Kąpiel rozjaśniająca - czy warto?



Farbowanie henna ma swoje plusy i minusy. U mnie plusem było to,że włosy faktycznie zgrubiały, ale minusem stały się odrosty. Już drugie hennowanie sprawiło,że moje włosy były bardziej w stronę czerwonego niż rudego, więc moje jasne odrosty prezentowały się okropnie.
W niektórych miejscach nawet wydawało się,że jestem po prostu łysa.
Dlatego postanowiłam rozjaśnić włosy. Na początku robiłam to za pomocą masek z cytryny,ale kompletnie nie było najmniejszego efektu, a zależało mi na tym, aby do końca maja się z tym uporać.



Kąpiel rozjaśniająca*

Przeszukałam całą blogosferę i natknęłam się na kąpiel rozjaśniającą. I w tamtym momencie, wydawała się być moim zbawieniem. Zdawałam sobie sprawę,że jest to dość niebezpieczny zabieg i moje włosy mogłyby tego dobrze nie znieść,ale zaryzykowałam. Stwierdziłam,że tak czy siak musiałabym ten czerwony kolor w końcu zdjąć.

Kupiłam trzy rozjaśniacze z Joanny blond Naturia intensywny blond 4-5 tonów oraz farbę z Garniera Color Naturals 9.13.

Do pierwszej kąpieli użyłam całego rozjaśniacza, bo sądziłam,że jeśli rozrobię tylko połowę to będzie to za mało. Jednak później okazało się,że na spokojnie by wystarczyła. Do gotowego rozjaśniacza dodałam sporą ilość szamponu z BA nr 2 i 3 duże łyżki odżywki Kallos Keratin.
Włosy lekko zwilżyłam wodą i nałożyłam papkę na długość włosów, omijając odrosty. Po 25 minutach nałożyłam resztę mieszanki na niefarbowane włosy. Nie chciałam, aby na głowie zostały mi plamy, ale też żeby nie były białe, dlatego zostawiłam je tylko na 5 minut.

Po tym czasie, spłukałam włosy letnią wodą i nałożyłam dość sporą ilość maski Kallos Banana. Włosy wysuszyłam i nałożyłam serum na końcówki. Mogłam tego nie robić, bo po tym chciałam nałożyć olej, ale chciałam zobaczyć jaki jest efekt i czy nie trzeba ścinać się na zero. Jednakże nie było najgorzej. Odrosty oczywiście były jaśniejsze od reszty włosów,które były marchewkowe.


Pierwsze rozjaśnianie

Drugą i trzecią kąpiel zrobiłam z połowy rozjaśniacza i dodałam te same składniki co wcześniej. Po tym zabiegu zauważyłam,że włosy są niesforne, plączą się i są suche. Nie powiem,byłam już podłamana (całkiem jak moje włosy), ale już nie mogłam się wycofać.



Między zabiegami robiłam 5 dni przerwy, podczas których starałam się je dużo olejować i maskować. Nawet mój TŻ (którego całuję mocno) przyłączył się do dbania o moje sianko,wczesując maski. :) Wiem,że 5 dni to za mało,że na moich włosach to czyste włosobójstwo, ale chciałam jak najszybciej pozbyć się tego ohydnego koloru.

W końcu nastało ostatnie rozjaśnianie,a przynajmniej taką miałam nadzieję. Uwierzcie mi,bądź nie,ale miałam już dość katowania moich delikatnych i cienkich włosów. Widziałam,jak bardzo pogorszył się ich stan i jak wołają,by o nie zadbać. Dlatego postanowiłam,że już nigdy więcej nie pofarbuję włosów. Człowiek uczy się na błędach,a w tym przypadku - na włosach. :)

Rozrobiłam cały rozjaśniacz dodałam sporo szamponu z Garniera i maski Kallos Keratin. Dalsze postępowanie było takie same jak przedtem. Włosy zwilżyłam, nałożyłam rozjaśniacz, zostawiłam na 20 minut. Tylko tym razem nie nakładałam go na odrosty, bo wyszłyby po prostu kurczakowate.

I jak się domyślacie, ta kąpiel zakończyła się fiaskiem. Włosy nadal były w kolorze marchewki, a odrosty gdzieniegdzie białe. No i cóż tu począć? Zaryzykowałam ponownie, nakładając farbę z Garniera. "Niech się dzieje co chce" - tak wtedy myślałam,mimo,że wcale nie było mi to obojętne. Farbę zostawiłam na 25 minut. Włosy umyłam, by zakończyć farbowanie i nałożyłam odżywkę AiK. I powiem Wam,że coś drgnęło. To pomarańczowe coś na głowie, już nie było tak widoczne, bo miało odcień blondu.



