Która szczotka lepsza? Tangle Teezer, czy szczotka z włosia dzika?

Która szczotka lepsza? Tangle Teezer, czy szczotka z włosia dzika?

Pielęgnacja włosów składa się z kilku elementów. Jednym z nich są akcesoria do przeczesywania włosów. Na rynku dostępne są przeróżne rodzaje szczotek i grzebieni : większych, mniejszych, zaokrąglonych, z plastiku, drewniane, czy z naturalnego włosia. Dzisiaj przedstawię wam wady i zalety dwóch z nich - najpopularniejszej szczotki Tangle Teezer oraz szczotki z włosia dzika.



Tangle Teezer zwany również "TT" odniósł ogromny sukces w kręgu włosomaniaczek, ale również u osób, które nie interesują się pielęgnacją włosów. Jego fenomen polega na rewolucyjnym kształcie i nie spotykanym dotychczas ułożeniu ząbków. Oprócz tego, swoją sławę może zawdzięczać, dzięki obietnicom składanych przez producenta, które brzmią następująco :

"Takiej szczotki jeszcze nie było! Dzięki zastosowaniu innowacyjnego kształtu ząbków ze specjalnego elastycznego tworzywa, szczotka działa niewiarygodnie delikatnie i skutecznie.
Szczotka Tangle Teezer dostosowuje się do włosów, nie ciągnie splątanych kosmyków, czesze delikatnie i cicho zapewniając gładkie i lśniące włosy w mgnieniu oka. Codzienne szczotkowanie włosów szczotką Tangle Teezer wpływa na zwiększenie ich połysku!"


Po takich zapewnieniach chyba każda kobieta i mężczyzna pragnie jej jeszcze mocniej.
No właśnie, czy TT naprawdę sprawdza się na wszystkich typach włosów i pomaga wydobywać z nich to co najlepsze?

ZALETY

-Do zalet możemy zaliczyć to, że faktycznie ułatwia rozczesywanie.
-Poza tym, świetnie mieści się w dłoni, przez co użytkowanie jest o wiele sprawniejsze.
-Dodatkowo, sposób oczyszczania jej z włosów, czy zabrudzeń jest banalne - włosy wystarczy wydobyć z pomiędzy ząbkami palcami, a do zabrudzeń wystarczy woda i mydło.
-Kolejną zaletą TT jest to, że jest dostępna w wersji kompaktowej, którą możemy zabrać do torebki, ponieważ zawiera zabezpieczenie,które eliminuje ryzyko wykrzywienia ząbków.
-Tanglee Teezer jest dostępny w przeróżnych kolorach oraz wzorach.
-Na rynku jest dostępne kilka wersji : The Original (którą posiadam), Salon Elite oraz Thick & Curly. Salon Elite różni się od The Original tym, że jest bardziej wyprofilowana na kształt banana. Natomiast, Thick & Curly kształtem jest taka sama jak The Original, ale ma nieco dłuższe ząbki.


WADY

Po wielkim "bum" na te szczotki, doszło do tego, że tak jak szybko zyskała zwolenników, tak szybko pojawili się przeciwnicy tej szczotki.

- Ponieważ, największą wadą jest to, że TT nie nadaję się do wszystkich włosów. Spotkałam się z wieloma przypadkami, gdzie nie tylko ja, ale też inne dziewczyny, po regularnym stosowaniu narzekały na urwane i zniszczone końcówki. Być może jest to wina tworzywa, z jakiego została zrobiona szczotka lub też delikatnych włosów. Uważam, że jest to najcięższy argument, który przechyla szalę na stronę wad.
- Jak dla mnie cena szczotki jest dosyć wysoka.
- Po jakimś czasie igiełki szczotki się odkształcają.



Drugą szczotkę jaką kupiłam była szczotka z włosia dzika. Jest to owalna szczotka z nylinowymi igiełkami z firmy TEK. Na rynku dostępne jest wiele, wiele innych firm produkujących szczotki z włosia dzika, np. Gorgol,czy Khaja, a ceny zaczynają się od 30 w górę.

