Na co wydałam miliony monet? cz.1 - SZAMPONY

Na co wydałam miliony monet? cz.1 - SZAMPONY

Witajcie po dość długiej przerwie, która była spowodowana brakiem czasu, a także przeprowadzką do pięknej Austrii!

Wracam do was z nowościami, które w ostatnim czasie wpadły mi w ręce. Są to odżywki, maski i szampony, a także oleje. O tych kosmetykach nie pisałam na blogu, a mam je już jakiś czas.
Swoje zdobycze rozdzielę na trzy posty, ponieważ trochę tego jest i nie chcę wszystkiego upychać w jeden długi post. Dlatego dzisiaj zapraszam Was na pogadankę o szamponach. ;)


Tutaj zaszalałam i kupiłam szampony z EcoLabu, których jeszcze nie miałam. Bardzo polubiłam tę delikatność, a zarazem skuteczność zamkniętą w 250 mililitrach produktu.

Szampon odżywczy dla słabych i łamliwych włosów

Z trzech zamówionych szamponów z EL, jako pierwszy na moich włosach wylądował ten z awokado na etykiecie. Przez półtora miesiąca, użyłam połowę buteleczki, pięknie pachnącego zielonym jabłuszkiem szamponu. Spisuje się świetnie i nie mam żadnych zastrzeżeń. Szampon jest gęsty, dobrze się pieni, domywa i pozostawia włosy miękkie, a delikatny skład jest świetny.


Aqua, Triticum Vulgare Floral Water (woda pszeniczna), Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Coco Glucoside, Hibiscus Sabdariffa Flower Extract (ekstrakt z hibiskusa), Sodium Lauroyl Methyl Isethionate, Cananga Odorata Flower Oil (olej ylang ylang), Persea Americana Oil (olej z awokado), Shea Butter Ethyl Esters (masło shea), Glycerin, Simmondsia Chinensis Seed Oil (olej jojoba), Organic Triticum Vulgare Oil (organiczny olej z kiełków pszenicy), Glycereth-2 Cocoate, Perfume, Lactic Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, CI75125, CI751790

Szampon odżywczy, więc w składzie pojawiło się sporo olei. Woda pszeniczna działa odżywczo i regenerująco na włosy. Wygładza powierzchnię włosów i zapobiega nadmiernej utracie wody. Nadaje włosom połysk, miękkość i elastyczność. Olej z kiełków pszenicy i ekstrakt z hibiskusa efektywnie regenerują uszkodzone włosy. Odżywiają wzmacniają i chronią przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych (gorące powietrze, promieniowanie słoneczne). Olej awokado odżywia włosy i wzmacnia cebulki włosowe, nadaje naturalny blask i elastyczność. Organiczny ekstrakt ylang ylang normalizuje gospodarkę wodno-lipidową skóry głowy. Nawilża, sprawia, że włosy stają się miękkie i łatwe w układaniu. Olej jojoba pokrywa włosy ochronną warstwą chroniąc je przed szkodliwymi czynnikami i zatrzymując wodę w głębokich warstwach włosa

Szampon kojący do wrażliwej skóry głowy

Użyłam go tylko raz, dlatego nie mogę zbyt wiele o nim powiedzieć. Miałam wrażenie, że ma problem z domywaniem, ale z tego co pamiętam, zmywałam naprawdę "ciężki" włosing, dlatego nie obwiniam go za późniejszy przyklap. Jest gęsty, ma świeży, troszkę cytrusowy zapach i dobrze się pieni.


Aqua, Centaurea Сyanus Floral Water (woda chabrowa), Aloe Barbadensis Leaf Extract (ekstrakt z aloesu), Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Lauroyl Methyl Isethionate, Coco Glucoside, Glycerin, Malva Sylvestris Extract (ekstrakt z malwy), Hibiscus Sabdariffa Flower Extract (ekstrakt z hibiskusa), Simmondsia Chinensis Oil (olej jojoba), Glycereth-2 Cocoate, Triticum Vulgare Oil (olej z kiełków pszenicy), Perfume, Lactic Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol.

