Recenzja #17  Czy warto kupić maskę od Anwen? // Maska winogrona i keratyna dla włosów średnioporowatych

Recenzja #17 Czy warto kupić maskę od Anwen? // Maska winogrona i keratyna dla włosów średnioporowatych

Gdy zobaczyłam, że moja włosowa guru wypuściła swoje maski, byłam bardzo podekscytowana. W końcu pojawił się kosmetyk dla włosomaniaczek od włosomaniaczki. I chociaż od tego momentu minęło dwa lata, to dopiero teraz mogłam sobie pozwolić na zakup jednej z trzech masek od Anwen.



Tak jak pisałam we wstępie, gdy zobaczyłam maski od Anwen, zaświeciły mi się oczy. Przede wszystkim, zakochałam się w tej pięknej szacie graficznej, która jest bardzo kobieca i delikatna. Uwielbiam roślinne motywy na etykietach kosmetyków, bo oprócz tego, że cieszą oczy i umilają użytkowanie, to takie produkty ładnie prezentują się na półeczce i na zdjęciach. ;) 

Maska jest zamknięta w szerokim i dosyć płaskim słoiczku z metalową zakrętką, co według mnie wpływa na wartość tego produktu. Jej pojemność wynosi 200 ml, a konsystencja jest bardzo gęsta. Zapach jest delikatny, przypominający zapach odżywek z NIVEA, lecz nie tak intensywny. Na włosach jest niemal niewyczuwalny.


Składy nie są skomplikowane i nie mają wyszukanych składników. Jak sama Anwen pisała :

Same składy są raczej proste, może nawet minimalistyczne. Nie chciałam wrzucać miliona egzotycznie brzmiących składników, wolałam zamiast tego postawić na kilka dobrze znanych. Takich które naprawdę pozytywnie działają na nasze włosy.

Wybrana przeze mnie wersja dla włosów średnioporowatych w składzie ma olej winogronowy, hydrolizowaną keratynę, hydrolizowany jedwab, aloes, glicerynę i krzemionkę. Taka kombinacja, zapewnia włosom PEH-ową równowagę, dzięki czemu włosy mają wszystko czego potrzebują w jednym produkcie.



Jestem już po kilkunastu użyciach  i co mogę powiedzieć, to to, że naprawdę spełnia potrzeby włosów. Jest idealna na "szybkie wyjścia" i często po nią sięgam. Otula włosy, wygładza i sprawia, że fajnie się układają. W skrócie, jest po prostu dobrym produktem.
Czy anwenówka jest niezastąpiona? Myślę, że nie. Równie podobny efekt na moich włosach, daje mi czarna marokańska maska z Planeta Organica, która jest o wiele tańsza. Jednak... Czy nie fajnie wspierać polskie produkty, tworzone z pasją? Sama Ania wspominała niejednokrotnie, że koszt stworzenia i wyprodukowania kosmetyku w Polsce, to nie lada wyzwanie. Dlatego uważam, że trzeba doceniać włożoną pracę przez naszych rodaków. ;)



A co wy sądzicie o tej masce? I  jakie macie podejście do rodzimych produktów?
Pozdrawiam,



PROJEKT : Cassia | Piąte cassiowanie - czy warto nakładać ziołowe "błotko" na cienkie włosy?

PROJEKT : Cassia | Piąte cassiowanie - czy warto nakładać ziołowe "błotko" na cienkie włosy?

Jak widzicie po tytule, to już moje piąte spotkanie z cassią i chciałabym się z Wami podzielić swoimi spostrzeżeniami i efektami. Na początku myślałam, aby opisywać każde cassiowanie, jednak doszłam do wniosku, że takie posty byłyby nudne i krótkie. Dlatego też, przepisy i zdjęcia z każdego razu publikuję na Instagramie, na którego serdecznie zapraszam! A póki co, zapraszam do lektury. ;)

Po lewej efekt po pierwszym cassiowaiu, po prawej po piątym cassiowaniu 
Jak przygotowuję mieszankę ziół?

Zioła i ich proporcje zawsze były te same, czyli trzy łyżki cassi, jedna łyżka neem i jednka łyżka głożyny (raz zdarzyło mi się dodać odrobinę słodkiej papryki) i tylko płyn do rozrabiania, a w moim przypadku owocowe herbatki, zmieniały się nieznacznie składami. Dla przykładu podam skład jednej z nich : 


Występują tu różne zakwaszacze, dzięki czemu, dodanie cytryny nie jest już konieczne, przez co przesusz jest zminimalizowany.

Jeśli chodzi o czas "leżakowania" mieszanki, to było z tym różnie : 36h, 24h, 18h i w żadnym przypadku, rozrobiona cassia nie zmieniała swojego wyglądu, czy właściwości. 
Natomiast, czas trzymania błotka na włosach, był zawsze ten sam - 4 godziny pod czepkiem i czapką. Utlenianie na czuprynie, standardowo - dwa dni. Cassiowanie - co dwa tygodnie.


No i najważniejsze, czyli efekty.

Zacznijmy od skóry głowy, bo mało się o tym mówi, przy używaniu ziół w pielęgnacji.
Zauważyłam, że pojawiła się nowa zgraja baby hair. Przez te kilka miesięcy, rzadko wcierałam wcierki, więc sądzę, że to właśnie zasługa ziół, które poprawiły kondycje skóry. Oczywiście, ilość nowych włosków nie jest tak spektakularna jak przy używaniu wcierek, jednak nawet takie lekkie odchylenie od normy mnie cieszy. 