ZALETY

- Po stosowaniu szczotki z włosiem po ponad pół roku, mogę stwierdzić, że nie niszczy włosów.
- Dodaje lekkiej objętości.
- Szczotki z włosiem można kupić w zależności od rozmiaru, długości włosia lub od dodatku nylonu.
- Bardzo podoba mi się to, że najczęściej są wykonywane z drewna, co według mnie jest akcentem "naturalności" produktu.

WADY

- Potworną wadą jest to, że bardzo szybko osiada na niej kurz, który nie jest łatwo wyczyścić, chyba, że mamy specjalny przyrząd do czyszczenia szczotek (na zdjęciu możecie zauważyć, że przy "cebulkach" zebrały się małe włókienka, które ciężko mi wyciągnąć).
-  Przy myciu, trzeba uważać na drewnianą "oprawkę" ponieważ, od moczenia jej w wodzie może się zniszczyć.
- Szczotka może elektryzować włosy. Jednak w tym przypadku wystarczy przy myciu nałożyć na chwilę odżywkę lub spryskać odżywką bez spłukiwania.



Podsumowując

Uważam, że wybór akcesoriów do czesania to indywidualna sprawa. Mi natomiast bardziej przypadła do gustu szczotka z włosia dzika, bo jest delikatniejsza dla moich cienkich włosów, mimo, że nie lubię jej czyścić. Tangle Teezer również używam, ale sporadycznie i najczęściej, gdzieś poza domem.


A jakie jest wasze zdanie, na temat tego, która szczotka jest lepsza? 



Recenzja #13 Nivea Hairmilk mleczna odżywka dla włosów cienkich - czy faktycznie nadaje się do cienkich włosów?

Recenzja #13 Nivea Hairmilk mleczna odżywka dla włosów cienkich - czy faktycznie nadaje się do cienkich włosów?

NIVEA Hairmilk to nowa mleczna seria dla włosów cienkich, normalnych i grubych .
Gdy zobaczyłam, że produkty są podzielne na strukturę włosów od razu chciałam je przetestować. Dlatego dokładnie 5 czerwca stałam się posiadaczką odżywki Nivea Hairmilk dla włosów o cienkiej strukturze. Czy się sprawdziła? Czy nadaje się dla cienkich włosów? Odpowiedzi na wszystkie pytania, znajdziecie w dzisiejszej recenzji. :)



Co obiecuje nam producent?





Skład odżywki 
Aqua, Cetyl Alcohol (emolient), Myristyl Alcohol (emolient), Dimethicone (silikon), Centrimonium Chloride (antystatyk), Stearamidopropyl Dimethylamine (antystatyk), Lanolin Alcohol (Eucerit®) (emolient), Hydrolized Milk Protein (proteiny), Panthenol (humektant), Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride (anstystatyk)....

...reszta to substancje myjące, konserwanty. Na 6 miejscu znajduję się alkohol lanolinowy (emolient), zaraz po nim tytułowe hydrolizowane proteiny mleka (proteiny) i panthenol (humektant).  Ogólnie rzecz biorąc, odżywka - według mnie - jest PEH-owa ;) 




Konsystencja produktu i zapach
Kto choć raz miał odżywkę z Nivea,  ten wie, że konsystencja ich produktu jest "specyficznie"gęsta.
Co gwarantuje, że kosmetyk nie spłynie nam z dłoni, ani z włosów. Zapach jest dość perfumowany, ale jak dla mnie bardzo przyjemny. Pozostaje na włosach przez dłuuuugi czas, co swoją drogą bardzo lubię.



Co mogę o niej powiedzieć?
Zakochałam się w niej od pierwszego użycia :) Zresztą, od razu napisałam o tym na moim Instagramie :


Używałam ją jako ostatnie "O" w metodzie OMO oraz MO i spisywała się do tego świetnie. Pozostawiała włosy gładkie, dociążone, miękkie i sprawiała, że włosy bez problemu się rozczesywały i przecudownie pachniały. Miałam też wrażenie, że całkiem fajnie zabezpiecza przed słońcem. Nie zauważyłam żadnej wady tego produktu na moich cienkich włosach. Jak dla mnie formuła nie jest ciężka, aczkolwiek oczywiste jest, że zbyt duża ilość odżywki może spowodować przyklap. Dlatego uważam, że zapewnienia producenta pokrywają się z moimi odczuciami.
Kosmetyk jest wydajny, bo przy codziennym myciu włosów (i podkradaniu przez mamę i siostrę) wystarczyła mi na dwa miesiące.