Skład odpowiada nazwie tego szamponu, a mianowicie woda chabrowa ma właściwości kojące, tonizujące, ekstrakt z aloesu nawilża i łagodzi podrażnienia, ekstrakt z malwy ma działanie przeciwobrzękowe, uśmierzające i łagodzące, ekstrakt z hibiskusa nawilża i odżywia, olej jojoba natłuszcza i chroni, olej z kiełków pszenicy podobnie jak olej jojoba. ;)

Szampon zrównoważony do przetłuszczających się włosów

Tego szamponu nie używałam, ale ma bardzo charakterystyczny zapach, który ciężko mi określić. Niektórym pachnie jak płyn do spryskiwaczy 😂, a mi jak lekarstwo dla dzieci do rozpuszczania w wodzie (Fervex Junior, czy coś w tym stylu). Jeśli ktoś go używał, to napiszcie w komentarzach, czym dla Was pachnie.


Aqua, Camellia Sinensis Leaf Floral Water (biała herbata), Organic Cydonia Seed Extract (ekstrakt organiczny pigwy), Sodium Lauroyl Methyl Isethionate, Cocamidopropyl Betaine, Organic Hamamelis Virginiana Leaf Extract (organiczny ekstrakt z oczaru wirginijskiego), Lauryl Glucoside,Coco Glucoside, Citrus Aurantium Bergamia Fruit Extract (ekstrakt z pomarańczy bergamotki), Verbena Officinalis Extract (ekstrakt z werbeny), Glycerin, Glycereth-2 Cocoate, Organic Zingiber Officinale Extract (ekstrakt z imbiru), Perfume, Lactic Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, CI75810

Biała herbata pobudza porost włosów i ogranicza ich wypadanie. Działa oczyszczająco i odświeżająco. Ekstrakt organiczny z pigwy wzmacnia włosy, zmniejsza przetłuszczanie się włosów. Nabłyszcza i nawilża włosy. Ekstrakt z pomarańczy bergamotki działa ściągająco, przeciwzapalnie i reguluję sebum. Nadaje włosom objętość. Ekstrakt z werbeny wzmacnia włosy. Wygładza je, nabłyszcza, nadaje im blask. Zmniejsza przetłuszczanie się włosów, działa odświeżająco. Ekstrakt z oczaru wirginijskiego wspomaga oczyszczanie skóry, działa ściągająco i matująco, tonizuje, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Pomaga również w walce z łysieniem. Ekstrakt z imbiru wzmacnia włosy, stymuluje ich porost. Działa przeciwzapalnie, ogranicza wydzielanie sebum.

Czarne mydło Babci Agafii

Na koniec zostawiłam jak dla mnie najlepsze. Czarne mydło to kosmetyk, za którym oglądałam się już przez kilka dobrych lat. Zobaczyłam go na jednym z włosowych blogów i momentalnie zakochałam się w listku zanurzonym w ciemnej mazi, nie w składzie, nie w działaniu, tylko właśnie w tym listku. Uwielbiam różne gadżety i dlatego, gdy pojawiła się możliwość zakupu mydła za normalną cenę  (zapłaciłam 17 złotych), od razu wylądowało w koszyku. Jest to typowy "rypacz", dlatego sięgam po niego tylko wtedy, gdy chcę dokładnie oczyścić włosy. Pachnie ziołowo i jest bardzo gęste i lepkie. Pozwólcie, że nie będę opisywać składu, bo jest on naprawdę napakowany różnymi trzydziestoma siedmioma ziołami i innymi mniej ważnymi substancjami.


Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Cocamide DEA, Dimethiconol, Polyquaternium-44, TEA-dodecylbenzenesulfonate, Cortusa Sibirica Extract* (zarzyczka syberyjska), Achillea Millefolium Flower Water*(krwawnik pospolity), Urtica Dioica Extract*(pokrzywa), Chamomilla Recutita Flower Water*(rumianek), Salvia Officinalis Leaf Extract*(szałwia), Betula Alba Juice*(sok brzozowy), Melissa Officinalis Flower/Leaf/Stem Water*(melisa), Pulmonaria Officinalis Extract*(miodunka plamista), Avena Sativa Kernel Extract*(owies), Arctostaphylos Uva Ursi Leaf Extract (mącznica lekarska), Hyssopus Officinalis Extract*(hyzop lekarski), Inula Helenium Root Extract (oman wielki), Festuca Altaica Extract*(kostrzewa ałtajska), Rhodiola Rosea Root Extract*(różeniec górski), Cetraria Islandica Extract (płucnica islandzka), Humulus Lupulus Flower Extract (kwiaty chmielu), Scutellaria Baicalensis Root Extract (tarczyca bajkalska), Pinus Sibirica Seed Oil (olej nasion sosny syberyjskiej) , Quercus Robur Bark Extract*(kora dębu) , Glycine Soja Oil* (olej sojowy), Linum Usitatissimum Seed Oil (olej lniany), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olej rokitnikowy), Abies Sibirica Needle Oil (olej pichtowy), Amaranthus Caudatus Seed Oil (olej amarantusowy), Arctium Lappa Root Extract (łopian), Rosa Canina Fruit Oil* (olej z dzikiej róży), Juniperus Communis Fruit Oil (olej jałowcowy), Sodium Shale Oil Sulfonate, Cera Alba*(wosk pszczeli), Malva Sylvestris Flower Extract*(malwa), Abies Sibirica Needle Extract, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil (olejek rozmarynowy), Althaea Officinalis Leaf Extract*(prawoślaz lekarski), Larix Sibirica Wood Extract*(modrzew syberyjski), Gypsophila Paniculata Root Extract (gipsówka wiechowata), Saponaria Officinalis Root Extract* (mydlnica lekarska), Glycyrrhiza Glabra Root Extract*(lukrecja), Agrostis Sibirica Extract*(mietlica syberyjska), Crepis Sibirica Extract* (pępawa syberyjska), Citric Acid, Parfum, Geraniol, Hexyl Сinnamal, Butylphenyl methylpropional, Linalool, Hydroxyisohexyl 3-cyclohexene Сarboxaldehyde, Methylisothiazolinone, CI 19140, CI 42090, CI 77492, CI 7749, CI 77499

Myślę, że 1,25 litra szamponów powinno mi wystarczyć na bardzo długi czas. 😆 
Mieliście do czynienia, z którymś z wymienionych produktów? A może wiecie, czym pachnie zrównoważony szampon? 😁

Pozdrawiam, 



Niedziela dla włosów #12

Niedziela dla włosów #12

Ten włosing był wyjątkowo udany, ponieważ udało mi się trafić w zachcianki moich włosów. Na co dzień nie sprawiają mi dużo problemu, ale rzadko zdarza się, że mam naprawdę dobry good hair day.
Pielęgnacja nie jest ani skomplikowana, ani nie użyłam przy niej żadnych wyszukanych produktów.



1. Na początek, na suche włosy nałożyłam oliwę z oliwek na około 15 minut, a w skórę głowy wtarłam mieszankę łopianowej Banfi i Banfi Hajszesz (od jakiegoś czasu testuję to połączenie i jestem ciekawa jak się sprawdzi).
2. Następnie, nałożyłam resztki maski z Biovaxu - kolagen i perły i zostawiłam na kolejne 15 minut.
3. Po tym czasie, umyłam włosy odżywczym szamponem z EcoLab. Przy używaniu tego szamponu, staram się, aby został on na włosach na 2-3 minutki. Ten produkt ma tak fajny skład, że szkoda mi od razu zmywać go z włosów.
4. Na koniec, zaaplikowałam na końcówki czarną marokańską maskę, a resztki, które zostały mi na palcach nałożyłam na włosy bliżej skóry głowy. Przy cienkich włosach, muszę uważać na to, ile kosmetyku nakładam, bo bardzo często o przeciążenie i natychmiastowy przyklap.
5. Spłukałam włosy chłodną wodą.
6. Wysuszyłam chłodnym nawiewem (chociaż przy temperaturach jakie panują, był to raczej lekko ciepły powiew powietrza) i nałożyłam odrobinę serum CHI.

Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Udało mi się uzyskać mięsistość, miękkość, nawilżenie i objętość, czyli to co włosowe ktosie lubią najbardziej ;) Gdybym miała dłuższe włosy, to może nazwałabym końcowy rezultat efektem tafli.


