Listopadowa aktualizacja włosów | 2017

Listopadowa aktualizacja włosów | 2017

W listopadzie wybrałam się do fryzjerki i skróciłam włosy o 5 cm.
Długo wahałam się nad tym, aby to zrobić i nad tym, ile tak naprawdę chcę i mogę je podciąć.
Do pójścia do salonu zdecydowałam się z dwóch powodów :
- moje nożyczki, które mam w domu, nie są już ostre i zamiast ciąć włos, to go miażdży. Skutkiem tego są "białe kropki" na końcówkach. Miałam kupić nowe, jednak na razie moja skarbonka nie jest gotowa na taki wydatek.
-  końce były w opłakanym stanie i żadne maski, czy oleje nie mogły polepszyć ich kondycji. Jest to m.in moja wina, bo zwlekałam z tą decyzją, przez co zniszczenia pięły się w górę. Dodatkowo rozjaśniane końce nie wytrzymują długo.

Starałam się ustawić zdjęcia w miarę równo.
Z tego co zauważyłam to fryzjerka używała Jaguarów, lecz mogę się mylić. Od podcięcia minęło około dwa tygodnie, a końce nadal są ostre. I chyba nie muszę mówić, jak ta wizyta pozytywnie wpłynęła na moje włosy oraz na moje samopoczucie. :)

Kosmetyczne nowości w tym miesiącu pokazywałam na Instagramie. I tak jak pisałam pod zdjęciami, Biovax był zawsze w kręgu produktów, które chciałam wypróbować, ale jego cena za tak małą ilość mnie zniechęcała. Na szczęście, trafiłam na promocję i kupiłam 150 ml za 10 zł. Jak dla mnie to dobry interes. Oprócz tego, już drugi raz na mojej półce, zagościł Vitapil. Efekty po nim były widoczne gołym okiem, a możecie je zobaczyć tutaj. Kosztował 32 zł.



Kosmetyki jakich używałam w tym miesiącu

-szampony
Mydło miodowe i szampon jałowcowy używałam na zmianę. Wydaje mi się, że mydło miodowe ciut obciąża włosy, ale muszę je dłużej obserwować, żeby jednoznacznie to stwierdzić. Z szamponem nie mam żadnych problemów - po prostu myje włosy.



-odżywki/maski
Balsam malina i moroszka to mój wielki ulubieniec. Używam go przy każdym myciu, jako odżywka kończąca. Nadaje włosom miękkości i sprawia, że są śliskie. Duża ilość produktu jest dla mnie niewskazana, ponieważ potrafi obciążyć włosy. Alterra i Organic Shop używałam przed myciem, najczęściej pod olej. Z Biovaxem było różnie, raz na olej, raz pod olej, a raz jako odżywka po myciu. Na razie, zauważyłam, że włosy są bardziej aksamitne niż zwykle i są nawilżone.


-oleje
Kamelia i oliwa z oliwek również były używane na zmianę. Kamelia sprawia, że włosy są miękkie, błyszczące i odżywione. W przypadku oliwy jest podobnie, jednak efekt jest słabszy.



-wcierki
Banfi pokrzywową używałam na początku października, jednak potem używałam Banfi łopianowej. Na razie odnotowałam wysyp baby hair.


Efekty wcierania Banfi ;)
-zabezpieczenie i inne akcesoria do włosów
Jedwab CHI, szczotka z włosia dzika, gumki bez metalowego łączenia i żabka. ;)



Z listopadowej aktualizacji włosów to by było na tyle. Kolejne podsumowanie z całego roku, pojawi się w styczniu, z racji drugich urodzin bloga. Mam nadzieję, że post się podobał oraz zachęcam do obserwowania mnie na blogu, a także na Instagramie (linki znajdują się po prawej stronie). 💜

Pozdrawiam,



Październikowa aktualizacja włosów | 2017

Październikowa aktualizacja włosów | 2017

Witam Was w przedostatnim miesiącu tego roku, jakim jest listopad! Tak jak tradycja nakazała, przychodzę do Was z październikową aktualizacją włosów. Sama jestem ciekawa, czy w ubiegłym miesiącu są jakieś postępy, ponieważ ostatnio mało czasu poświęcam na oględziny moich włosów.

W październiku, kupiłam  mydło miodowe, balsam malina moroszka oraz (przypadkiem) szampon jałowcowy. Mydło miodowe spisuje się świetnie, bo jest - jak dla mnie - delikatnie i dobrze domywa. Mała ilość produktu wystarczy, aby zrobiło się dużo piany.


 A balsam malina moroszka to jedno z moich większych zaskoczeń, ponieważ miałam już kilka rosyjskich odżywek/balsamów/masek i w większości nadawały się do tuningowania lub nałożenia przed myciem i myślałam, że z tym balsamem też tak będzie.
Natomiast, malina moroszka użyta  jako ostatnie O w metodzie OMO, pozostawia włosy gładkie i miękkie.
Szampon jałowcowy używałam sporadycznie, więc ciężko mi cokolwiek na jego temat powiedzieć. ;)


Od września, moje włosy poddały się przesileniu i przy czesaniu, czy myciu zawsze miałam sporą ilość włosów na szczotce lub w odpływie. Aby wzmocnić cebulki i zminimalizować wypadanie, wcierałam pokrzywową Banfi. Niestety, robiłam to trochę w kratkę, bo moja najdłuższa przerwa we wcieraniu to, aż 4 dni! Po podsumowaniu wszystkich dni, wyszło dwa tygodnie ciągłego wcierania.  Jednak przy myciu głowy co drugi dzień, to chyba nie najgorszy wynik. Wypadanie zmniejszyło się  nieznacznie (może przy częstszym wcieraniu wynik byłby lepszy), natomiast pojawiła się armia baby hair, z czego jestem zadowolona. Osobna recenzja wcierki będzie dopiero za jakiś czas :)


Olej kameliowy to kolejna nowość, którą używałam przez cały miesiąc non stop, bo nie tylko przy pielęgnacji włosów, ale również w pielęgnacji twarzy. Włosy po oleju są zdecydowanie bardziej miękkie niż po olejowaniu np. olejem z pestek winogron. Włosy bardziej się błyszczą, bo nawet ten efekt widać przy słabszym świetle. I jak się okazało, jest bardzo wydajny. Na moje włosy używam maksymalnie dwie pompki oleju, a na buzię tylko jedną. Dodatkowo, zdarzyło się, że był jednym ze składników mieszanek.