Gdyby ktoś zapytał, czy kupiłabym ten produkt ponownie, odpowiedź byłaby jednoznaczna - oczywiście, że tak. ;) I żeby być bardziej obiektywnym, zaopatrzyłam się już w kolejną odżywkę Nivea Hairmilk, ale tym razem dla włosów normalnych. ;) 

Próbowaliście już kosmetyków od NIVEA Hairmilk? Jakie są wasze zdania na ich temat?
Pozdrawiam,



PS Tak, zdjęcia odżywki są robione w mleku :)


Domowa maseczka z malin I Mój przepis i efekt + zdjęcia

Domowa maseczka z malin I Mój przepis i efekt + zdjęcia

Od kiedy maliny pojawiły się na krzaczkach w moim ogrodzie, miałam w planie zrobić z nich domową maseczkę. Oczywiście, owoce są już od dawna, a ja dopiero teraz znalazłam czas, aby je pozbierać. Dlatego dzisiaj przychodzę do was z efektami domowej maseczki z malin. ;)


Zanim przejdziemy do całej procedury tworzenia maseczki - kilka słów na temat malin.

"W owocach malin są kwasy organiczne (m.in. cytrynowy, jabłkowy, salicylowy), pektyny, antocyjany, cukry, związki śluzowe, lotne związki zapachowe. Jest również bogactwo witamin (m.in. C, E, B1, B2, B6) oraz wiele substancji mineralnych - przede wszystkim potas, magnez, wapń, żelazo)."
źródło : poradnikzdrowie.pl

Witamina C - zapewnia sprężystość włosa,a także pomaga przy jego budowie. 

Witamina E - ta witamina przyspiesza wzrost włosów, poprzez przyśpieszanie podziałów komórek macierzy włosa budujących jego łodygę. Jest silnym antyutleniaczem dobrze chroniącym cebulki i znajdującą się w nich macierz włosa przed toksycznymi wolnymi rodnikami. Dzięki temu zabezpiecza wydzielinę gruczołów łojowych przed jełczeniem (czyli toksycznym utlenianiem), co poprawia jakość nawilżenia włosów ochronną tłuszczową emulsją zwaną sebum. Dodajmy, że optymalny skład tłuszczowy tej wydzieliny dodaje włosom blasku.

Witamina B6 - uczestniczy w syntezie hemoglobiny przynoszącej tlen niezbędny dla zasilania procesów wzrostu włosów, produkcji aminokwasów budulcowych włosów oraz enzymów i hormonów wpływających na poprawność wzrostu włosów

Wykonanie maseczki


Świeżo pozbierane maliny zblendowałam wraz z 3 łyżeczkami miodu. Następnie dodałam 2 łyżki mąki ziemniaczanej, 2 łyżeczki maski BingoSpa z proteinami kaszmiru i kolagenem i 2 łyżeczki balsamu BA nr. 4 oraz około półtorej łyżki oliwy z oliwek. Maska zrobiła się bardzo gęsta, dzięki czemu nie spływała z włosów.




Przygotowanie włosów i nałożenie maseczki


W skalp wtarłam wcierkę HerbaVita z itchiolem, włosy zwilżyłam i nałożyłam maseczkę pod czepek i czapkę. Po pół godziny włosy dobrze wypłukałam z obawą, że ziarenka nie będą chciały się spłukać. Jednak nic takiego nie miało miejsca i wszystko ładnie ściekło z wodą.
Włosy umyłam szamponem wzmacniającym z EcoLabu, a na długość nałożyłam jaśminową maskę z Kallosa. I powiem szczerze, że w trakcie mycia czułam pod palcami, że włosy są trochę tępe w dotyku i trochę się plączą. Korzystając z okazji, poprosiłam mamę o podcięcie mi końcówek i w efekcie pozbyłam się centymetra zniszczonych piórek. Na wilgotne włosy nałożyłam serum CHI i wysuszyłam je chłodnym nawiewem.