Po lewej po pierwszym cassiowaniu, po prawej po piątym cassiowaniu

Powiem szczerze, że spodziewałam się, że moje kłaczki przejdą "metamorfozę", ale, gdy już mogę je dotknąć i zobaczyć na żywo, a nie oczami wyobraźni, to nie mogę uwierzyć, że te grubsze, cięższe i mega błyszczące włosy należą do mnie.
Jestem bardzo zadowolona z efektów i z tego, że nie tylko ja widzę różnicę. Uwaga! Anegdotka!
Po skończonym suszeniu włosów, po pierwszym włosingu po dwóch dniach utleniania, przychodzę do swojego TŻ :
- Patrz jakie fajne! Po prostu są cudowne! No dotknij je, zanurz palce, o tak (i tutaj pokazuje mu jak ja miziam włosy).
I co na to mój TŻ? Łapie mnie za kitkę, ściska ją parę razy i mówi : 
- No, fajne są.
Mój poziom zażenowania osiąga zenitu,odwracam się na pięcie i wracam do łazienki podziwiać je dalej. 😂 Czyli tak w skrócie o tym, jak mój człowiek ocenia kondycje moich włosów.

Wracając do efektów... To tak naprawdę początek, zalążek tego, co chcę osiągnąć. Wydaje mi się, że dzięki cassiowaniu, osiągnę w końcu swój cel i zapuszczę włosy za piersi.

Czy polecam używanie cassi przy cienkich włosach?
Oczywiście, że tak! Nie jest to efekt jak po czystej hennie, jednak, jeśli zależy nam, aby włosy nie zmieniły koloru, to cassia jest jak najbardziej w porządku. Ja u siebie zmiany koloru nie zauważyłam, jedynie to pogłębienie koloru, nadanie mu tzw. efektu 3D (?). W każdym razie, jest nadal rudowaty. :)

I to by było na tyle jeśli chodzi o cassiowanie cienkich włosów. Jeśli macie jeszcze jakieś pytania, to zapraszam do komentarzy. :) 

Pozdrawiam,




Recenzja #16 Olej z maku - jak działa i u kogo się sprawdzi?

Recenzja #16 Olej z maku - jak działa i u kogo się sprawdzi?

W mojej mini serii "Na co wydałam miliony monet?" nie umieściłam olei, ponieważ jest ich tylko dwa i chciałam napisać o nich osobne recenzje. Dzisiaj na pierwszy ogień pójdzie olej makowy.
W porównaniu do popularnej oliwy z oliwek, olej z nasion maku, nie jest tak rozpowszechniony, dlatego też, aby przybliżyć Wam jego działanie i właściwości, wszystkich ciekawych tego produktu, zapraszam na post!



Olej makowy i jego właściwości


Wiele źródeł podaje różne dane, dotyczące procentowej ilości składników oleju makowego. Jednak w każdych z nich, na czele występuje kwas linolowy, a zaraz po nim kwas oleinowy oraz w mniejszych ilościach kwas palmitynowy i stearynowy. Sprawia to, że olej ten jest olejem nienasyconym, czyli niewnikającym, mający duże cząsteczki. Tego typu olej powinien sprawdzić się na włosach wysokoporowatych, ale jak wiemy, nie zawsze dedykowane oleje dla danej porowatości, muszą być odpowiednie.

Olej jest koloru jasnożółtego i ma orzechowy/makowy zapach, który umila olejowanie. ;)

Jak sprawdził się na moich włosach?


Przy pierwszych użyciach oleju, miałam wrażenie, że po myciu włosy były niemiłe w dotyku, jak gdyby były przesuszone, a także sprawiał, że włosy robiły się proste jak drut. W miarę dalszych prób, efekt ten w małym stopniu zanikł i pojawił się widoczny blask. Oprócz tego, znalazłam określenie na "drutowanie" włosów - ten olej po prostu działa utrwalająco.

Niestety, jeśli chcemy zmyć olej makowy z włosów tylko delikatnym szamponem, metoda ta może być niewystarczająca. Jak dla mnie jest to dość ciężki olej więc, aby uniknąć efektu przyklapu lub nieświeżych włosów na drugi dzień, warto najpierw zemulgować olej, a następnie użyć szamponu. Może się też okazać, że na Waszych włosach nie będzie takiego problemu, co jest powodem do radości.

Jeśli chodzi o sposób nakładania, to olej przetestowałam w różnych kombinacjach. Zaczynając od olejowania na sucho, kończąc na mieszaniu większej ilości oleju z różnymi maskami. I to co zauważyłam to to, że najlepiej działa z podkładem nawilżającym, czy np.maską lub odżywką. Tak jak wspominałam wyżej, sam w sobie może działać przesuszająco.

Kupując ten olej, byłam zauroczona tą piękną etykietą! Czyż nie jest dostojna? 

Dla kogo się sprawdzi?


Według mnie, idealnie sprawdzi się dla kręconowłosych. Olej ten, powinien pięknie utrzymać skręt i przy okazji nabłyszczyć loczki. Jeśli chodzi o włosy proste, to jest to dobry "zamiennik" prostownicy, który zamiast niszczyć włosy - pielęgnuje je.

Podsumowując


Olej makowy nie skradł mojego serca i mimo, że jest w przepięknej buteleczce i pięknie pachnie to nie zrobił na mnie większego wrażenia. Myślę, że pozostanę przy stosowaniu go jako półprodukt. Ewentualnie, zacznę używać go do ciała, bo z tego co przeczytałam w Internecie, dobrze spisuje się na skórze.