Natchnęło mnie również do tego, aby spróbować zakręcić włosy na skarpecie. Włosy kręcę bardzo rzadko, bo ostatni raz był w grudniu ubiegłego roku, a dokładnie na Sylwestra. Moje włosy były/są niepodatne na kręcenie i wszystko co było pięknym lokiem, po godzinie stawało się odkształconym pasemkiem włosów. Do postu, w którym opisuje swoje wrażenia, zapraszam tutaj.

Przyrost 
Gdybym miała powiedzieć, czy moje włosy urosły coś, bez patrzenia na zdjęcia, to powiedziałabym, że stoją w miejscu i, że po prostu końcówki zaczęły się wykruszać.


I jak możecie zobaczyć, wcale bym się nie pomyliła. Końcówki jak miotełki, a przyrostu jak na lekarstwo.

Plany na listopad
Wcieram, olejuję i staram się robić to systematycznie. Szczególnie, gdy nastały chłodne dni i włosy wymagają więcej uwagi. Zobaczymy za miesiąc, czy mi się to udało.

A jak się wasze włosy miewały w październiku?



Niedziela dla włosów # 9 - Być jak Kasia Solska, czyli kręcenie włosów na skarpetę (próbne podejście)

Niedziela dla włosów # 9 - Być jak Kasia Solska, czyli kręcenie włosów na skarpetę (próbne podejście)

Zapraszam na Niedzielę dla włosów z użyciem nowych produktów oraz z próbą zakręcenia włosów na skarpetę! :)

Włosy umyłam szamponem z BA łopianiowym, spienionym w kubku. Nie był to konieczny krok, ale we czwartek umyłam włosy szamponem z silikonem (po raz pierwszy od około 3 lat!) i chciałam mieć pewność, że wszystko jest czyściutkie i można nakładać produkty dalej.
Wodę odsączyłam ręcznikiem i nałożyłam balsam BA - malina moroszka. Delikatnie i krótko wczesałam kosmetyk we włosy i zaaplikowałam dwie pompki oleju kameliowego. Następnie wtarłam w skórę głowy Banfi Pokrzywową.
Włosy spięłam spinką i chodziłam tak przez około dwie godzinki. ;)
Po tym czasie zmyłam włosy mydłem miodowym (♥) i na długość nałożyłam maskę z Organic Shop figową.
Piórka wysuszyłam chłodnym nawiewem i zaaplikowałam serum CHI.
Efekt :



Włosy nie były zbyt miękkie i śliskie, ale sądzę, że to wina maski z OS (nieraz mi tak robiła).
Jednak coś mnie tknęło, aby wypróbować zakręcić włosy na skarpetę. I jak pomyślałam, tak zrobiłam. Szkoda tylko, że nie posiedziałam z nią dłużej, tylko około dwie godziny.
Pierwsze co zrobiłam, gdy zobaczyłam efekt to pomyślałam "Cholercia, wyglądam teraz jak Kasia z Kogla Mogla!". Zresztą, zobaczcie sami :


Od razu po zdjęciu skarpety


Po kilku minutach (zdążyły się rozprostować)

Po rozczesaniu


Włosy po rozpuszczeniu  zrobiły się mięciutkie, błyszczące i oczywiście nabrały objętości. ;)
Myślę, że zrobię jeszcze jedno podejście do tego sposobu kręcenia włosów, bo zauważyłam, że moje włosy mają malutki potencjał, żeby ładnie się po kręceniu układały (kiedyś był z tym problem).

Jak się mają wasze włosy? Próbowaliście kręcić włosy na skarpetę? A może testowaliście inny sposób kręcenia bez użycia ciepła?

Pozdrawiam,



Wrześniowa aktualizacja włosów | 2017

Wrześniowa aktualizacja włosów | 2017

Wrzesień był początkiem końca mojej przygody w technikum. Co za tym idzie, przez miesiąc musiałam się odnaleźć w nawałnicy kartkówek i testów, dlatego jak i blog, tak i pielęgnacja stanęła trochę w miejscu. Jednak już mam wszystko pod kontrolą, także zapraszam Was na aktualizację wrześniową. :)