Efekty


Obawiałam się, że efekt domowej maseczki będzie marny, bo te niemiłe w dotyku włosy jakie miałam podczas mycia, trochę mnie zmartwiły. Jednak po wysuszeniu i odczekaniu kilkunastu minut, jestem bardzo i to bardzo zadowolona. Są bardzo miłe w dotyku, wygładzone, nawilżone i sprężyste. Nawet moja młodsza siostra, pytała się co robię, że włosy są takie gładkie.
Szczerze mówiąc, sama nie mogę przestać ich kiziać. ^^



Tutaj zaszło na chwilę słońce. :) 

I na tym zdjęciu również słoneczko jest za chmurami, a wiatr rozdmuchał włosy. :)

Do maseczki na pewno kiedyś wrócę i mam nadzieję, że będzie działać tak samo. Bo z tego co zauważyłam, kwasy służą moim włosom. ;)
A, czy Wy robiliście już domowe maseczki z letnich owoców? 
Pozdrawiam,




Lipcowa aktualizacja włosów

Lipcowa aktualizacja włosów

Tak jak czerwiec był bardzo szalonym miesiącem, to lipiec na jego tle wypada bardzo spokojnie. Starałam się wykorzystać wszystkie nowe kosmetyki, przy tym zużywając resztki zapasów. Dodatkowo pojawiło się kilka ulubieńców, o których dzisiaj również mowa. Zapraszam na lipcową aktualizację włosów.


Po cedrowym mydle, myślałam, że nie znajdę innego ulubieńca do mycia włosów. Jednak szampon z EcoLab - wzmacniający objętość i przyspieszenie wzrostu, od razu przypadł mi do gustu. Włosy bardzo dobrze domywa, jednak nie pozostawia włosów szorstkich i plączących się. Uważam, że nawet przy jego użyciu możemy zrezygnować z odżywki na koniec. Polubiłam też zostawiać szampon na dwie, trzy minutki na głowie - mam wtedy wrażenie, że oprócz mycia, również pielęgnuje. Pachnie cytrusowo, co daje efekt świeżości. Jednym słowem - uwielbiam!


O tej odzywce pisałam już w czerwcowej aktualizacji włosów, ale jest taka świetna, że muszę o niej wspomnieć jeszcze raz. A mowa tutaj o odżywce z Niva Hairmilk dla włosów cienkich. Po dwóch miesiącach używania jej praktycznie codziennie, moja miłość do niej ani na chwilę nie przygasła. Włosy są po niej mięciutkie w dotyku, dobrze się rozczesują, a oprócz tego, jej piękny zapach pozostaje na długo na włosach. Nie zauważyłam żadnych objaw przeproteinowania. Mam jeszcze wersję dla włosów normalnych, która czeka na swoją kolej. Oczywiście recenzja tych dwóch kosmetyków znajdzie się na blogu. :)


I moim ostatnim ulubieńcem jest oczywiście wcierka Banfi Hajszesz, której zawdzięczam mnóstwo baby hair. Nie będę się rozpisywać na jej temat, ponieważ recenzja wcierki pojawiła się na blogu kilka dni temu. Ciekawych działania kultowej węgierskiej wcierki, zapraszam tutaj.



Kosmetyki jakich używałam to :
♦ szampony : EcoLab wzmacniający objętość i przyspieszenie wzrostu, mydło malinowe,szampon Herbal Care czarna rzepa
♦ odżywki/maski : BingoSpa proteiny kaszmiru i kolagen, masło shea i pięc alg, drożdżowa, Nivea Hairmilk dla włosów cienkich, maska Organic Shop figowa, maska Alterra granat i aloes,
♦ oleje : kokosowy, z pestek winogron, oliwa z oliwek
♦ zabezpieczenie : serum CHI
♦ wcierki : wcierka Banfi Hajszesz,
♦ akcesoria : szczotka z włosia dzika


Przyrost 
Dzięki Banfi uzyskałam dodatkowe 0,5 cm, czyli włosy w tym miesiącu urosły mi 1,5 cm.