Mieliście do czynienia z tym olejem? Co możecie powiedzieć na jego temat?
Pozdrawiam,


PROJEKT : Cassia - nowy etap w pielęgnacji moich włosów.

PROJEKT : Cassia - nowy etap w pielęgnacji moich włosów.

Ziołowa pielęgnacja nie jest mi obca. Dwa lata temu miałam styczność z henną Khadi Red, a rok później z cassią, którą nakładałam jako odżywka. Od pewnego czasu, chciałam zmienić coś w swojej pielęgnacji i tak narodził się pomysł z cassiowaniem. Jesteście ciekawi, czego użyłam i jaki był efekt po pierwszej mieszance? Zapraszam do lektury...



Czym jest cassia?

Po pierwsze, cassia to cassia i nie jest bezbarwną ani neutralną henną. W cassi znajduje się chryzofanol, który nie ma koloru, ale daje żółtą/złotą poświatę.
Co nie oznacza, że wyjdą nam z tego kurczakowato żółte włosy. Nie będą też zielone. Cassię można spokojnie rozjaśniać, kłaść na włosy rozjaśniane i nie ma z tym żadnego problemu.

Czemu cassia?
Nie będę ukrywać, że decyzja o cassiowaniu zapadła, gdy na grupie zobaczyłam efekty regularnego używania zioła/ziół (odsyłam do przykładowych postów z grupy tutaj i tutaj - UWAGA! Aby je zobaczyć trzeba dołączyć do grupy, czego na pewno nie będziesz załował/a! :)).
Po przygodzie z henną, która bardzo wpłynęła na stan moich włosów, nie sądziłam, że coś co ma tylko dawać refleks, może również być efektywne. 


Nad wyborem firmy nie zastanawiałam się zbyt długo, bo od jakiegoś czasu, moją uwagę przykuła marka Phitofilos, o której dużo mówiła Agnieszka z napieknewlosy.pl lub dziewczyny z bloga sophieczerymoja.
Z racji tego, że nie mieszkam już w Polsce nie miałam możliwości zakupu przez wyżej wymienione sklepy, dlatego postanowiłam zamówić przez internet ze strony ecco-verde.at 
Kupiłam dwie saszetki po 100 gram cassi, 100 gram głożyny oraz 100 gram neem z firmy Biopark Cosmetics. Skąd taki wybór? 
Cassi wzięłam na zapas, głożyny dlatego, że wzmacnia efekt pogrubienia oraz w pewnym stopniu zakwasza mieszankę i neem, który sprawia, że włosy są miękkie i błyszczące. 
Za całość zapłaciłam około 20 euro.

Gdy przyszła paczka...

Sądziłam,że 100 gram produktu to nie jest wcale tak dużo i na zdjęciach opakowania Phitofilos wydawały się cieniutkie. Jednak, gdy przyszła paczka, okazało się, że paczuszki są po prostu nabite proszkiem. Przy ich otwieraniu, naprzód zrobiłam małą dziurkę nożyczkami, aby do środka doszło powietrze, dzięki czemu, mogłam rozciąć saszetkę bez zbędnego bałaganu i bez marnowania ziół.

Przygotowanie mieszanki

Wszystkich składników dodałam na oko, dlatego nie jestem w stanie powiedzieć ile było ich dokładnie. 

Do sypkich składników, wlałam owocową herbatę, która w składzie ma hibiskus, dziką różę, jeżynę,skórkę pomarańczy,maliny oraz dodałam 2 łyżeczki soku z cytryny. Wszystko razem rozmieszałam i otrzymałam jednolitą pastę. W porównaniu do cassi ze Swati (obecne Satvy) zauważyłam, że Phitofilos ma lepiej zmielone zioła, ponieważ mieszanka była gładka, bez żadnych "paprochów" w środku.


Początkowo, cassia z dodatkami miała poleżeć przez 24 godziny, ale dopiero po 36 godzinach nałożyłam ją na około 4 godziny na włosy. Ze spłukiwaniem nie miałam żadnych problemów, bo wszystko ładnie zmyło się z wodą. Bardzo zdziwiło mnie to, że po osuszeniu włosów bawełnianą koszulką, były bardzo mięciutkie, jakbym nałożyła na nie odżywki. W trakcie suszenia, włosy zrobiły się już mniej miękkie, ale nadal nie było śladu standardowego przesuszu po ziołach.

Po wysuszeniu, starałam się rozdzielić włosy palcami, a następnie nałożyłam na końcówki kropelkę serum CHI, ponieważ końce są już w nie najlepszym stanie i nie chciałam, aby ciągle się plątały.
W trakcie tych dwóch dni czekania, aż zioła "zaczepią się włosów", starałam się nie dotykać włosów i nie rozczesywać ich, ponieważ, były tępe w dotyku i nie chciałam pozbyć się połowy czupryny.

Efekt
Na razie nie widać efektów cassiowania, ale wierzę, że co miało zrobić na początek - zrobiło.
W dniu mycia włosów, zrobiłam sobie (pierwszy raz w życiu!) warkocz holenderski i chcąc zobaczyć jak mi wyszedł, zauważyłam, że niektóre pasma wydają się być dziwnego koloru. A mianowicie, były w odcieniach delikatnej szarości/zieleni. Ciężko mi jest opisać dokładnie ich kolor, więc zobaczcie sami.