Oprócz tego, chciałabym odnieść się do nowości z mojej półki, a mianowicie do odżywczego szamponu EcoLab i do czarnej marokańskiej maski z Planeta Organica. Już przez pewien czas testuje te kosmetyki i póki co jestem z nich bardzo zadowolona. Szampon dokładnie jak swój poprzednik, o którym pisałam tutaj, przypadł mi do gustu swoim delikatnym składem, który dobrze zmywa wszystkie specyfiki z włosów, przy czym, pozostawia je miękkie i niepoplątane. Maski używam często do zakańczania pielęgnacji i do tego spisuje się świetnie. Skład ma typowo emolientowy, co moje włosy bardzo lubią.



A jak wasza Niedziela dla włosów? Zachęcam Was również do obserwowania mnie na Instagramie, na Facebooku oraz na Bloggerze :) 
Pozdrawiam,



Aktualizacja 2018 rok | Jakie są moje włosy?

Aktualizacja 2018 rok | Jakie są moje włosy?

Rok temu mogliście przeczytać charakterystykę moich włosów, które były po rozjaśnianiu. Przeglądając ten post, stwierdziłam, że powinnam napisać aktualizację, ponieważ od tej publikacji, wiele się zmieniło i sądzę, że warto o tym powiedzieć. Może ktoś będzie miał podobne włosy tak jak ja wcześniej i będzie chciał się zmotywować do działania ;)


Aby wam pokazać co konkretnie zmieniło się od ubiegłego roku, odniosę się do moich spostrzeżeń z marca 2017 roku.


Mój typ włosów wg A. Walkera to 1A - włosy cienkie, nie przekraczające 7 cm w obwodzie, proste. 
Tutaj zmiana nastąpiła to w obwodzie kucyka, ponieważ udało mi się przekroczyć 7 cm! Teraz mierzą około 7,5 cm. Jest to bardzo zadowalający wynik i najlepsze jest to, że te pół centymetra czuć  pod palcami. O sprawczyniach tego sukcesu możecie przeczytać, po kliknięciu w poniższe linki :




Ich przyrost to około 1 cm na miesiąc. Dodatkowo, po zakręceniu na lokówce i spryskaniu ich lakierem, po godzinie zaczynają się prostować i wyglądają jak odgniecione (chyba, że naprawdę dam dużo lakieru i podepnę je wsuwkami). 
Ostatnio zauważyłam, że odgniecenia po noszeniu gumki lub po "falach" po koczku na szpilach fryzjerskich nie są już tak mocno widoczne i długotrwałe. Na przykład, po nocy w spiętych włosach, nie muszę ich już myć, żeby pozbyć się brzydkiej fali  - wystarczy je przeczesać i po godzinie, dwóch wracają do niemalże prostej formy. Z jednej strony jest to plus, bo przeważnie zawsze są proste i nic się nie wywija w nieokreślonym kierunku, a z drugiej strony, gdybym chciała je pokręcić to długo nie cieszyłabym się ładnym skrętem.


Ich wielkim mankamentem są odstające włoski na długości, które sprawiają wrażenie, że włosy są zniszczone. I możecie mi wierzyć bądź nie, ale nic na nie nie działa.
Ten problem rozwiązał się, gdy zapuściłam naturalne włosy. Odstające włoski nie są już zniszczone i rozjaśniane, a zdrowe i błyszczące. Dzięki czemu, nie rzucają się tak w oczy - bardziej przylegają do wierzchniej części włosów.


Przy rozpuszczonej fryzurze, wzbijają się w strąki, a końcówki się plączą. Przez stosowanie olejów, włosy ładnie się błyszczą, ale mam wrażenie, że tylko ja to widzę...
Włosy wzbijające w strąki nadal są (to chyba już ich taka natura), ale nie ma plączących się końcówek. Teraz końcówki są gęste, ostre i miłe w dotyku. 


Oprócz tego, dość szybko przetłuszcza mi się skóra głowy, przez co jestem zmuszona myć ją nawet codziennie.
Tu jest mały progres, bo świeżość włosów przedłużyła się o jeden dzień, czyli myję głowę co dwa dni.

Aktualnie, częściej mam bad hair day, niż good hair day, co jest mało motywujące. :)
Aktualnie, częściej mam good hair day! 