Plany na sierpień
W sierpniu wyjeżdżam na dwa tygodnie, więc nie będę mogła poświęcić czasu na pielęgnację włosów. Dokładnie nie wiem co ze sobą wezmę, ale myślę, że na pewno będzie to wcierka Herba Vita z ichtiolem jasnym i kwasem salicylowym.  Odświeżenia na wakacjach nigdy dość :)


Podsumowując
Bardzo cieszę się z efektów pozostawionych przez lipiec. Mam nadzieję, że sierpień mimo minimalistycznej pielęgnacji, również będzie łaskawy. :)


Pozdrawiam,



Recenzja #12 Wcierka na porost włosów Banfi HAJSZESZ - efekty po półtora miesiąca

Recenzja #12 Wcierka na porost włosów Banfi HAJSZESZ - efekty po półtora miesiąca

Wcierka Banfi Hajszesz to węgierski produkt i jest produkowany od 1949 roku, lecz od niedawna został spopularyzowany w świecie włosomaniaków. A przyczyniła się do tego Agnieszka Niedziałek z bloga wwwlosy.pl, którą serdecznie pozdrawiam. :) Wcierka nie potrzebowała dużo czasu, aby skraść serca i stać się hitem. Czy mnie również zachwyciła? Zapraszam na recenzję!



OPIS PRODUCENTA

W BANFI Hajszesz są zawarte składniki, które poprawiają krążenie, a tym samym ułatwiają dopływ tlenu do skóry głowy. Poprawiają stan mieszków włosowych, aby włosy stały się silniejsze i zdrowsze.
Zastosowanie: 

Lotion do włosów Banfi należy używać co najmniej raz na tydzień. Stosować po myciu, na wilgotną skórę głowy i dobrze wmasować, a po 20-40 minutach umyć głowę szamponem Banfi i wysuszyć włosy. Kompozycja zawiera tylko naturalne składniki i powinny być używane jako lekarstwo. Zabieg trwa przez okres 3-6 miesięcy. Spadek utraty włosów jest widoczny w ciągu 4-6 tygodni, a wzrost włosów - przy systematycznym używaniu - można zauważyć po 3-4 miesiącach.

* wolne tłumaczenie :)



ZAPACH I KONSYSTENCJA

A tak wygląda proces produkcji Banfi Hajszesz. :)
(via wwwlosy.pl)
Przy tej wcierce zapach jest rzeczą, obok której nie możemy przejść obojętnie. Jest dość specyficzny, lekko drażniący, czuć zioła, a według mnie najbardziej chrzan. Dla niektórych może być zbyt intensywny, dlatego wcierkę można stosować przed myciem, a dla tych, którym zapach nie przeszkadza - po myciu lub tak jak zalecił producent. Ci, którzy chcieliby przetestować działanie węgierskiego produktu, a boja się jego woni, mogą zdecydować się na lżejszą wersję wcierki - Lady Banfi.
Banfi jest produktem ciekłym o jasnobrązowym zabarwieniu. 

SKŁAD

Alcohol*, Cochlearia Armoracia Extract (ekstrakt z chrzanu), Brassica Alba (ekstrakt z gorczycy) (and) Juniperus Communis (ekstrakt z jałowca) (and) Origanum Majorana Extract (ekstrakt z majeranku), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Hexyl Cinnamal, Linallol, Butylphenyl Methylpropional, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyd, Citronellol, Benzyl Benzoate, Limonene, Geraniol, Benzyl Salicilate, Hydozycitronellal, Citric Acid, Aqua.


Mimo, że na opakowaniu nie ma mowy o alkoholu, tak w rzeczywistości ten składnik występuje.
"Alkohol działa konserwująco, oraz, tak jak w nalewkach ziołowych, wyciąga z półproduktów całą moc."
(via wwwlosy.pl)
Edit : na nowych opakowaniach w składzie jest wypisany alkohol, ja akurat mam tę starszą partię. 