Światło dzienne
A tak prezentowały się włosy po dwóch dniach od mycia :
Włosy przy sztucznym świetle


I po 7 dniach :
Włosy przy sztucznym świetle
Po upływie tych siedmiu dni zauważyłam, że włosy są sypkie i nie odkształcają się tak szybko (przez kilka dni nosiłam warkocz i nie było standardowych odgniecionych fal).


Co muszę poprawić przy następnym cassiowaniu?

- Myślę, że następnym razem zrobię maskę chelatująca, aby pozbyć się prawdopodobieństwa zielonych włosów. Nie sądziłam, że tu gdzie mieszkam, jest tak twarda woda.
- I dodatkowo rozrobię rzadszą mieszankę, ponieważ tym razem wyszła mi zbyt gęsta i miałam pewien problem przy nakładaniu.
- Zacznę odmierzać zioła 😂



Podsumowując
Sądzę, że opcja z cassią to dobry pomysł, a na pewno lepsze niż z "kolorową" henną. Moje włosy są rudowate i żółta/złota poświata nie powinna stanowić problemu.
Po pierwszym razie, jestem dobrej myśli i mam nadzieję, że kolejne efekty po cassiowaniu będą coraz bardziej widoczne. Nie mogę się doczekać etapu dziewczyn z grupy. Tak jak pisałam wyżej, efekt regularnego "ziołowania" włosów robią ogromne wrażenie - szczególnie na cienkowłosej mnie.



Jakieś porady/wskazówki co powinnam udoskonalić w cassiowaniu? 
Pozdrawiam




Na co wydałam miliony monet? cz.2 - MASKI I BALSAMY

Na co wydałam miliony monet? cz.2 - MASKI I BALSAMY

Witajcie czytelnicy!

Jestem Wam winna przeprosiny, ponieważ moja przerwa była zdecydowanie za długa. Przez ostatnie miesiące dużo się dzieje i przez to nie mogłam wykrzesać z siebie jakiejkolwiek motywacji i chęci do pisania. Z drugiej strony, bardzo brakowało mi aktywności w Internecie, dlatego postanowiłam w końcu coś z tym zrobić - i o to jestem. ;)
Dziś druga część z serii zakupowej, w której opiszę Wam jakie maski i balsamy mam w swoim posiadaniu. Pojawią się znane produkty, jak i te mniej. Zapraszam do czytania!

MASKI

Na temat tych masek czytałam sporo pozytywnych opinii, które zaintrygowały mnie na tyle, aby wypróbować je na swoich włosach. Z czterech masek Planeta Organica, wybrałam dwie - marokańską i toskańską. Te maski miały najwięcej pochlebnych recenzji, dlatego wolałam zdać się na "głos ludu" i nie ryzykować.

Czarna marokańska maska

Jest moim totalnym ulubieńcem, po którego sięgam, gdy chcę mieć pewność, że włosy będą wyglądać naprawdę dobrze. Działa wygładzająco, nadaje włosom miękkości i witalności. Jednak muszę uważać z ilością, ponieważ zbyt duża ilość sprawia, że włosy są przyklapnięte i wzbijają się w strąki.

Maska jest zamknięta w plastikowym pojemniczku o pojemności 300 ml. Dla niektórych, może się wydawać, że jest jej mało, ja jednak uważam, że produkt jest bardzo wydajny (zazwyczaj maskę zbieram jednym krótkim ruchem z wieczka), bardzo dobrze rozprowadza się po włosach i z pewnością wystarczy mi na baaaaardzo długo. Zapach, jak dla mnie, ma bardzo przyjemny.



Aqua with infusions of Organic Argania Spinosa Kernel Oil (olej arganowy), Organic Citrus Aurantium Amara Flower Oil(olej neroli), Laurus Nobilis Leaf Extract (ekstrakt laurowy), Olea Europaea Fruit Oil (oliwa z oliwek), Eucalyptus Globulus Leaf Oil (olejek eukaliptusowy), Lavandula Angustifolia (Lavender) Oil (olejek lawendowy), Origanum Vulgaris Extract (ekstrakt z oregano); Cetearyl Alcohol , Glyceryl Srearate , Behentrimonium Chloride , Cetyl Ether, Isopopyl Palmitate , Cyclopentasiloxane, Dimethiconol , Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid.


Jak widzicie, skład opiera się na olejach, a szczególnie na oleju arganowym, który świetnie działa na moich włosach. To właśnie ten olej, obok oliwy z oliwek, grał pierwsze skrzypce w pielęgnacji, którą wprowadzałam kilka lat temu, jako początkująca włosomaniaczka.


Maska toksańska

Co do tej maski, mam mieszane uczucia, ponieważ raz sprawdza się świetnie i daje podobny efekt do czarnej maski, a raz mam wrażenie, że delikatnie puszy mi włosy i nie nadaje im jedwabistości jak w przypadku maski marokańskiej.
Ostatnio nałożyłam ją na 20 minut pod czapkę, na naolejowane włosy i efekt mi się podobał, chociaż mogłam jej użyć trochę mniej, ponieważ po jakimś czasie włosy zaczęły się mocno strączkować.
Obie maski mają taką samą pojemność i są i również ta maska, jest bardzo wydajna.