<blockquote class="instagram-media" data-instgrm-captioned data-instgrm-version="7" style=" background:#FFF; border:0; border-radius:3px; box-shadow:0 0 1px 0 rgba(0,0,0,0.5),0 1px 10px 0 rgba(0,0,0,0.15); margin: 1px; max-width:658px; padding:0; width:99.375%; width:-webkit-calc(100% - 2px); width:calc(100% - 2px);"><div style="padding:8px;"> <div style=" background:#F8F8F8; line-height:0; margin-top:40px; padding:50% 0; text-align:center; width:100%;"> <div style=" background:url(data:image/png;base64,iVBORw0KGgoAAAANSUhEUgAAACwAAAAsCAMAAAApWqozAAAABGdBTUEAALGPC/xhBQAAAAFzUkdCAK7OHOkAAAAMUExURczMzPf399fX1+bm5mzY9AMAAADiSURBVDjLvZXbEsMgCES5/P8/t9FuRVCRmU73JWlzosgSIIZURCjo/ad+EQJJB4Hv8BFt+IDpQoCx1wjOSBFhh2XssxEIYn3ulI/6MNReE07UIWJEv8UEOWDS88LY97kqyTliJKKtuYBbruAyVh5wOHiXmpi5we58Ek028czwyuQdLKPG1Bkb4NnM+VeAnfHqn1k4+GPT6uGQcvu2h2OVuIf/gWUFyy8OWEpdyZSa3aVCqpVoVvzZZ2VTnn2wU8qzVjDDetO90GSy9mVLqtgYSy231MxrY6I2gGqjrTY0L8fxCxfCBbhWrsYYAAAAAElFTkSuQmCC); display:block; height:44px; margin:0 auto -44px; position:relative; top:-22px; width:44px;"></div></div> <p style=" margin:8px 0 0 0; padding:0 4px;"> <a href="https://www.instagram.com/p/BZMcr5xnoQw/" style=" color:#000; font-family:Arial,sans-serif; font-size:14px; font-style:normal; font-weight:normal; line-height:17px; text-decoration:none; word-wrap:break-word;" target="_blank">Bardzo nie lubię tego, że najfajniejsze włosy, mam zazwyczaj po wieczornej pielęgnacji, kiedy ja zabieram się do snu. 😂 W skórę głowy wtarłam Banfi Hajszesz, na włosy nałożyłam oliwę z oliwek na około dwie godziny, a następnie maskę z Organic Shop figową na pół godziny. Włosy umyłam szamponem z czarną rzepą z Barwy (rozcieńczyłam z wodą), a na długości wgniotłam odżywkę Nivea Hairmilk dla włosów normalnych i pozostawiłam na 3 minuty. Włosy wysuszyłam chłodnym nawiewem i zabezpieczyłam jedwabiem CHI. I dzięki @sasskhaya 💕 zdecydowałam się jakiś czas temu, na mocniejsze podcięcie i w rezultacie ubyło mi 3 cm. 😊 PS Kolor wyszedł ładny, ale niestety przekłamany. Uroki robienia zdjęć wieczorami. 😂 #wlosowyktosiek #włosy #włosomaniaczka #włosomaniactwo #hair #haircare #haarpflege #hairtreatment #instahair</a></p> <p style=" color:#c9c8cd; font-family:Arial,sans-serif; font-size:14px; line-height:17px; margin-bottom:0; margin-top:8px; overflow:hidden; padding:8px 0 7px; text-align:center; text-overflow:ellipsis; white-space:nowrap;">Post udostępniony przez Włosowy Ktosiek (@wlosowyktosiek) <time style=" font-family:Arial,sans-serif; font-size:14px; line-height:17px;" datetime="2017-09-18T19:42:39+00:00">18 Wrz, 2017 o 12:42 PDT</time></p></div></blockquote> <script async defer src="//platform.instagram.com/en_US/embeds.js"></script>

Na początku miesiąca podcięłam około 3 cm końcówek, które plątały się niemiłosiernie. Włosy odzyskały na witalności i wyglądzie, jednak tylko z daleka... Gdy się dobrze przyjrzy, widać na końcach białe zakończenia i sądzę, że to może być wina już tępych nożyczek... Dlatego moim kolejnym włosowym celem, jest zakupienie dobrych nożyczek fryzjerskich (może jakieś polecacie?). Patrzyłam na słynne Jaguary, ale cena ich mnie trochę szokuje.

We wrześniu wróciłam do wcierania Banfi, ponieważ włosy leciały mi jak szalone (czyżby dopadło mnie przesilenie jesienne?). Przyznam szczerze, że nie robiłam tego regularnie, ale przed myciem starałam się znaleźć wewnętrzną siłę i wmasować wcierkę w skórę głowy. Niestety, problem nie znikł całkowicie, więc czeka mnie kolejny miesiąc wcierania.

Moja pielęgnacja włosów, składała się z olejowania oliwą z oliwek, wcierania Banfi Hajszesz, mycia szamponem z Barwy - Czarna Rzepa i maskowania/odżywkowania następującymi produktami : BingoSpa proteiny kaszmiru i kolagen, masło shea i pięc alg, drożdżowa, Nivea Hairmilk dla włosów normalnych, maska Organic Shop figowa, maska Alterra granat i aloes. A do zabezpieczania używałam jedwabiu CHI.
Dodam też, że bardzo polubiłam pienić szampon w opakowaniu po Kallosie Keratin. Dzięki czemu, "rypacz" jakim jest Barwa nie był zbyt mocny.


W październiku, dzięki uprzejmości Agnieszki z wwwlosy.pl i napieknewlosy.pl, mam możliwość przetestować nowe wcierki Banfi - pokrzywową i łopaniową, za co jeszcze raz bardzo dziękuję. Na pierwszy rzut, idzie pokrzywowa wcierka, chociaż przyznam, że ciężko było mi wybrać. Mogłabym używać ich na zmianę, ale chciałabym, aby recenzja poszczególnej wcierki była rzetelna. ;)


Oprócz wcierek, nabyłam zachwalany i popularny olej kameliowy. Przy pierwszym użyciu, efekt olejowania był powalający! Jestem ciekawa jak się będzie sprawdzał dalej. :)

Sądziłam, że po olejowaniu olejem kameliowym nie będzie jakichś zauważalnych efektów. Na szczęście, myliłam się :) Olej nałożyłam na suche włosy i produkt wczesałam szczotką z włosia dzika. Zanim zmyłam olej, minęło około 5 godzin. Czas trzymania nie był zamierzony, po prostu tak wyszło. :) Umyłam włosy rozcieńczonym szamponem z Barwy i na same końce nałożyłam odżywkę Nivea Hairmilk dla włosów normalnych. Użyte kosmetyki są używane przeze mnie na codzień, więc dobrze znałam efekt po takim repertuarze. Włosy wysuszyłam chłodnym nawiewem i... i się zakochałam :) Kamelia sprawiła, że włosy są przecudownie miękkie i śliskie! Mam wrażenie, że są odżywione od nasady po same końce. Naprawdę, nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Jestem ciekawa, jak włosy po nocy będą wyglądać i, czy nadal będą takie świetne. No cóż, nie zostaje mi nic innego jak testować olej dalej. Zdjęcia są niestety z flashem i przy sztucznym świetle. :) #wlosowyktosiek #włosy#włosomaniaczka #hair #haircare #haarpflege#hairtreatment
Post udostępniony przez Włosowy Ktosiek (@wlosowyktosiek)


Myślałam też nad kupnem mydła miodowego z Babci Agafii. Interesuje mnie, czy sprawdzi się równie dobrze, jak mydło cedrowe.