OPAKOWANIE, POJEMNOŚĆ I CENA

Opakowanie jest wykonane z czerwonego plastiku, a jego malownicza etykieta jest foliowa i dobrze przyklejona, dzięki czemu nic nie odstaje (niestety, jest wrażliwa na zadrapania).
Koreczek, który dobrze chroni zawartość przed rozlaniem, również jest plastikowy. 
Za 250 ml wcierki zapłaciłam 20 zł. Jeśli chodzi o dostępność to wcierkę Banfi Hajszesz możemy znaleźć tylko w internetowym sklepie Agnieszki napieknewlosy.pl, a już od 5 sierpnia 2017 roku będzie można ją kupić stacjonarnie! Szczegóły znajdują się tutaj 👈.


DZIAŁANIE I MOJA OPINIA

Banfi w moje rączki przyszła 12 czerwca i dokładnie od tamtego dnia zaczęłam ją stosować. 
Od tego momentu minęło półtora miesiąca i mimo, że producent mówił o dłuższym okresie stosowania, to już teraz widzę efekty. Są nimi :
- minimalne przedłużenie świeżości włosów i minimalne ograniczenie przetłuszczania się
- baby hair - są wszędzie i widać je wszędzie, do tego stopnia, że zrobiła mi się kolejna grzywka z młodych włosków. Przy wcieraniu starałam się dokładnie produkt wetrzeć w zakola, dzięki czemu udało mi się je zagęścić, co widać na załączonych zdjęciach. Jestem z tego powodu bardzo zadowolona, bo przy moich cienkich włosach, zagęszczanie jest bardzo, bardzo ważne.

baby hair po Banfi Hajszesz

baby hair po Banfi Hajszesz

- przyrost - w tej kwestii nasz śmierdziuszek nawet dał sobie radę.
Zdjęcie po lewej stronie było zrobione w pierwszym tygodniu czerwca, na potrzebę majowej aktualizacji włosowej, a zdjęcie po prawej - dzisiaj. Zdjęcia są oczywiście poglądowe, więc faktycznego przyrostu nie będzie widać. Według mnie, zyskałam około 0,5 cm przyrostu więcej (mój standardowy przyrost to 1 cm na miesiąc), więc po półtora miesiąca włosy urosły mi ± 2 cm.  

przyrost po Banfi Hajszesz

Podczas stosowania nie zauważyłam żadnych niepokojących zmian na mojej skórze głowy. 
Nic nie piekło, nie szczypało, nie bolało. Mój skalp jest w miarę odporny na alkohol, jednak przy wrażliwszych skórach głowy, radziłabym uważać. 

Wiem, że są zwolennicy wcierania produktu po myciu, ja jednak robiłam to przed myciem. 
Bo, po pierwsze, nie chciałam drażnić zapachem ludzi, z którymi przebywam, a po drugie, wcierki lubią obciążać moje cienkie włosy. A o mojej ulubionej metodzie wcierania pisałam już tutaj. :)
Wcierka jest według mnie bardzo wydajna, bo przy stosowaniu jej około co drugi dzień, a czasami nawet codziennie została mi większa połowa. A jeśli chodzi o jej charakterystyczny zapach to z początku mi nie przeszkadzał, później zaczął denerwować, a obecnie nie jest tak źle - kwestia przyzwyczajenia. Jednak nie polecam używać Banfi przed spaniem! Z własnego doświadczenia wiem, że ciężko jest zaspać z tak intensywnym zapachem na głowie.

Mój plan na kolejne miesiące jest taki, aby oprócz wcierania tego produktu, wspomóc się skrzypokrzywą. Po tym "eksperymencie", efekty opiszę na blogu. :) 

Co sądzicie o Banfi Hajszesz? Używacie, czy może dopiero się zastanawiacie nad jej kupnem? Jeśli macie jakieś pytania to chętnie na nie odpowiem w komentarzach! :) 
Pozdrawiam, 





W jaki sposób wcierać wcierki i moja ulubiona metoda wcierania

W jaki sposób wcierać wcierki i moja ulubiona metoda wcierania

Wcierki są idealne dla osób, które nie chcą lub obawiają się suplementacji od środka, a chcą wzmocnić albo przyśpieszyć porost włosów. Wystarczy dany produkt systematycznie wcierać w skórę głowy i to wszystko. Dzisiaj przedstawię Wam różne metody wcierania i powiem, którą najbardziej lubię i dlaczego. Zapraszam!