Aqua with infusions of Organic Olea Europaea Fruit Oil (organiczna oliwa z oliwek), Organic Cymbopogon Citratus Essential Oil (organiczny olej z trawy cytrynowej), Vitis Vinifera Seed Oil (olej z pestek winogron), Punica Granatum Fruit Extract (ekstrakt z granatu), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olej migdałowy), Saccharum Officinarum Extract (ekstrakt z trzciny cukrowej), Cetearyl Alcohol, Glyceryl Srearate, Bis (C-13-15 Alkoxy), PG-Amodimethicone, Cetrimonium Chloride, Behentrimonium Chloride, Cetyl Ether, Cyclopentasiloxane, Dimethiconol, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Citric Acid

BALSAMY

Balsam fiński

Za ten balsam sięgam najczęściej i używam go jako podkład pod olej lub jako odżywka kończąca mycie. Sprawdza się świetnie, a humektantowy skład dobrze nawilża moje włosy.
Balsam jest w buteleczce z dozownikiem, co mi się bardzo podoba, o pojemności 280 ml. Kosmetyk jest gęsty i ma lekki orientalny zapach, który utrzymuje się na włosach. Myślę, że dobrze sprawdziłby się na włosach suchych, rozjaśnianych.




Aqua with infusions of Organic Rubus Chamaemorus Seed Extract (organiczny ekstrakt Maliny Moroszki), Hippophae Rhamnoides (Sea Buckthorn) Fruit Extract (ekstrakt z rokitnika), Organic Calluna Vulgaris Flower Extract (organiczny ekstrakt z wrzosu), Melilotus Officinalis Extract (wyciąg z nostrzyka), Centaurea Cyanus Flower Extract (wyciąg z bławatka), Organic Oxycoccus Palustris Seed Oil (organiczny olej z żurawiny); Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behentrimonium Chloride, Cetrymonium Chloride, Quaternium-87, Hydroxyethylcellulose, Cetrimonium Bromide, Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Benzoic Acid, Citric Acid, Parfum


Balsam tybetański

Emolientowe cudeńko, które otula włosy i nadaje im miękkości. Tak jak balsam fiński, produkt jest w 280 mililitrowej buteleczce z dozownikiem i ma gęstą konsystencję. Jak dla mnie pachnie tak, jakby miał w sobie domieszkę alkoholu, ale uważam, że tę nutę zawdzięcza ciekawym składnikom.



Aqua with infusions of Organic Zingiber Officinale (Ginger) Root Oil (organiczny olej z imbiru), Organic Helichrysum Arenarium Extract, Leontopodium Alpinum Flower/Leaf Extract (szarotka alpejska), Thermopsis Alpine Extract (łubinnik alpejski), Origanum Majorana Leaf Extract (majeranek), Pimpinella Anisum (Anise) Seed Extract (anyż), Eugenia Caryophyllus (Clove) Seed Extract (goździk), Crocus Sativus Flower Extract (szafran), Curcuma Longa Root Extract (kurkuma), Solidago Virgaurea (Goldenrod) Extract (nawłoć); Cetearyl Alcohol, Glycerin, Behentrimonium Chloride, Cetrymonium Chloride, Quaternium-87, Hydroxyethylcellulose, Cetrimonium Bromide, Benzyl Alcohol, Sorbic Acid, Benzoic Acid, Citric Acid, Parfum.

Skład prawie jak z kuchni, prawda?

Balsam malina moroszka

Balsam z kwasami owocowymi, który niestety nie sprawdził się tak jak zakładałam przed zakupem. Chciałam od czasu do czasu zakończyć nim pielęgnację, aby wygładzić łuski włosów. Niestety, po użyciu produktu na koniec mycia, włosy są tępe i niemiłe w dotyku, czyli po prostu skład jest zbyt wysuszający na moje włosie. Będę próbować jakoś jeszcze przemycić kwasy, ale póki co pozostanę przy aktualnym rozwiązaniu, czyli mieszaniu go z innymi kosmetykami i nakładanie go przed myciem. Od strony technicznej, malina moroszka jest gęsta i ma ładny owocowy, orzeźwiający zapach, idealny na letnie dni ;) Wielka szkoda, że nie ma dozownika, ale za to, w porównaniu do poprzednich balsamów, kosmetyku mamy o 30 ml więcej.



Aqua With Infusions Of Organic Rubus Chamaemorus Extract (organiczny ekstrakt moroszki), Cetearyl Alcohol, Dipalmitoylethyl, Hydroxyethylmonium Methosulfate, Ceteareth-20, Glycerin, Lactic Acid, Citric Acid, Malic Acid (kompleks kwasów owocowych), Camellia Sinensis Leaf Extract (zielona herbata), Ekstrakty: Rubus Idaeus Fruit Extract (malina), Vaccinium Macrocarpon Fruit (żurawina), Vaccinium Vitis-idaea Fruit (brusznica), Rubus Fruticosus (jeżyna) Fruit, Fragaria Chiloensis (truskawka) Fruit, Silicone Quaternium-18, Trideceth-6, Trideceth-12, Hydroxyethylcellulose, Parfum, Tetrasodium EDTA, Citric Acid, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, CI15895, CI16035.

Podsumowując

Przyznaję, że jest tego sporo i pewnie zdenkowanie tego wszystkiego zajmie mi co najmniej pół roku, ale na pewno nie żałuję zakupionych przeze mnie produktów.
Bardzo podoba mi się to, że oprócz fajnych składów, mają ładne opakowania, co dodatkowo cieszy oko, gdy stoją na półce w łazience (bycie estetą 😁).

Z nowych kosmetyków na blogu, byłoby na tyle. Do omówienia zostały jeszcze oleje, ale z racji tego, że jest ich tylko dwa rodzaje, postanowiłam, że każdy z nich opiszę osobno. Pierwszy z nich jakich zrecenzuje jest olej makowy. :)
Zapraszam na kolejne posty, na mojego Instagrama, Facebooka i również zachęcam do zaobserwowania mojego bloga.

