. Kosztował 32 zł.



Kosmetyki jakich używałam w tym miesiącu

-szampony
Mydło miodowe i szampon jałowcowy używałam na zmianę. Wydaje mi się, że mydło miodowe ciut obciąża włosy, ale muszę je dłużej obserwować, żeby jednoznacznie to stwierdzić. Z szamponem nie mam żadnych problemów - po prostu myje włosy.



-odżywki/maski
Balsam malina i moroszka to mój wielki ulubieniec. Używam go przy każdym myciu, jako odżywka kończąca. Nadaje włosom miękkości i sprawia, że są śliskie. Duża ilość produktu jest dla mnie niewskazana, ponieważ potrafi obciążyć włosy. Alterra i Organic Shop używałam przed myciem, najczęściej pod olej. Z Biovaxem było różnie, raz na olej, raz pod olej, a raz jako odżywka po myciu. Na razie, zauważyłam, że włosy są bardziej aksamitne niż zwykle i są nawilżone.


-oleje
Kamelia i oliwa z oliwek również były używane na zmianę. Kamelia sprawia, że włosy są miękkie, błyszczące i odżywione. W przypadku oliwy jest podobnie, jednak efekt jest słabszy.



-wcierki
Banfi pokrzywową używałam na początku października, jednak potem używałam Banfi łopianowej. Na razie odnotowałam wysyp baby hair.


Efekty wcierania Banfi ;)
-zabezpieczenie i inne akcesoria do włosów
Jedwab CHI, szczotka z włosia dzika, gumki bez metalowego łączenia i żabka. ;)



Z listopadowej aktualizacji włosów to by było na tyle. Kolejne podsumowanie z całego roku, pojawi się w styczniu, z racji drugich urodzin bloga. Mam nadzieję, że post się podobał oraz zachęcam do obserwowania mnie na blogu, a także na Instagramie (linki znajdują się po prawej stronie). 💜

Pozdrawiam,



Październikowa aktualizacja włosów | 2017

Październikowa aktualizacja włosów | 2017

Witam Was w przedostatnim miesiącu tego roku, jakim jest listopad! Tak jak tradycja nakazała, przychodzę do Was z październikową aktualizacją włosów. Sama jestem ciekawa, czy w ubiegłym miesiącu są jakieś postępy, ponieważ ostatnio mało czasu poświęcam na oględziny moich włosów.

W październiku, kupiłam  mydło miodowe, balsam malina moroszka oraz (przypadkiem) szampon jałowcowy. Mydło miodowe spisuje się świetnie, bo jest - jak dla mnie - delikatnie i dobrze domywa. Mała ilość produktu wystarczy, aby zrobiło się dużo piany.


 A balsam malina moroszka to jedno z moich większych zaskoczeń, ponieważ miałam już kilka rosyjskich odżywek/balsamów/masek i w większości nadawały się do tuningowania lub nałożenia przed myciem i myślałam, że z tym balsamem też tak będzie.
Natomiast, malina moroszka użyta  jako ostatnie O w metodzie OMO, pozostawia włosy gładkie i miękkie.
Szampon jałowcowy używałam sporadycznie, więc ciężko mi cokolwiek na jego temat powiedzieć. ;)


Od września, moje włosy poddały się przesileniu i przy czesaniu, czy myciu zawsze miałam sporą ilość włosów na szczotce lub w odpływie. Aby wzmocnić cebulki i zminimalizować wypadanie, wcierałam pokrzywową Banfi. Niestety, robiłam to trochę w kratkę, bo moja najdłuższa przerwa we wcieraniu to, aż 4 dni! Po podsumowaniu wszystkich dni, wyszło dwa tygodnie ciągłego wcierania.  Jednak przy myciu głowy co drugi dzień, to chyba nie najgorszy wynik. Wypadanie zmniejszyło się  nieznacznie (może przy częstszym wcieraniu wynik byłby lepszy), natomiast pojawiła się armia baby hair, z czego jestem zadowolona. Osobna recenzja wcierki będzie dopiero za jakiś czas :)


Olej kameliowy to kolejna nowość, którą używałam przez cały miesiąc non stop, bo nie tylko przy pielęgnacji włosów, ale również w pielęgnacji twarzy. Włosy po oleju są zdecydowanie bardziej miękkie niż po olejowaniu np. olejem z pestek winogron. Włosy bardziej się błyszczą, bo nawet ten efekt widać przy słabszym świetle. I jak się okazało, jest bardzo wydajny. Na moje włosy używam maksymalnie dwie pompki oleju, a na buzię tylko jedną. Dodatkowo, zdarzyło się, że był jednym ze składników mieszanek.