1. Butelka z lejkowatym zakończeniem


Za pomocą specjalnej butelki z lejkiem aplikujemy produkt na skórę głowy. 
Następnie wykonujemy 3 minutowy masaż. 

W tym sposobie jest czyste marnotractwo, z tego względu, że nie mamy wpływu, jaka ilość wcierki znajdzie się na naszej głowie. Kiedyś moja mama pożyczyła ode mnie wcierkę i, gdy po fakcie zapytałam ją jak ją zaaplikowała odpowiedziała "Przychyliłam na włosy i już!". Nie muszę chyba mówić, że najwięcej produktu było wszędzie, tylko nie na skórze głowy. ;-) Spotkałam się tylko z dwoma wcierkami, które miały buteleczki z dzióbkiem. Była to Joanna Rzepa - kuracja wzmacniająca i Herba Vita. 


2. Strzykawka lub pipeta


Strzykawką lub pipetą nabieramy odpowiednią ilość wcierki i dokładnie "ostrzykujemy" skórę głowy, nie pomijając żadnego miejsca. A następnie wykonujemy 3 minutowy masaż. 

Jest to szybka metoda, gdzie mamy kontrolę nad ilością wypływającego kosmetyku. Dodatkowo dzięki miarce w strzykawce, możemy zobaczyć ile wcierki potrzebujemy do jednej aplikacji.
Stosowałam ten sposób przez dłuższy czas i jak dla mnie jest nie do końca skuteczny (lub być może robię to nieumiejętnie), ponieważ dużo produktu zamiast pozostać na skórze, wędruje w dół włosa przez co wcierka się marnuje. Próbowałam z głową w dół i normalnie, a efekt zawsze był ten sam, czyli spadające kropelki na podłogę.

3. Atomizer

Do atomizera wlewamy wcierkę i odchylając pasma włosów, aplikujemy produkt. Następnie wykonujemy 3 minutowy masaż.

Jest to sposób dla osób cierpliwych, które mają czas na oddzielanie pasm.  

4. Opuszki palców


Nalewamy małą ilość wcierki do pojemniczka, maczamy opuszki i wmasowujemy w skórę głowy. Dodatkowo można sobie pomóc, naprężając drugą dłonią pasma włosów, tak, aby palce dotykały tylko skóry. Staramy się od razu wmasowywać produkt. 

I ta metoda jest dla mnie idealna, bo mam w niej pełną kontrolę nad ilością, a także wiem dokładnie, czy wcierka jest wszędzie. Poza tym, nie mam problemu z "spadającymi kropelkami", bo wszystko zostaje na skórze głowy. 

Czemu przy każdym sposobie warto robić masaż?
Według mnie, bardzo ważny jest  2-3 minutowy masaż skóry głowy. Pobudza krążenie w naczyniach krwionośnych i dotlenia cebulki włosowe przez co wszystkie dobroczynne substancje lepiej wnikają w skórę. Możemy do masażu użyć nasze opuszki palców, które dodatkowo rozgrzewają, a także masażera (który przypomina rozciętą trzepaczkę do jajek), czy też szczotkę np. TT, czy szczotkę z włosia dzika.



A jaka jest Wasza ulubiona metoda wcierania?
Pozdrawiam,

Recenzja #11 Jantar - Kuracja na gorąco z wyciągiem z bursztynu do włosów suchych i łamliwych

Recenzja #11 Jantar - Kuracja na gorąco z wyciągiem z bursztynu do włosów suchych i łamliwych

Po wielkim szale na wcierkę Jantar, firma Farmona postanowiła wydać kolejne produkty. Jednym z nich jest Kuracja na gorąco z wyciągiem z bursztynu do włosów suchych i łamliwych. Jak się sprawdził na moich włosach? Zapraszam do czytania :)

OPIS PRODUCENTA



KONSYSTENCJA I ZAPACH

W skład całej kuracji wchodzą trzy produkty i każdy z nich ma inną konsystencje.
Regenerująca maska olejowa po gorącej kąpieli wodnej jest wodnista, ale, gdy przestygnie jest gęsta.
Szampon nawilżający jest średnio gęsty.

Szampon nawilżający

A balsam wygładzający jest gęsty.