Pozdrawiam,




Na co wydałam miliony monet? cz.1 - SZAMPONY

Na co wydałam miliony monet? cz.1 - SZAMPONY

Witajcie po dość długiej przerwie, która była spowodowana brakiem czasu, a także przeprowadzką do pięknej Austrii!

Wracam do was z nowościami, które w ostatnim czasie wpadły mi w ręce. Są to odżywki, maski i szampony, a także oleje. O tych kosmetykach nie pisałam na blogu, a mam je już jakiś czas.
Swoje zdobycze rozdzielę na trzy posty, ponieważ trochę tego jest i nie chcę wszystkiego upychać w jeden długi post. Dlatego dzisiaj zapraszam Was na pogadankę o szamponach. ;)


Tutaj zaszalałam i kupiłam szampony z EcoLabu, których jeszcze nie miałam. Bardzo polubiłam tę delikatność, a zarazem skuteczność zamkniętą w 250 mililitrach produktu.

Szampon odżywczy dla słabych i łamliwych włosów

Z trzech zamówionych szamponów z EL, jako pierwszy na moich włosach wylądował ten z awokado na etykiecie. Przez półtora miesiąca, użyłam połowę buteleczki, pięknie pachnącego zielonym jabłuszkiem szamponu. Spisuje się świetnie i nie mam żadnych zastrzeżeń. Szampon jest gęsty, dobrze się pieni, domywa i pozostawia włosy miękkie, a delikatny skład jest świetny.


Aqua, Triticum Vulgare Floral Water (woda pszeniczna), Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Coco Glucoside, Hibiscus Sabdariffa Flower Extract (ekstrakt z hibiskusa), Sodium Lauroyl Methyl Isethionate, Cananga Odorata Flower Oil (olej ylang ylang), Persea Americana Oil (olej z awokado), Shea Butter Ethyl Esters (masło shea), Glycerin, Simmondsia Chinensis Seed Oil (olej jojoba), Organic Triticum Vulgare Oil (organiczny olej z kiełków pszenicy), Glycereth-2 Cocoate, Perfume, Lactic Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, CI75125, CI751790

Szampon odżywczy, więc w składzie pojawiło się sporo olei. Woda pszeniczna działa odżywczo i regenerująco na włosy. Wygładza powierzchnię włosów i zapobiega nadmiernej utracie wody. Nadaje włosom połysk, miękkość i elastyczność. Olej z kiełków pszenicy i ekstrakt z hibiskusa efektywnie regenerują uszkodzone włosy. Odżywiają wzmacniają i chronią przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych (gorące powietrze, promieniowanie słoneczne). Olej awokado odżywia włosy i wzmacnia cebulki włosowe, nadaje naturalny blask i elastyczność. Organiczny ekstrakt ylang ylang normalizuje gospodarkę wodno-lipidową skóry głowy. Nawilża, sprawia, że włosy stają się miękkie i łatwe w układaniu. Olej jojoba pokrywa włosy ochronną warstwą chroniąc je przed szkodliwymi czynnikami i zatrzymując wodę w głębokich warstwach włosa

Szampon kojący do wrażliwej skóry głowy

Użyłam go tylko raz, dlatego nie mogę zbyt wiele o nim powiedzieć. Miałam wrażenie, że ma problem z domywaniem, ale z tego co pamiętam, zmywałam naprawdę "ciężki" włosing, dlatego nie obwiniam go za późniejszy przyklap. Jest gęsty, ma świeży, troszkę cytrusowy zapach i dobrze się pieni.


Aqua, Centaurea Сyanus Floral Water (woda chabrowa), Aloe Barbadensis Leaf Extract (ekstrakt z aloesu), Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Lauroyl Methyl Isethionate, Coco Glucoside, Glycerin, Malva Sylvestris Extract (ekstrakt z malwy), Hibiscus Sabdariffa Flower Extract (ekstrakt z hibiskusa), Simmondsia Chinensis Oil (olej jojoba), Glycereth-2 Cocoate, Triticum Vulgare Oil (olej z kiełków pszenicy), Perfume, Lactic Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol.

Skład odpowiada nazwie tego szamponu, a mianowicie woda chabrowa ma właściwości kojące, tonizujące, ekstrakt z aloesu nawilża i łagodzi podrażnienia, ekstrakt z malwy ma działanie przeciwobrzękowe, uśmierzające i łagodzące, ekstrakt z hibiskusa nawilża i odżywia, olej jojoba natłuszcza i chroni, olej z kiełków pszenicy podobnie jak olej jojoba. ;)

Szampon zrównoważony do przetłuszczających się włosów

Tego szamponu nie używałam, ale ma bardzo charakterystyczny zapach, który ciężko mi określić. Niektórym pachnie jak płyn do spryskiwaczy 😂, a mi jak lekarstwo dla dzieci do rozpuszczania w wodzie (Fervex Junior, czy coś w tym stylu). Jeśli ktoś go używał, to napiszcie w komentarzach, czym dla Was pachnie.