A moim włosowym grzechem jest przeczesywanie włosów okurzoną szczotką z dzika. Wiem, że się nie powinno tego robić, bo jest to bardzo niehigieniczne, ale czasami nie mam czasu przeczesać jej Tangle Teezerem i wyczesać zabrudzenia. Dla tych, którzy nie wiedzą, dodam tylko, że szczotka z włosia dzika bardzo szybko zbiera kurz.

No i nadszedł moment na zdjęcia po umyciu włosów mocnym detergentem. Włosy umyłam tylko czarnym mydłem Agafii, a później wysuszyłam. Pierwsze co zauważyłam po wysuszeniu włosów to to, że nabrały mega objętości, która nie wyglądała jak puch. W dodatku, oprócz kilku przypadków, gdzie końcówki się poplątały były miłe w dotyku i bez większego problemu mogłam je przeczesać.
Jak porównam sobie zdjęcia z tego wpisu, ze zdjęciami poniżej to bardzo dobrze widać, że ich stan bardzo się polepszył. Według mnie, nie sprawiają wrażenia suchych i niepielęgnowanych włosów - wręcz przeciwnie - końcówki są gęste, a włosy bardziej błyszczące.

Włosy po umyciu czarnym mydłem (bez jakichkolwiek odżywek). Zdjęcie zrobione niestety w pochmurny dzień...
Mam nadzieję, że udało mi się wypielęgnować włosy, które nie będą problematyczne w zapuszczaniu. Liczę na to, że stan końcówek będzie się długo utrzymywał :)

Pozdrawiam, 



Kosmetyki z kuchni

Kosmetyki z kuchni

Kiedyś nie mogłam sobie pozwolić na kosmetyki ze sklepów. Jednakże chęć dbania o włosy była większa od ograniczenia, dlatego szukałam ratunku w swojej kuchni i apteczce. Wszystkie pomysły jakie przyszły mi do głowy, wyszukiwałam w Internecie, aby sprawdzić, czy moje receptury mają racje bytu. 
Zapraszam na post z przepisami na naturalną pielęgnację!

1. Moim "numero uno" była płukanka z szałwii. Praktycznie przed każdym myciem zaparzałam ją w dzbanku, odstawiałam, aby wystygła i kończyłam nią mycie. Efekt domkniętych łusek i rozsypujących się włosów miałam zaraz po wysuszeniu włosów. Oczywiście, z ziołowymi płukankami nie można przesadzić, ponieważ zioła mogą przesuszać. Nie zauważyłam żadnych zmian koloru w trakcie jej stosowania.

Płukania z szałwii
Dwie torebki szałwii zaparzyć w litrze wody. Odstawić do ostygnięcia.

2. Przy robieniu domowej maski miałam zawsze dużo frajdy. Chodziłam z różnymi produktami po domu i bawiłam się w małego chemika. Wszyscy domownicy z początku patrzyli jak na (włoso)wariatkę, ale później  już nie zwracali na mnie uwagi. Najczęściej mogli mnie zobaczyć, gdy przygotowywałam maskę z mąka ziemniaczana. Dodawałam do niej praktycznie wszystko co miałam pod ręka : miód, mleko, oliwę z oliwek. Nawet zdarzyło mi się wbić jajko i rozgniecionego banana (oczywiście, jajko pozostawiło nieprzyjemny zapach, a banan długie minuty na wydłubywaniu go z włosów). Taką mieszankę nakładałam na brudne włosy i trzymałam ją przez godzinę. Następnie myłam skórę głowy, a długość włosów pozostawiałam pianę. Na koniec była jakaś maska i ewentualnie wyżej wspomniana płukanka z szałwii.

Na blogu pojawił się post z  maseczką z dodatkiem mąki, więc od razu można podejrzeć efekty.

 Maska z trzema maskami i z mąką ziemniaczaną


3. Czasem też w swojej pielęgnacji wykorzystywałam siemię lniane. Nakładałam pod olej, robiłam z niego maski, a także płukanki, które robiłam stosunkowo rzadko. Aby taką płukankę przygotować, gotowałam siemię i przepuszczałam przez sitko. Następnie dolewałam troszkę wody i pod koniec mycia wylewałam ją na włosy. Nie spłukiwałam, lecz kilka razy zdarzyło mi się to zrobić.  U mnie efekty były takie sobie, ponieważ z reguły moje włosy nie lubią się z samym siemieniem, ale powinna się sprawdzić przy kręconych włosach.