Balsam wygładzający

W każdym kosmetyku, można poczuć charakterystyczny zapach Jantaru, który jak dla mnie, jest przepiękny. Po myciu utrzymuje się na włosach.

SKŁAD

Szampon nawilżający : Aqua (Water), Sodium Laureth Sulfate, Urea, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Propylene Glycol, Amber Extract, Inulin, Panthenol, Soluble Collagen, Sodium Cocoamphoacetate, Silicone Quaternium-22, Polyglyceryl-3 Caprate, Dipropylene Glycol, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Polyquaternium-10, Disodium EDTA, Lactic Acid, Parfum (Fragrance), Benzyl Salicylate, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone


Szampon o mocniejszym, SLES-owym składzie. Znajdziemy w nim ekstrakt z bursztynu, linulinę,mocznik, pantenol, kolagen, a także silikon. 


Balsam wygładzający : Aqua (Water), Cetyl Alcohol, Behentrimonium Chloride, Glycerin, Propylene Glycol, Equisetum Arvense (Horsetail) Herb Extract, Cetearyl Alcohol, Stearalkonium Chloride, PEG-20 Stearate, Inulin, Hydrolyzed Keratin, Laurdimonium Hydroxypropyl Hydrolyzed Wheat Starch, Panthenol, Cyclopentasiloxane, Cyclohexasiloxane, Cetrimonium Chloride, Propylene Glycol, Diazolidinyl Urea, Iodopropynyl Butylcarbamate, Hydroxyethylcellulose, Disodium EDTA, Parfum (Fragrance)


Balsam zawiera glicerynę, ekstrakt ze skrzypu polnego, linulinę, hydrolizowaną keratynę, hydrolizat protein pszennych, pantenol i mocznik oraz silikony. 


Regenerująca maska olejowa : Aqua (Water), Cyclopentasiloxane, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Cetearyl Alcohol, Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Glycerin, Behentrimonium Chloride, Hydrolized Silk, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Argania Spinosa (Argan) Kernel Oil, Starch Hydroxypropyltrimonium Chloride, Urea, Propylene Glycol, Amber Extract, Tocopheryl Acetate, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Sodium Lactate, Lactic Acid, Sodium Chloride, Sodium Benzoate, Dimethiconol, Hydroxyethylcellulose, Parfum (Fragrance), Limonene


Maska jest typowo olejowa, wskazuje na to olej z awokado, olej kokosowy, olej jojoba i olej arganowy. Do tego mamy glicerynę, hydrolizowany jedwab, ekstrakt z bursztynu, mocznik i dwa silikony. W trakcie nakładania produktu na włosy, można poczuć tę oleistość. 


OPAKOWANIE,POJEMNOŚĆ I CENA

Opakowanie produktów jest wykonane z kartonu, z charakterystyczną odblaskową szatą graficzną. Producent na opakowaniu zaznaczył, że jedno opakowanie to jedna kuracja dla włosów średniej długości. Dlatego, dla kogoś z długimi włosami mogłoby nie wystarczyć.
Pudełeczko zawiera trzy saszetki, które rozrywają się bez problemu - regenerującą maskę olejową o pojemności 17 ml, szampon 15 ml i balsam 5 ml.
Za kurację zapłaciłam około 6 złotych. 



DZIAŁANIE I MOJA OPINIA

Część moich włosów jest zniszczona przez rozjaśnianie i często zdarza się tak, że ciężko je nawilżyć bez obciążania. Po tym zabiegu są nawilżone, miłe w dotyku, rozsypujące się i odbite od nasady, a dodatkowo pięknie pachną. Dlatego uważam, że "Potwierdzone rezultaty" są prawdziwe, jeśli chodzi o moje włosy.
Produkt nie jest drogi, ani też nie wymaga specjalnej wiedzy, a efekty są zauważalne, więc moim zdaniem jest wart wypróbowania. Taki zabieg jak dla mnie idealnie nada się na letnie dni, gdzie włosy są wystawiane na słońce.

Włosy przed, po nocnym warkoczyku.
Zdjęcie bez lampy

Włosy do słońca.



Próbowaliście już kurację od Farmony? 

Pozdrawiam,

Copyright © 2014 Włosowy Ktosiek , Blogger