Aqua, Camellia Sinensis Leaf Floral Water (biała herbata), Organic Cydonia Seed Extract (ekstrakt organiczny pigwy), Sodium Lauroyl Methyl Isethionate, Cocamidopropyl Betaine, Organic Hamamelis Virginiana Leaf Extract (organiczny ekstrakt z oczaru wirginijskiego), Lauryl Glucoside,Coco Glucoside, Citrus Aurantium Bergamia Fruit Extract (ekstrakt z pomarańczy bergamotki), Verbena Officinalis Extract (ekstrakt z werbeny), Glycerin, Glycereth-2 Cocoate, Organic Zingiber Officinale Extract (ekstrakt z imbiru), Perfume, Lactic Acid, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Dehydroacetic Acid, Benzyl Alcohol, CI75810

Biała herbata pobudza porost włosów i ogranicza ich wypadanie. Działa oczyszczająco i odświeżająco. Ekstrakt organiczny z pigwy wzmacnia włosy, zmniejsza przetłuszczanie się włosów. Nabłyszcza i nawilża włosy. Ekstrakt z pomarańczy bergamotki działa ściągająco, przeciwzapalnie i reguluję sebum. Nadaje włosom objętość. Ekstrakt z werbeny wzmacnia włosy. Wygładza je, nabłyszcza, nadaje im blask. Zmniejsza przetłuszczanie się włosów, działa odświeżająco. Ekstrakt z oczaru wirginijskiego wspomaga oczyszczanie skóry, działa ściągająco i matująco, tonizuje, łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Pomaga również w walce z łysieniem. Ekstrakt z imbiru wzmacnia włosy, stymuluje ich porost. Działa przeciwzapalnie, ogranicza wydzielanie sebum.

Czarne mydło Babci Agafii

Na koniec zostawiłam jak dla mnie najlepsze. Czarne mydło to kosmetyk, za którym oglądałam się już przez kilka dobrych lat. Zobaczyłam go na jednym z włosowych blogów i momentalnie zakochałam się w listku zanurzonym w ciemnej mazi, nie w składzie, nie w działaniu, tylko właśnie w tym listku. Uwielbiam różne gadżety i dlatego, gdy pojawiła się możliwość zakupu mydła za normalną cenę  (zapłaciłam 17 złotych), od razu wylądowało w koszyku. Jest to typowy "rypacz", dlatego sięgam po niego tylko wtedy, gdy chcę dokładnie oczyścić włosy. Pachnie ziołowo i jest bardzo gęste i lepkie. Pozwólcie, że nie będę opisywać składu, bo jest on naprawdę napakowany różnymi trzydziestoma siedmioma ziołami i innymi mniej ważnymi substancjami.


Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Cocamide DEA, Dimethiconol, Polyquaternium-44, TEA-dodecylbenzenesulfonate, Cortusa Sibirica Extract* (zarzyczka syberyjska), Achillea Millefolium Flower Water*(krwawnik pospolity), Urtica Dioica Extract*(pokrzywa), Chamomilla Recutita Flower Water*(rumianek), Salvia Officinalis Leaf Extract*(szałwia), Betula Alba Juice*(sok brzozowy), Melissa Officinalis Flower/Leaf/Stem Water*(melisa), Pulmonaria Officinalis Extract*(miodunka plamista), Avena Sativa Kernel Extract*(owies), Arctostaphylos Uva Ursi Leaf Extract (mącznica lekarska), Hyssopus Officinalis Extract*(hyzop lekarski), Inula Helenium Root Extract (oman wielki), Festuca Altaica Extract*(kostrzewa ałtajska), Rhodiola Rosea Root Extract*(różeniec górski), Cetraria Islandica Extract (płucnica islandzka), Humulus Lupulus Flower Extract (kwiaty chmielu), Scutellaria Baicalensis Root Extract (tarczyca bajkalska), Pinus Sibirica Seed Oil (olej nasion sosny syberyjskiej) , Quercus Robur Bark Extract*(kora dębu) , Glycine Soja Oil* (olej sojowy), Linum Usitatissimum Seed Oil (olej lniany), Hippophae Rhamnoides Fruit Oil (olej rokitnikowy), Abies Sibirica Needle Oil (olej pichtowy), Amaranthus Caudatus Seed Oil (olej amarantusowy), Arctium Lappa Root Extract (łopian), Rosa Canina Fruit Oil* (olej z dzikiej róży), Juniperus Communis Fruit Oil (olej jałowcowy), Sodium Shale Oil Sulfonate, Cera Alba*(wosk pszczeli), Malva Sylvestris Flower Extract*(malwa), Abies Sibirica Needle Extract, Rosmarinus Officinalis Leaf Oil (olejek rozmarynowy), Althaea Officinalis Leaf Extract*(prawoślaz lekarski), Larix Sibirica Wood Extract*(modrzew syberyjski), Gypsophila Paniculata Root Extract (gipsówka wiechowata), Saponaria Officinalis Root Extract* (mydlnica lekarska), Glycyrrhiza Glabra Root Extract*(lukrecja), Agrostis Sibirica Extract*(mietlica syberyjska), Crepis Sibirica Extract* (pępawa syberyjska), Citric Acid, Parfum, Geraniol, Hexyl Сinnamal, Butylphenyl methylpropional, Linalool, Hydroxyisohexyl 3-cyclohexene Сarboxaldehyde, Methylisothiazolinone, CI 19140, CI 42090, CI 77492, CI 7749, CI 77499

Myślę, że 1,25 litra szamponów powinno mi wystarczyć na bardzo długi czas. 😆 
Mieliście do czynienia, z którymś z wymienionych produktów? A może wiecie, czym pachnie zrównoważony szampon? 😁

Pozdrawiam, 



Niedziela dla włosów #12

Niedziela dla włosów #12

Ten włosing był wyjątkowo udany, ponieważ udało mi się trafić w zachcianki moich włosów. Na co dzień nie sprawiają mi dużo problemu, ale rzadko zdarza się, że mam naprawdę dobry good hair day.
Pielęgnacja nie jest ani skomplikowana, ani nie użyłam przy niej żadnych wyszukanych produktów.