Płukanka z siemienia 2 łyżki siemienia lnianego wsypać do 2 szklanek wody i gotować. Przepuścić przez sitko i dolać do glutka trochę wody, aby uzyskać rzadszą konsystencję. 

4. Laminowanie! To świetny domowy sposób, aby nadać włosom miękkość i blask. Pamiętam jak dziś, jak czytałam o tym na blogu Anwen . I tak naprawdę, to jej ówczesne kruczoczarne włosy po laminowaniu  zachęciły mnie do przyrządzenia mieszanki z żelatyną. Pierwsze zastosowanie żelatyny, przyniosło fantastyczny efekt. Byłam bardzo zadowolona z miękkości włosów. Po roku czasu, przypomniałam sobie o tym sposobie i postanowiłam zrobić go ponownie. Niestety tym razem zabieg się nie udał - włosy były zbyt szorstkie i bardzo się plątały. Przeczytać o tym możecie tutaj. Dlaczego tak się stało, skoro przy pierwszym użyciu było wszystko w porządku? Przypuszczam, że moje włosy miały wtedy dość protein i na kolejną dawkę zareagowały bardzo gwałtownie. Dla sprawdzenia, zrobiłam laminowanie kilka dni temu i... było tak jak za pierwszym razem. Od razu po wysuszeniu były ciut usztywnione, ale po proteinach to raczej normalne. Ostateczny efekt uzyskałam po około godzinie - włosiska stały się mega miękkie i rozsypywały się.


5. Wcierki są elementem w mojej pielęgnacji, który wdrożyłam stosunkowo niedawno i korzystam z gotowych produktów np. Jantar, czy Banfi. Wcześniej wcierałam tylko olej rycynowy, który swoją drogą, świetnie sprawdził się na zagęszczenie rzęs. Jednak, gdy chciałam się zagłębić w tajniki pielęgnacji włosów u Anwen, natknęłam się na post o wcierce z kozieradki.  Efekt podobno genialny i pachnący trochę kurczakiem ;) Próbowałam również wcierkę z imbiru i oleju, jednak moja skóra głowy się z nią nie polubiła i zaczęła się przetłuszczać.

6. Peelingi. Zapach sypanej kawy chyba do końca będzie mi się kojarzyć z uciążliwym wypłukiwaniem zmielonych ziarenek z włosów, dlatego ta opcja jest dla bardzo cierpliwych osób. Oprócz istnej aromaterapii, uzyskujemy drobny peeling. Dodatkowo kofeina zawarta w ziarenkach, rzekomo pobudza wzrost włosów. Druga opcja, która jest dobrze znana to peeling z cukru. Tutaj już nie ma problemu z wydłubywaniem kryształków - wszystko ładnie się rozpuszcza i spływa z wodą. Trzeci sposób to glinka i jest najdelikatniejszym peelingiem z wyżej wymienionych. Jak wiemy, jest kilka rodzajów glinki i każda z nich inaczej lub podobnie działa na skórę głowy.


Podane przeze mnie przykłady to tak naprawdę kropla w morzu pomysłów, na 'naturalne' kosmetyki. Opisałam głównie te, z którymi miałam styczność i, które przygotowywałam w domowym zaciszu.
Może tym postem, przypomnę Wam o różnych mieszankach i sposobach lub też zachęcę do tworzenia swoich przepisów. Należy tylko pamiętać, aby upewnić się, że dany składnik nie wyrządzi Wam krzywdy - przeglądajcie Internet, pytajcie na forach albo grupach.


Pozdrawiam!


Kwietniowa aktualizacja włosów | 2018

Kwietniowa aktualizacja włosów | 2018

Moje włosy przeszły metamorfozę i uważam, że jest to jeden z najlepszych okresów w pielęgnacji. Ostatni raz, zachwycałam się tak włosami po hennowaniu - teraz efekt jest taki sam, ale bez użycia ziół. Różnica w pielęgnacji jest ogromna, odkąd pozbyłam się większości rozjaśnianych włosów. Przede wszystkim, nie pielęgnuję już sianka, tylko grubsze i gęściejsze włosy. 