Fryzjer

Ale... To nie było to,nawet w 1%. Biedna Kasia, na głowie z własnej głupoty ma "coś", a za dwa dni wesele. Dlatego postanowiłam pójść do fryzjerki, by mogła stwierdzić,czy da radę coś z tym zrobić. Z jednej strony czułam się głupio,bo na własną rękę zrobiłam sobie "kuku",ale z drugiej miałam nadzieję,że uda się je naprawić. Oczywiście ich kondycja była katastrofalna. Jak wcześniej przed tymi zabiegami nie miałam żadnej rozdwojonej końcówki tak teraz było ich dużo, w dodatku były mega,mega,mega suche, puszyły się i najgorsze jak dla mnie - łamały się.

Stan rozjaśnianych włosów

Fryzjerka na wstępie powiedziała,że nie może zrobić niczego jaśniejszego niż to co mam teraz na głowie. Dlatego zdecydowałam się na kolor 8.34 cynamonowy blond. Farbę trzymałam 30-40 minut, a może nawet więcej (nie zerkałam na zegarek).Po tym czasie,fryzjerka umyła mi włosy i podcięła 3-4 cm. Efekt farbowania mnie zadowolił, jednakże odrosty nadal były ciut jaśniejsze od reszty,ale nie przeszkadzało mi to. Mam z natury jasne włosy, więc przyrost nie będzie się mocno odróżniał. Kolor jeszcze przez kilka dni się wypłukiwał, więc nie panikowałam.

Włosy od razu po fryzjerze. Można zauważyć,że na czubku głowy są jaśniejsze pasma.

Po wizycie u fryzjera, oprócz zmiany koloru i długości, zauważyłam zmianę kondycji włosów. Włosy automatycznie się polepszyły, nie plątały się, nie puszyły, nie były bardzo suche. Jednak ich stan nadal nie był taki, jak przed rozjaśnianiem. Aczkolwiek,jestem z nich naprawdę zadowolona i widzę,że dużo zrobiłam pielęgnując je.


Włosy po dwóch dniach od farbowania.



Podsumowanie

Podsumowując, jeśli zdecydujecie się na jakiekolwiek farbowanie, czy to będzie henną, czy farbą chemiczną bierzcie pod uwagę wszystko! Odrosty, późniejszy kolor, jak często trzeba włosy farbować etc. Pewna pani,siedząca na fotelu i robiąca sobie trwałą,powiedziała "Włosy nie zęby - odrosną". Ma tu rację,ale nikt nam nie zwróci tego, ile włożyłyśmy w pielęgnację włosów.

Sama kąpiel rozjaśniająca jest w miarę delikatna. Na włosach grubszych, niskoporowatych możliwe,że nie wyrządzi żadnej krzywdy oprócz przesuszenia. Jednakże,włosy delikatniejsze odczują ją mocniej.Sądzę,że po użyciu samego rozjaśniacza szkody byłyby większe. :)

Pozdrawiam,

PS Trochę się rozpisałam,ale mam nadzieję,że nikogo nie zanudziłam. :)


*wszystkie kroki jakie podjęłam,by rozjaśnić włosy niekoniecznie są właściwe. 



                                                                                                                     

4 komentarze:

  1. Oooo matko, moje włosy chyba by tego nie wytrzymał yale ciesze się, że twoje trzymają się głowy ;)
    efekt końcowy bardzo łądny chociaż i wcześniej mi się podobały ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostateczny efekt naprawdę ładny, ale ile nerwów Cię to kosztowało to nie zazdroszczę ;/

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje włosy są z natury tak cieniutkie i podatne na wszelkie zabiegi, że przy takich kąpielach pewnie straciłabym połowę. Efekt jest naprawdę ładny i podziwiam Cię za odwagę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. tez tak zrobilam dwa lata temu-bo bardzo chciałam byc blondi-a teraz mam i tak rude ,a włosy nie rosna,pomimo pielegnacji....

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz i wyświetlenie jest dla mnie prawdziwą motywacją! Dziękuję! :)

Copyright © 2014 Włosowy Ktosiek , Blogger