O wszystkich kolejnych postanowieniach i informacjach będę pisać na moim Instagramie, na którego serdecznie zapraszam.
Przymierzam się do tego, aby go trochę ożywić i wrzucać więcej włosowych zdjęć. ;)

A jak Wam minął wrzesień? :) 
Pozdrawiam,



Recenzja #14 Szampon EcoLab "Wzmacniający objętość i przyspieszenie wzrostu" - idealny dla delikatnych włosów

Recenzja #14 Szampon EcoLab "Wzmacniający objętość i przyspieszenie wzrostu" - idealny dla delikatnych włosów

W pielęgnacji włosów, mało czasu poświęcamy przy wyborze szamponu. Ważne, żeby nie miał silikonów i zmywał brud z włosów. Jednak moje delikatne włosy pokazały mi, że kluczowym elementem nie są głównie maski i oleje, ale również szampon. Dlatego dzisiaj przychodzę do Was z recenzją szamponu z EcoLabu, który stał się moim ulubieńcem, pomimo pewnych zastrzeżeń na początku.
Zapraszam na post o szamponie EcoLab "Wzmacniający objętość i przyspieszenie wzrostu".


Skład szamponu 
Aqua, Zingiber Officinate Root Floral Water (woda imbirowa), Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Coco Glucoside, Organic Hamamelis Virginiana Leaf Extract(organiczny oczar wirginijski), Sodium Lauroyl Methyl Isethionate, Simmondsia Chinensis Oil (olej jojoba), Hibiscus Extract (hibiscus), Organic Macadamia Integrifolia Seed Oil (olej makadamia), Shea Butter Ethyl Esters (masło shea), Glycerin, Organic Triticum Vulgare Oil (organiczny olej z kiełków pszenicy), Glycereth-2 Cocoate, Perfume, Lactic Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol.

Skład szamponu jest bardzo bogaty, bez grama silikonów i mocnych detergentów. Jak też widzicie, pełno jest olei, ale bez obaw - formuła produktu nie jest tłusta, ani oleista, więc kosmetyk nie przeciąży wam włosów i nie pozostawi tłustych. 

Konsystencja produktu i zapach
Szampon jest w miarę gęsty, a jego zapach przywodzi mi na myśl lody limonkowe. :) 
A mycie nim włosów, sprawiało mi ogromną przyjemność.

Opakowanie, pojemność i cena
Opakowanie jest zrobione z twardego plastiku, a etykieta jest "nadrukowana" na buteleczce. Zamknięcie jest na "klik", dzięki czemu możemy mieć pewność, że zawartość się nie wyleje. 
Poza tym, takie zamknięcie jest ciężko uszkodzić.

Za 250 ml szamponu zapłacimy 14.90 zł. A kupowałam go tutaj.

Moja opinia
We wstępie napisałam, że początkowo nie przypadł mi do gustu. Miałam wrażenie, że nie domywa oleju i włosy przy nasadzie są przyklapnięte. Dlatego, na jakiś czas odłożyłam go na bok.
Pewnego dnia, sięgnęłam po niego jeszcze raz, by dać mu szansę i od tej pory używałam go codziennie. Używałam go na dwa sposoby : spienianie w dłoniach lub spienianie w kubełku. Mycie zaczynałam od skóry głowy i tam gównie się przykładałam. Następnie, resztę piany "wgniatałam" we włosy na długość. 
I zależnie od czasu i chęci, zostawiałam tą pianę na głowie i włosach od 30 sekund do 1,5 minuty. 
A dlaczego tak długo? Szampon ma bardzo przyjemny skład, bogaty w oleje i w inne dobrocie, więc szkoda mi było od razu go zmywać. W trakcie trzymania włosów w pianie, nie zauważyłam żadnych skutków ubocznych. Gdy spłukałam produkt, włosy były miękkie, nie plątały się i były przede wszystkim ładnie domyte.
Szamponu używałam przez około 2 miesiące, a, gdyby nie podbieranie przez mamę i siostrę (jak już zauważyliście, o tych dwój złodziejaszkach piszę praktycznie w każdej recenzji) to by wystarczył na 2,5 do 3 miesięcy, mycia codziennie.

Podsumowując, produkt polecam dla tych, którzy nie potrzebują mocnego oczyszczenia i mają delikatne włosy. Uważam, że szampony z EcoLab'u mogłyby być używane dla dzieci, którym włoski się plączą i są nie do rozczesania.

Mieliście już swój szampon z EcoLab'u? Jakie inne delikatne szampony polecacie?

Pozdrawiam,




Która szczotka lepsza? Tangle Teezer, czy szczotka z włosia dzika?

Która szczotka lepsza? Tangle Teezer, czy szczotka z włosia dzika?

Pielęgnacja włosów składa się z kilku elementów. Jednym z nich są akcesoria do przeczesywania włosów. Na rynku dostępne są przeróżne rodzaje szczotek i grzebieni : większych, mniejszych, zaokrąglonych, z plastiku, drewniane, czy z naturalnego włosia. Dzisiaj przedstawię wam wady i zalety dwóch z nich - najpopularniejszej szczotki Tangle Teezer oraz szczotki z włosia dzika.