Natchnęło mnie również do tego, aby spróbować zakręcić włosy na skarpecie. Włosy kręcę bardzo rzadko, bo ostatni raz był w grudniu ubiegłego roku, a dokładnie na Sylwestra. Moje włosy były/są niepodatne na kręcenie i wszystko co było pięknym lokiem, po godzinie stawało się odkształconym pasemkiem włosów. Do postu, w którym opisuje swoje wrażenia, zapraszam tutaj.

Przyrost 
Gdybym miała powiedzieć, czy moje włosy urosły coś, bez patrzenia na zdjęcia, to powiedziałabym, że stoją w miejscu i, że po prostu końcówki zaczęły się wykruszać.


I jak możecie zobaczyć, wcale bym się nie pomyliła. Końcówki jak miotełki, a przyrostu jak na lekarstwo.

Plany na listopad
Wcieram, olejuję i staram się robić to systematycznie. Szczególnie, gdy nastały chłodne dni i włosy wymagają więcej uwagi. Zobaczymy za miesiąc, czy mi się to udało.

A jak się wasze włosy miewały w październiku?



Niedziela dla włosów # 9 - Być jak Kasia Solska, czyli kręcenie włosów na skarpetę (próbne podejście)

Niedziela dla włosów # 9 - Być jak Kasia Solska, czyli kręcenie włosów na skarpetę (próbne podejście)

Zapraszam na Niedzielę dla włosów z użyciem nowych produktów oraz z próbą zakręcenia włosów na skarpetę! :)

Włosy umyłam szamponem z BA łopianiowym, spienionym w kubku. Nie był to konieczny krok, ale we czwartek umyłam włosy szamponem z silikonem (po raz pierwszy od około 3 lat!) i chciałam mieć pewność, że wszystko jest czyściutkie i można nakładać produkty dalej.
Wodę odsączyłam ręcznikiem i nałożyłam balsam BA - malina moroszka. Delikatnie i krótko wczesałam kosmetyk we włosy i zaaplikowałam dwie pompki oleju kameliowego. Następnie wtarłam w skórę głowy Banfi Pokrzywową.
Włosy spięłam spinką i chodziłam tak przez około dwie godzinki. ;)
Po tym czasie zmyłam włosy mydłem miodowym (♥) i na długość nałożyłam maskę z Organic Shop figową.
Piórka wysuszyłam chłodnym nawiewem i zaaplikowałam serum CHI.
Efekt :



Włosy nie były zbyt miękkie i śliskie, ale sądzę, że to wina maski z OS (nieraz mi tak robiła).
Jednak coś mnie tknęło, aby wypróbować zakręcić włosy na skarpetę. I jak pomyślałam, tak zrobiłam. Szkoda tylko, że nie posiedziałam z nią dłużej, tylko około dwie godziny.
Pierwsze co zrobiłam, gdy zobaczyłam efekt to pomyślałam "Cholercia, wyglądam teraz jak Kasia z Kogla Mogla!". Zresztą, zobaczcie sami :


Od razu po zdjęciu skarpety


Po kilku minutach (zdążyły się rozprostować)

Po rozczesaniu


Włosy po rozpuszczeniu  zrobiły się mięciutkie, błyszczące i oczywiście nabrały objętości. ;)
Myślę, że zrobię jeszcze jedno podejście do tego sposobu kręcenia włosów, bo zauważyłam, że moje włosy mają malutki potencjał, żeby ładnie się po kręceniu układały (kiedyś był z tym problem).

Jak się mają wasze włosy? Próbowaliście kręcić włosy na skarpetę? A może testowaliście inny sposób kręcenia bez użycia ciepła?

Pozdrawiam,



Copyright © 2014 Włosowy Ktosiek , Blogger