Będę się z tym powtarzać, ale bardzo, bardzo dużo dało mi wcieranie wcierek. To dzięki im, mam teraz gęściejszą czuprynę i naprawdę polecam wszystkim rzadkim cieniaskom, aby regularnie wcierać i masować skórę głowy. Gwarantuję Wam, że efekty Was zadowolą. Starałam się moją gęstość uchwycić na zdjęciach i najlepiej widać to na takim ujęciu :


Od podcięcia minęło 2,5 miesiąca, a moje końcówki nadal są w nienagannym stanie - są ostre, nie są suche i nie ma białych kulek. Jestem zachwycona, bo nigdy tak długo moje końcówki nie wytrwały. Mam tylko nadzieję, że jak podrosną to ten stan rzeczy będzie się utrzymywał. Myślę, że to też zasługa zabezpieczania silikonami. Jako odżywkę na koniec mycia, używam Nivea LR, która posiada silikony i aplikuję ją głównie na końce. Oprócz tego, na suche lub lekko wilgotne włosy nakładam niewielką ilość serum CHI. Dla jasności, nie robię tego za każdym razem, żeby nie obciążyć włosów.

Wszystkie zdjęcia zostały zrobione w naturalnym świetle :)

Jeśli chodzi o przyrost to przez te dwa miesiące, o dziwo, nie skupiałam się na tym. Jednak, gdy porównam zdjęcia z lutego i z kwietnia widzę spory przyrost. Fakt, wcierałam przez ten czas Banfi, ale nie robiłam tego przy każdym myciu, jednak ewidentnie widać, że to nie jest już jeden centymetr na miesiąc, tylko ciut więcej. Muszę zbadać tę sprawę. 😎



Kosmetyki jakich używałam, nie zmieniły się od dłuższego czasu. Nadal są to :

♦ szampony : mydło miodowe
♦ odżywki/maski : Nivea LR, Biovax kolagen i perły, Alterra granat i aloes
♦ oleje : oliwa z oliwek, olej kameliowy
♦ zabezpieczenie : serum CHI
♦ akcesoria : szczotka z włosia dzika

Mam w planach zrobić dość duże zakupy, więc powieje trochę świeżości w pielęgnacji. :)


A jak się miały Wasze włosy w kwietniu? 
Pozdrawiam,


PS Zapomniałam dodać, że możecie mnie już znaleźć na Facebooku!
Serdecznie zapraszam na fanpage!


Jaki  włosowy cel chciałabym osiągnąć? | Moje plany i założenia

Jaki włosowy cel chciałabym osiągnąć? | Moje plany i założenia

Dzisiejszy post jest w pewnym sensie motywacją i punktem, do którego będę mogła w przyszłości wrócić. Wyznaczanie sobie celów jest fajnie, a jeszcze lepiej jak ten cel osiągniemy...

Mój motywator! 
A mój włosowy cel wydaje się być bardzo prosty i łatwy w osiągnięciu. Jednak przy moim uwarunkowaniu genetycznym jest to nie lada wyzwanie...
Moim marzeniem są zdrowe włosy do pasa. Bardzo podoba mi się taka długość i za każdym razem jak widzę zdjęcie takich włosów lub widzę je na żywo to świecą mi się oczy.
Dlatego, gdy wyobrażam sobie siebie za 3 lata to właśnie z "szalikiem" z włosów.

Plusem zaczęcia od nowa (tzn. od krótkich,zdrowych włosów) jest to, że wszystkie moje grzeszki zostają mi wybaczone, dzięki czemu, będę mogła ze zdobytym doświadczeniem dążyć do włosowego marzenia..
Jak ktoś to mądry powiedział, czasami trzeba zrobić krok w tył, aby zrobić dwa kroki do przodu


Plany i założenia

♡ Jeden plan wcieliłam już w życie, a jest to zagęszczanie czupryny i poprawienie przyrostu.
Zapas wcierek mam na około pół roku (a może nawet więcej...), więc z tym problemu nie będzie. 

♡ Jeśli napisze, że chciałabym również powiększyć swój arsenał kosmetyków, to raczej nikogo tym nie zdziwię. :) Myślałam o tym, aby powrócić do starych sprawdzonych produktów, jednocześnie urozmaicając całą pielęgnację nowymi zdobyczami.