Tangle Teezer zwany również "TT" odniósł ogromny sukces w kręgu włosomaniaczek, ale również u osób, które nie interesują się pielęgnacją włosów. Jego fenomen polega na rewolucyjnym kształcie i nie spotykanym dotychczas ułożeniu ząbków. Oprócz tego, swoją sławę może zawdzięczać, dzięki obietnicom składanych przez producenta, które brzmią następująco :

"Takiej szczotki jeszcze nie było! Dzięki zastosowaniu innowacyjnego kształtu ząbków ze specjalnego elastycznego tworzywa, szczotka działa niewiarygodnie delikatnie i skutecznie.
Szczotka Tangle Teezer dostosowuje się do włosów, nie ciągnie splątanych kosmyków, czesze delikatnie i cicho zapewniając gładkie i lśniące włosy w mgnieniu oka. Codzienne szczotkowanie włosów szczotką Tangle Teezer wpływa na zwiększenie ich połysku!"


Po takich zapewnieniach chyba każda kobieta i mężczyzna pragnie jej jeszcze mocniej.
No właśnie, czy TT naprawdę sprawdza się na wszystkich typach włosów i pomaga wydobywać z nich to co najlepsze?

ZALETY

-Do zalet możemy zaliczyć to, że faktycznie ułatwia rozczesywanie.
-Poza tym, świetnie mieści się w dłoni, przez co użytkowanie jest o wiele sprawniejsze.
-Dodatkowo, sposób oczyszczania jej z włosów, czy zabrudzeń jest banalne - włosy wystarczy wydobyć z pomiędzy ząbkami palcami, a do zabrudzeń wystarczy woda i mydło.
-Kolejną zaletą TT jest to, że jest dostępna w wersji kompaktowej, którą możemy zabrać do torebki, ponieważ zawiera zabezpieczenie,które eliminuje ryzyko wykrzywienia ząbków.
-Tanglee Teezer jest dostępny w przeróżnych kolorach oraz wzorach.
-Na rynku jest dostępne kilka wersji : The Original (którą posiadam), Salon Elite oraz Thick & Curly. Salon Elite różni się od The Original tym, że jest bardziej wyprofilowana na kształt banana. Natomiast, Thick & Curly kształtem jest taka sama jak The Original, ale ma nieco dłuższe ząbki.


WADY

Po wielkim "bum" na te szczotki, doszło do tego, że tak jak szybko zyskała zwolenników, tak szybko pojawili się przeciwnicy tej szczotki.

- Ponieważ, największą wadą jest to, że TT nie nadaję się do wszystkich włosów. Spotkałam się z wieloma przypadkami, gdzie nie tylko ja, ale też inne dziewczyny, po regularnym stosowaniu narzekały na urwane i zniszczone końcówki. Być może jest to wina tworzywa, z jakiego została zrobiona szczotka lub też delikatnych włosów. Uważam, że jest to najcięższy argument, który przechyla szalę na stronę wad.
- Jak dla mnie cena szczotki jest dosyć wysoka.
- Po jakimś czasie igiełki szczotki się odkształcają.



Drugą szczotkę jaką kupiłam była szczotka z włosia dzika. Jest to owalna szczotka z nylinowymi igiełkami z firmy TEK. Na rynku dostępne jest wiele, wiele innych firm produkujących szczotki z włosia dzika, np. Gorgol,czy Khaja, a ceny zaczynają się od 30 w górę.

ZALETY

- Po stosowaniu szczotki z włosiem po ponad pół roku, mogę stwierdzić, że nie niszczy włosów.
- Dodaje lekkiej objętości.
- Szczotki z włosiem można kupić w zależności od rozmiaru, długości włosia lub od dodatku nylonu.
- Bardzo podoba mi się to, że najczęściej są wykonywane z drewna, co według mnie jest akcentem "naturalności" produktu.

WADY

- Potworną wadą jest to, że bardzo szybko osiada na niej kurz, który nie jest łatwo wyczyścić, chyba, że mamy specjalny przyrząd do czyszczenia szczotek (na zdjęciu możecie zauważyć, że przy "cebulkach" zebrały się małe włókienka, które ciężko mi wyciągnąć).
-  Przy myciu, trzeba uważać na drewnianą "oprawkę" ponieważ, od moczenia jej w wodzie może się zniszczyć.
- Szczotka może elektryzować włosy. Jednak w tym przypadku wystarczy przy myciu nałożyć na chwilę odżywkę lub spryskać odżywką bez spłukiwania.



Podsumowując

Uważam, że wybór akcesoriów do czesania to indywidualna sprawa. Mi natomiast bardziej przypadła do gustu szczotka z włosia dzika, bo jest delikatniejsza dla moich cienkich włosów, mimo, że nie lubię jej czyścić. Tangle Teezer również używam, ale sporadycznie i najczęściej, gdzieś poza domem.


A jakie jest wasze zdanie, na temat tego, która szczotka jest lepsza? 



Recenzja #13 Nivea Hairmilk mleczna odżywka dla włosów cienkich - czy faktycznie nadaje się do cienkich włosów?

Recenzja #13 Nivea Hairmilk mleczna odżywka dla włosów cienkich - czy faktycznie nadaje się do cienkich włosów?

NIVEA Hairmilk to nowa mleczna seria dla włosów cienkich, normalnych i grubych .
Gdy zobaczyłam, że produkty są podzielne na strukturę włosów od razu chciałam je przetestować. Dlatego dokładnie 5 czerwca stałam się posiadaczką odżywki Nivea Hairmilk dla włosów o cienkiej strukturze. Czy się sprawdziła? Czy nadaje się dla cienkich włosów? Odpowiedzi na wszystkie pytania, znajdziecie w dzisiejszej recenzji. :)



Co obiecuje nam producent?





Skład odżywki 
Aqua, Cetyl Alcohol (emolient), Myristyl Alcohol (emolient), Dimethicone (silikon), Centrimonium Chloride (antystatyk), Stearamidopropyl Dimethylamine (antystatyk), Lanolin Alcohol (Eucerit®) (emolient), Hydrolized Milk Protein (proteiny), Panthenol (humektant), Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride (anstystatyk)....

