PROJEKT : Cassia - nowy etap w pielęgnacji moich włosów.

Ziołowa pielęgnacja nie jest mi obca. Dwa lata temu miałam styczność z henną Khadi Red, a rok później z cassią, którą nakładałam jako odżywka. Od pewnego czasu, chciałam zmienić coś w swojej pielęgnacji i tak narodził się pomysł z cassiowaniem. Jesteście ciekawi, czego użyłam i jaki był efekt po pierwszej mieszance? Zapraszam do lektury...



Czym jest cassia?

Po pierwsze, cassia to cassia i nie jest bezbarwną ani neutralną henną. W cassi znajduje się chryzofanol, który nie ma koloru, ale daje żółtą/złotą poświatę.
Co nie oznacza, że wyjdą nam z tego kurczakowato żółte włosy. Nie będą też zielone. Cassię można spokojnie rozjaśniać, kłaść na włosy rozjaśniane i nie ma z tym żadnego problemu.

Czemu cassia?
Nie będę ukrywać, że decyzja o cassiowaniu zapadła, gdy na grupie zobaczyłam efekty regularnego używania zioła/ziół (odsyłam do przykładowych postów z grupy tutaj i tutaj - UWAGA! Aby je zobaczyć trzeba dołączyć do grupy, czego na pewno nie będziesz załował/a! :)).
Po przygodzie z henną, która bardzo wpłynęła na stan moich włosów, nie sądziłam, że coś co ma tylko dawać refleks, może również być efektywne. 


Nad wyborem firmy nie zastanawiałam się zbyt długo, bo od jakiegoś czasu, moją uwagę przykuła marka Phitofilos, o której dużo mówiła Agnieszka z napieknewlosy.pl lub dziewczyny z bloga sophieczerymoja.
Z racji tego, że nie mieszkam już w Polsce nie miałam możliwości zakupu przez wyżej wymienione sklepy, dlatego postanowiłam zamówić przez internet ze strony ecco-verde.at 
Kupiłam dwie saszetki po 100 gram cassi, 100 gram głożyny oraz 100 gram neem z firmy Biopark Cosmetics. Skąd taki wybór? 
Cassi wzięłam na zapas, głożyny dlatego, że wzmacnia efekt pogrubienia oraz w pewnym stopniu zakwasza mieszankę i neem, który sprawia, że włosy są miękkie i błyszczące. 
Za całość zapłaciłam około 20 euro.

Gdy przyszła paczka...

Sądziłam,że 100 gram produktu to nie jest wcale tak dużo i na zdjęciach opakowania Phitofilos wydawały się cieniutkie. Jednak, gdy przyszła paczka, okazało się, że paczuszki są po prostu nabite proszkiem. Przy ich otwieraniu, naprzód zrobiłam małą dziurkę nożyczkami, aby do środka doszło powietrze, dzięki czemu, mogłam rozciąć saszetkę bez zbędnego bałaganu i bez marnowania ziół.

Przygotowanie mieszanki

Wszystkich składników dodałam na oko, dlatego nie jestem w stanie powiedzieć ile było ich dokładnie. 

Do sypkich składników, wlałam owocową herbatę, która w składzie ma hibiskus, dziką różę, jeżynę,skórkę pomarańczy,maliny oraz dodałam 2 łyżeczki soku z cytryny. Wszystko razem rozmieszałam i otrzymałam jednolitą pastę. W porównaniu do cassi ze Swati (obecne Satvy) zauważyłam, że Phitofilos ma lepiej zmielone zioła, ponieważ mieszanka była gładka, bez żadnych "paprochów" w środku.


Początkowo, cassia z dodatkami miała poleżeć przez 24 godziny, ale dopiero po 36 godzinach nałożyłam ją na około 4 godziny na włosy. Ze spłukiwaniem nie miałam żadnych problemów, bo wszystko ładnie zmyło się z wodą. Bardzo zdziwiło mnie to, że po osuszeniu włosów bawełnianą koszulką, były bardzo mięciutkie, jakbym nałożyła na nie odżywki. W trakcie suszenia, włosy zrobiły się już mniej miękkie, ale nadal nie było śladu standardowego przesuszu po ziołach.

Po wysuszeniu, starałam się rozdzielić włosy palcami, a następnie nałożyłam na końcówki kropelkę serum CHI, ponieważ końce są już w nie najlepszym stanie i nie chciałam, aby ciągle się plątały.
W trakcie tych dwóch dni czekania, aż zioła "zaczepią się włosów", starałam się nie dotykać włosów i nie rozczesywać ich, ponieważ, były tępe w dotyku i nie chciałam pozbyć się połowy czupryny.

Efekt
Na razie nie widać efektów cassiowania, ale wierzę, że co miało zrobić na początek - zrobiło.
W dniu mycia włosów, zrobiłam sobie (pierwszy raz w życiu!) warkocz holenderski i chcąc zobaczyć jak mi wyszedł, zauważyłam, że niektóre pasma wydają się być dziwnego koloru. A mianowicie, były w odcieniach delikatnej szarości/zieleni. Ciężko mi jest opisać dokładnie ich kolor, więc zobaczcie sami.

Światło dzienne
A tak prezentowały się włosy po dwóch dniach od mycia :
Włosy przy sztucznym świetle


I po 7 dniach :
Włosy przy sztucznym świetle
Po upływie tych siedmiu dni zauważyłam, że włosy są sypkie i nie odkształcają się tak szybko (przez kilka dni nosiłam warkocz i nie było standardowych odgniecionych fal).


Co muszę poprawić przy następnym cassiowaniu?

- Myślę, że następnym razem zrobię maskę chelatująca, aby pozbyć się prawdopodobieństwa zielonych włosów. Nie sądziłam, że tu gdzie mieszkam, jest tak twarda woda. Dodatkowo, powinnam rozrobić cassię na wodzie destylowanej.
- I dodatkowo rozrobię rzadszą mieszankę, ponieważ tym razem wyszła mi zbyt gęsta i miałam pewien problem przy nakładaniu.
- Zacznę odmierzać zioła 😂



Podsumowując
Sądzę, że opcja z cassią to dobry pomysł, a na pewno lepsze niż z "kolorową" henną. Moje włosy są rudowate i żółta/złota poświata nie powinna stanowić problemu.
Po pierwszym razie, jestem dobrej myśli i mam nadzieję, że kolejne efekty po cassiowaniu będą coraz bardziej widoczne. Nie mogę się doczekać etapu dziewczyn z grupy. Tak jak pisałam wyżej, efekt regularnego "ziołowania" włosów robią ogromne wrażenie - szczególnie na cienkowłosej mnie.



Jakieś porady/wskazówki co powinnam udoskonalić w cassiowaniu? 
Pozdrawiam




Komentarze

Prześlij komentarz

Każdy komentarz i wyświetlenie jest dla mnie prawdziwą motywacją! Dziękuję! :)

back to top