♡ No i oczywiście prowadzenie pieczołowicie dokumentacji. Mimo, że prowadzę bloga od zaledwie dwóch lat, to lubię przeglądać stare posty i wzdychać do np. tych hennowanych włosów lub cieszyć się, że najgorszy okres w pielęgnacji mam już za sobą. Pomaga mi to określić, jaki jest progres w moim dbaniu o czuprynę.

♡ Postanowiłam sobie także, że już nigdy nie będę eksperymentować z kolorem włosów. Jedynie na co sobie pozwolę to cassiowanie od czasu do czasu. Mam ogromną nauczkę z rozjaśnianiem i nie popełnię drugi raz tego samego błędu.

Tak jak napisałam we wstępie, zapuszczenie włosów wydaje się bardzo proste. Jednak zobaczymy, jak mi pójdzie. Oczywiście, zachęcam do obserwowania bloga i Instagrama, aby śledzić moje postępy. Któż wie, może za kilka lat będę świętować z Wami mój włosowy sukces.


A jakie są Wasze włosowe cele?
Pozdrawiam,



Jak porządnie odżywić włosy? Mój przepis na Good Hair Day

Jak porządnie odżywić włosy? Mój przepis na Good Hair Day

Witajcie!
W dzisiejszym poście, opisze Wam jakim sposobem uzyskuję nawilżenie i odżywienie włosów oraz skóry głowy. Przedstawię Wam również mojego nietypowego ulubieńca, który super sprawdza się pod olej. Wszystkich zainteresowanych, zapraszam do lektury...

Miód z mniszka. (Zamiast stokrotek powinien być mlecz - niestety, jeszcze mleczyków nie ma.)

1. Swoją pielęgnację zaczynam od nałożenia mgiełki, która jest zrobiona z wody i z miodu z mniszka lekarskiego. I to właśnie ten składnik daje moim włosom niezłego kopa, przez co są naprawdę nawilżone na dłuższy czas. Ale zacznijmy od początku... Mniszek lekarski to nic innego jak dobrze nam znany mlecz. Do przyrządzenia takiego miodku, potrzebujemy główki kwiatów mlecza, wodę, cukier i cytrynę. Dokładny przepis znajdziecie w Internecie.
Miód zawiera m.in., garbniki, flawonoidy, triterpeny, więc oprócz nakładania takiej mgiełki na włosy, nakładam ją także na skórę głowy.

Dlaczego miód z mniszka, a nie zwykły miód? Po stosowaniu miodu pszczelego, miałam wrażenie, że w jakiś sposób wysusza mi włosy, nawet po nałożeniu oleju. Trochę je puszył i stawały się niesforne.
Przy innych podkładach, typu cukier z wodą, czy woda różana efekty były znikome - równie dobrze, mogłabym olejować na suche włosy.

2. Po dokładnym spryskaniu włosów podkładem, nakładam olej kameliowy lub/i oliwę z oliwek.

3. Po godzinie/dwóch zmywam olej wodą, a następnie emulguję włosy odżywką. To jest moja kolejna nowość wprowadzona do pielęgnacji i bardzo ją polubiłam, bo oprócz zdjęcia warstwy oleju, podbija jego efekt. Takie zemulgowane włosy trzymam pod czapką przez około 20 minut.

4. Do mycia używam mydła miodowego lub szamponu na kwiatowym propolisie BA. Przeważnie jest tak, że po takim włosingu, moje włosy są odżywione na tyle, że na koniec nie daję odżywki.
Gdy już lekko podeschną, nakładam na nie serum silikonowe i suszę suszarką z jonizacją.


Rezultatem są nawilżone, cudownie miękkie, sprężyste i dobrze układające się włosy.
Efekty takiej pielęgnacji utrzymują się dosyć długo. Wystarczy, że wykonam ją raz w tygodniu, a przez resztę myć mogę ograniczyć się z nakładaniem produktów do minimum - olej, mycie i odżywka na koniec.



A Wy, po czym macie swój GHD? :)
Pozdrawiam,


Copyright © 2014 Włosowy Ktosiek , Blogger