...reszta to substancje myjące, konserwanty. Na 6 miejscu znajduję się alkohol lanolinowy (emolient), zaraz po nim tytułowe hydrolizowane proteiny mleka (proteiny) i panthenol (humektant).  Ogólnie rzecz biorąc, odżywka - według mnie - jest PEH-owa ;) 




Konsystencja produktu i zapach
Kto choć raz miał odżywkę z Nivea,  ten wie, że konsystencja ich produktu jest "specyficznie"gęsta.
Co gwarantuje, że kosmetyk nie spłynie nam z dłoni, ani z włosów. Zapach jest dość perfumowany, ale jak dla mnie bardzo przyjemny. Pozostaje na włosach przez dłuuuugi czas, co swoją drogą bardzo lubię.



Co mogę o niej powiedzieć?
Zakochałam się w niej od pierwszego użycia :) Zresztą, od razu napisałam o tym na moim Instagramie :


Używałam ją jako ostatnie "O" w metodzie OMO oraz MO i spisywała się do tego świetnie. Pozostawiała włosy gładkie, dociążone, miękkie i sprawiała, że włosy bez problemu się rozczesywały i przecudownie pachniały. Miałam też wrażenie, że całkiem fajnie zabezpiecza przed słońcem. Nie zauważyłam żadnej wady tego produktu na moich cienkich włosach. Jak dla mnie formuła nie jest ciężka, aczkolwiek oczywiste jest, że zbyt duża ilość odżywki może spowodować przyklap. Dlatego uważam, że zapewnienia producenta pokrywają się z moimi odczuciami.
Kosmetyk jest wydajny, bo przy codziennym myciu włosów (i podkradaniu przez mamę i siostrę) wystarczyła mi na dwa miesiące.

Gdyby ktoś zapytał, czy kupiłabym ten produkt ponownie, odpowiedź byłaby jednoznaczna - oczywiście, że tak. ;) I żeby być bardziej obiektywnym, zaopatrzyłam się już w kolejną odżywkę Nivea Hairmilk, ale tym razem dla włosów normalnych. ;) 

Próbowaliście już kosmetyków od NIVEA Hairmilk? Jakie są wasze zdania na ich temat?
Pozdrawiam,



PS Tak, zdjęcia odżywki są robione w mleku :)


Domowa maseczka z malin I Mój przepis i efekt + zdjęcia

Domowa maseczka z malin I Mój przepis i efekt + zdjęcia

Od kiedy maliny pojawiły się na krzaczkach w moim ogrodzie, miałam w planie zrobić z nich domową maseczkę. Oczywiście, owoce są już od dawna, a ja dopiero teraz znalazłam czas, aby je pozbierać. Dlatego dzisiaj przychodzę do was z efektami domowej maseczki z malin. ;)


Zanim przejdziemy do całej procedury tworzenia maseczki - kilka słów na temat malin.

"W owocach malin są kwasy organiczne (m.in. cytrynowy, jabłkowy, salicylowy), pektyny, antocyjany, cukry, związki śluzowe, lotne związki zapachowe. Jest również bogactwo witamin (m.in. C, E, B1, B2, B6) oraz wiele substancji mineralnych - przede wszystkim potas, magnez, wapń, żelazo)."
źródło : poradnikzdrowie.pl

Witamina C - zapewnia sprężystość włosa,a także pomaga przy jego budowie. 

Witamina E - ta witamina przyspiesza wzrost włosów, poprzez przyśpieszanie podziałów komórek macierzy włosa budujących jego łodygę. Jest silnym antyutleniaczem dobrze chroniącym cebulki i znajdującą się w nich macierz włosa przed toksycznymi wolnymi rodnikami. Dzięki temu zabezpiecza wydzielinę gruczołów łojowych przed jełczeniem (czyli toksycznym utlenianiem), co poprawia jakość nawilżenia włosów ochronną tłuszczową emulsją zwaną sebum. Dodajmy, że optymalny skład tłuszczowy tej wydzieliny dodaje włosom blasku.

Witamina B6 - uczestniczy w syntezie hemoglobiny przynoszącej tlen niezbędny dla zasilania procesów wzrostu włosów, produkcji aminokwasów budulcowych włosów oraz enzymów i hormonów wpływających na poprawność wzrostu włosów

Wykonanie maseczki


Świeżo pozbierane maliny zblendowałam wraz z 3 łyżeczkami miodu. Następnie dodałam 2 łyżki mąki ziemniaczanej, 2 łyżeczki maski BingoSpa z proteinami kaszmiru i kolagenem i 2 łyżeczki balsamu BA nr. 4 oraz około półtorej łyżki oliwy z oliwek. Maska zrobiła się bardzo gęsta, dzięki czemu nie spływała z włosów.




Przygotowanie włosów i nałożenie maseczki


W skalp wtarłam wcierkę HerbaVita z itchiolem, włosy zwilżyłam i nałożyłam maseczkę pod czepek i czapkę. Po pół godziny włosy dobrze wypłukałam z obawą, że ziarenka nie będą chciały się spłukać. Jednak nic takiego nie miało miejsca i wszystko ładnie ściekło z wodą.
Włosy umyłam szamponem wzmacniającym z EcoLabu, a na długość nałożyłam jaśminową maskę z Kallosa. I powiem szczerze, że w trakcie mycia czułam pod palcami, że włosy są trochę tępe w dotyku i trochę się plączą. Korzystając z okazji, poprosiłam mamę o podcięcie mi końcówek i w efekcie pozbyłam się centymetra zniszczonych piórek. Na wilgotne włosy nałożyłam serum CHI i wysuszyłam je chłodnym nawiewem.

Efekty


Obawiałam się, że efekt domowej maseczki będzie marny, bo te niemiłe w dotyku włosy jakie miałam podczas mycia, trochę mnie zmartwiły. Jednak po wysuszeniu i odczekaniu kilkunastu minut, jestem bardzo i to bardzo zadowolona. Są bardzo miłe w dotyku, wygładzone, nawilżone i sprężyste. Nawet moja młodsza siostra, pytała się co robię, że włosy są takie gładkie.
Szczerze mówiąc, sama nie mogę przestać ich kiziać. ^^



Tutaj zaszło na chwilę słońce. :) 

I na tym zdjęciu również słoneczko jest za chmurami, a wiatr rozdmuchał włosy. :)

Do maseczki na pewno kiedyś wrócę i mam nadzieję, że będzie działać tak samo. Bo z tego co zauważyłam, kwasy służą moim włosom. ;)
A, czy Wy robiliście już domowe maseczki z letnich owoców? 
Pozdrawiam,




Lipcowa aktualizacja włosów | 2017

Lipcowa aktualizacja włosów | 2017

Tak jak czerwiec był bardzo szalonym miesiącem, to lipiec na jego tle wypada bardzo spokojnie. Starałam się wykorzystać wszystkie nowe kosmetyki, przy tym zużywając resztki zapasów. Dodatkowo pojawiło się kilka ulubieńców, o których dzisiaj również mowa. Zapraszam na lipcową aktualizację włosów.


Po cedrowym mydle, myślałam, że nie znajdę innego ulubieńca do mycia włosów. Jednak szampon z EcoLab - wzmacniający objętość i przyspieszenie wzrostu, od razu przypadł mi do gustu. Włosy bardzo dobrze domywa, jednak nie pozostawia włosów szorstkich i plączących się. Uważam, że nawet przy jego użyciu możemy zrezygnować z odżywki na koniec. Polubiłam też zostawiać szampon na dwie, trzy minutki na głowie - mam wtedy wrażenie, że oprócz mycia, również pielęgnuje. Pachnie cytrusowo, co daje efekt świeżości. Jednym słowem - uwielbiam!


O tej odzywce pisałam już w czerwcowej aktualizacji włosów, ale jest taka świetna, że muszę o niej wspomnieć jeszcze raz. A mowa tutaj o odżywce z Niva Hairmilk dla włosów cienkich. Po dwóch miesiącach używania jej praktycznie codziennie, moja miłość do niej ani na chwilę nie przygasła. Włosy są po niej mięciutkie w dotyku, dobrze się rozczesują, a oprócz tego, jej piękny zapach pozostaje na długo na włosach. Nie zauważyłam żadnych objaw przeproteinowania. Mam jeszcze wersję dla włosów normalnych, która czeka na swoją kolej. Oczywiście recenzja tych dwóch kosmetyków znajdzie się na blogu. :)


I moim ostatnim ulubieńcem jest oczywiście wcierka Banfi Hajszesz, której zawdzięczam mnóstwo baby hair. Nie będę się rozpisywać na jej temat, ponieważ recenzja wcierki pojawiła się na blogu kilka dni temu. Ciekawych działania kultowej węgierskiej wcierki, zapraszam tutaj.



Kosmetyki jakich używałam to :
♦ szampony : EcoLab wzmacniający objętość i przyspieszenie wzrostu, mydło malinowe,szampon Herbal Care czarna rzepa
♦ odżywki/maski : BingoSpa proteiny kaszmiru i kolagen, masło shea i pięc alg, drożdżowa, Nivea Hairmilk dla włosów cienkich, maska Organic Shop figowa, maska Alterra granat i aloes,
♦ oleje : kokosowy, z pestek winogron, oliwa z oliwek
♦ zabezpieczenie : serum CHI
♦ wcierki : wcierka Banfi Hajszesz,
♦ akcesoria : szczotka z włosia dzika


Przyrost 
Dzięki Banfi uzyskałam dodatkowe 0,5 cm, czyli włosy w tym miesiącu urosły mi 1,5 cm.



Plany na sierpień
W sierpniu wyjeżdżam na dwa tygodnie, więc nie będę mogła poświęcić czasu na pielęgnację włosów. Dokładnie nie wiem co ze sobą wezmę, ale myślę, że na pewno będzie to wcierka Herba Vita z ichtiolem jasnym i kwasem salicylowym.  Odświeżenia na wakacjach nigdy dość :)


Podsumowując
Bardzo cieszę się z efektów pozostawionych przez lipiec. Mam nadzieję, że sierpień mimo minimalistycznej pielęgnacji, również będzie łaskawy. :)


Pozdrawiam,



Recenzja #12 Wcierka na porost włosów Banfi HAJSZESZ - efekty po półtora miesiąca

Recenzja #12 Wcierka na porost włosów Banfi HAJSZESZ - efekty po półtora miesiąca

Wcierka Banfi Hajszesz to węgierski produkt i jest produkowany od 1949 roku, lecz od niedawna został spopularyzowany w świecie włosomaniaków. A przyczyniła się do tego Agnieszka Niedziałek z bloga wwwlosy.pl, którą serdecznie pozdrawiam. :) Wcierka nie potrzebowała dużo czasu, aby skraść serca i stać się hitem. Czy mnie również zachwyciła? Zapraszam na recenzję!



OPIS PRODUCENTA

W BANFI Hajszesz są zawarte składniki, które poprawiają krążenie, a tym samym ułatwiają dopływ tlenu do skóry głowy. Poprawiają stan mieszków włosowych, aby włosy stały się silniejsze i zdrowsze.
Zastosowanie: 

Lotion do włosów Banfi należy używać co najmniej raz na tydzień. Stosować po myciu, na wilgotną skórę głowy i dobrze wmasować, a po 20-40 minutach umyć głowę szamponem Banfi i wysuszyć włosy. Kompozycja zawiera tylko naturalne składniki i powinny być używane jako lekarstwo. Zabieg trwa przez okres 3-6 miesięcy. Spadek utraty włosów jest widoczny w ciągu 4-6 tygodni, a wzrost włosów - przy systematycznym używaniu - można zauważyć po 3-4 miesiącach.

* wolne tłumaczenie :)



ZAPACH I KONSYSTENCJA

A tak wygląda proces produkcji Banfi Hajszesz. :)
(via wwwlosy.pl)
Przy tej wcierce zapach jest rzeczą, obok której nie możemy przejść obojętnie. Jest dość specyficzny, lekko drażniący, czuć zioła, a według mnie najbardziej chrzan. Dla niektórych może być zbyt intensywny, dlatego wcierkę można stosować przed myciem, a dla tych, którym zapach nie przeszkadza - po myciu lub tak jak zalecił producent. Ci, którzy chcieliby przetestować działanie węgierskiego produktu, a boja się jego woni, mogą zdecydować się na lżejszą wersję wcierki - Lady Banfi.
Banfi jest produktem ciekłym o jasnobrązowym zabarwieniu. 

SKŁAD

Alcohol*, Cochlearia Armoracia Extract (ekstrakt z chrzanu), Brassica Alba (ekstrakt z gorczycy) (and) Juniperus Communis (ekstrakt z jałowca) (and) Origanum Majorana Extract (ekstrakt z majeranku), PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Parfum, Hexyl Cinnamal, Linallol, Butylphenyl Methylpropional, Hydroxyisohexyl 3-Cyclohexene Carboxaldehyd, Citronellol, Benzyl Benzoate, Limonene, Geraniol, Benzyl Salicilate, Hydozycitronellal, Citric Acid, Aqua.


Mimo, że na opakowaniu nie ma mowy o alkoholu, tak w rzeczywistości ten składnik występuje.
"Alkohol działa konserwująco, oraz, tak jak w nalewkach ziołowych, wyciąga z półproduktów całą moc."
(via wwwlosy.pl)
Edit : na nowych opakowaniach w składzie jest wypisany alkohol, ja akurat mam tę starszą partię. 


OPAKOWANIE, POJEMNOŚĆ I CENA

Opakowanie jest wykonane z czerwonego plastiku, a jego malownicza etykieta jest foliowa i dobrze przyklejona, dzięki czemu nic nie odstaje (niestety, jest wrażliwa na zadrapania).
Koreczek, który dobrze chroni zawartość przed rozlaniem, również jest plastikowy. 
Za 250 ml wcierki zapłaciłam 20 zł. Jeśli chodzi o dostępność to wcierkę Banfi Hajszesz możemy znaleźć tylko w internetowym sklepie Agnieszki napieknewlosy.pl, a już od 5 sierpnia 2017 roku będzie można ją kupić stacjonarnie! Szczegóły znajdują się tutaj 👈.


DZIAŁANIE I MOJA OPINIA

Banfi w moje rączki przyszła 12 czerwca i dokładnie od tamtego dnia zaczęłam ją stosować. 
Od tego momentu minęło półtora miesiąca i mimo, że producent mówił o dłuższym okresie stosowania, to już teraz widzę efekty. Są nimi :
- minimalne przedłużenie świeżości włosów i minimalne ograniczenie przetłuszczania się
- baby hair - są wszędzie i widać je wszędzie, do tego stopnia, że zrobiła mi się kolejna grzywka z młodych włosków. Przy wcieraniu starałam się dokładnie produkt wetrzeć w zakola, dzięki czemu udało mi się je zagęścić, co widać na załączonych zdjęciach. Jestem z tego powodu bardzo zadowolona, bo przy moich cienkich włosach, zagęszczanie jest bardzo, bardzo ważne.

baby hair po Banfi Hajszesz

baby hair po Banfi Hajszesz

- przyrost - w tej kwestii nasz śmierdziuszek nawet dał sobie radę.
Zdjęcie po lewej stronie było zrobione w pierwszym tygodniu czerwca, na potrzebę majowej aktualizacji włosowej, a zdjęcie po prawej - dzisiaj. Zdjęcia są oczywiście poglądowe, więc faktycznego przyrostu nie będzie widać. Według mnie, zyskałam około 0,5 cm przyrostu więcej (mój standardowy przyrost to 1 cm na miesiąc), więc po półtora miesiąca włosy urosły mi ± 2 cm.  

przyrost po Banfi Hajszesz

Podczas stosowania nie zauważyłam żadnych niepokojących zmian na mojej skórze głowy. 
Nic nie piekło, nie szczypało, nie bolało. Mój skalp jest w miarę odporny na alkohol, jednak przy wrażliwszych skórach głowy, radziłabym uważać. 

Wiem, że są zwolennicy wcierania produktu po myciu, ja jednak robiłam to przed myciem. 
Bo, po pierwsze, nie chciałam drażnić zapachem ludzi, z którymi przebywam, a po drugie, wcierki lubią obciążać moje cienkie włosy. A o mojej ulubionej metodzie wcierania pisałam już tutaj. :)
Wcierka jest według mnie bardzo wydajna, bo przy stosowaniu jej około co drugi dzień, a czasami nawet codziennie została mi większa połowa. A jeśli chodzi o jej charakterystyczny zapach to z początku mi nie przeszkadzał, później zaczął denerwować, a obecnie nie jest tak źle - kwestia przyzwyczajenia. Jednak nie polecam używać Banfi przed spaniem! Z własnego doświadczenia wiem, że ciężko jest zaspać z tak intensywnym zapachem na głowie.

Mój plan na kolejne miesiące jest taki, aby oprócz wcierania tego produktu, wspomóc się skrzypokrzywą. Po tym "eksperymencie", efekty opiszę na blogu. :) 

Co sądzicie o Banfi Hajszesz? Używacie, czy może dopiero się zastanawiacie nad jej kupnem? Jeśli macie jakieś pytania to chętnie na nie odpowiem w komentarzach! :) 
Pozdrawiam, 





Copyright © 2014 Włosowy Ktosiek , Blogger