1. Na początek, na suche włosy nałożyłam oliwę z oliwek na około 15 minut, a w skórę głowy wtarłam mieszankę łopianowej Banfi i Banfi Hajszesz (od jakiegoś czasu testuję to połączenie i jestem ciekawa jak się sprawdzi).
2. Następnie, nałożyłam resztki maski z Biovaxu - kolagen i perły i zostawiłam na kolejne 15 minut.
3. Po tym czasie, umyłam włosy odżywczym szamponem z EcoLab. Przy używaniu tego szamponu, staram się, aby został on na włosach na 2-3 minutki. Ten produkt ma tak fajny skład, że szkoda mi od razu zmywać go z włosów.
4. Na koniec, zaaplikowałam na końcówki czarną marokańską maskę, a resztki, które zostały mi na palcach nałożyłam na włosy bliżej skóry głowy. Przy cienkich włosach, muszę uważać na to, ile kosmetyku nakładam, bo bardzo często o przeciążenie i natychmiastowy przyklap.
5. Spłukałam włosy chłodną wodą.
6. Wysuszyłam chłodnym nawiewem (chociaż przy temperaturach jakie panują, był to raczej lekko ciepły powiew powietrza) i nałożyłam odrobinę serum CHI.

Efekt przeszedł moje najśmielsze oczekiwania. Udało mi się uzyskać mięsistość, miękkość, nawilżenie i objętość, czyli to co włosowe ktosie lubią najbardziej ;) Gdybym miała dłuższe włosy, to może nazwałabym końcowy rezultat efektem tafli.


Oprócz tego, chciałabym odnieść się do nowości z mojej półki, a mianowicie do odżywczego szamponu EcoLab i do czarnej marokańskiej maski z Planeta Organica. Już przez pewien czas testuje te kosmetyki i póki co jestem z nich bardzo zadowolona. Szampon dokładnie jak swój poprzednik, o którym pisałam tutaj, przypadł mi do gustu swoim delikatnym składem, który dobrze zmywa wszystkie specyfiki z włosów, przy czym, pozostawia je miękkie i niepoplątane. Maski używam często do zakańczania pielęgnacji i do tego spisuje się świetnie. Skład ma typowo emolientowy, co moje włosy bardzo lubią.



A jak wasza Niedziela dla włosów? Zachęcam Was również do obserwowania mnie na Instagramie, na Facebooku oraz na Bloggerze :) 
Pozdrawiam,



Aktualizacja 2018 rok | Jakie są moje włosy?

Aktualizacja 2018 rok | Jakie są moje włosy?

Rok temu mogliście przeczytać charakterystykę moich włosów, które były po rozjaśnianiu. Przeglądając ten post, stwierdziłam, że powinnam napisać aktualizację, ponieważ od tej publikacji, wiele się zmieniło i sądzę, że warto o tym powiedzieć. Może ktoś będzie miał podobne włosy tak jak ja wcześniej i będzie chciał się zmotywować do działania ;)


Aby wam pokazać co konkretnie zmieniło się od ubiegłego roku, odniosę się do moich spostrzeżeń z marca 2017 roku.


Mój typ włosów wg A. Walkera to 1A - włosy cienkie, nie przekraczające 7 cm w obwodzie, proste. 
Tutaj zmiana nastąpiła to w obwodzie kucyka, ponieważ udało mi się przekroczyć 7 cm! Teraz mierzą około 7,5 cm. Jest to bardzo zadowalający wynik i najlepsze jest to, że te pół centymetra czuć  pod palcami. O sprawczyniach tego sukcesu możecie przeczytać, po kliknięciu w poniższe linki :




Ich przyrost to około 1 cm na miesiąc. Dodatkowo, po zakręceniu na lokówce i spryskaniu ich lakierem, po godzinie zaczynają się prostować i wyglądają jak odgniecione (chyba, że naprawdę dam dużo lakieru i podepnę je wsuwkami). 
Ostatnio zauważyłam, że odgniecenia po noszeniu gumki lub po "falach" po koczku na szpilach fryzjerskich nie są już tak mocno widoczne i długotrwałe. Na przykład, po nocy w spiętych włosach, nie muszę ich już myć, żeby pozbyć się brzydkiej fali  - wystarczy je przeczesać i po godzinie, dwóch wracają do niemalże prostej formy. Z jednej strony jest to plus, bo przeważnie zawsze są proste i nic się nie wywija w nieokreślonym kierunku, a z drugiej strony, gdybym chciała je pokręcić to długo nie cieszyłabym się ładnym skrętem.


Ich wielkim mankamentem są odstające włoski na długości, które sprawiają wrażenie, że włosy są zniszczone. I możecie mi wierzyć bądź nie, ale nic na nie nie działa.
Ten problem rozwiązał się, gdy zapuściłam naturalne włosy. Odstające włoski nie są już zniszczone i rozjaśniane, a zdrowe i błyszczące. Dzięki czemu, nie rzucają się tak w oczy - bardziej przylegają do wierzchniej części włosów.


Przy rozpuszczonej fryzurze, wzbijają się w strąki, a końcówki się plączą. Przez stosowanie olejów, włosy ładnie się błyszczą, ale mam wrażenie, że tylko ja to widzę...
Włosy wzbijające w strąki nadal są (to chyba już ich taka natura), ale nie ma plączących się końcówek. Teraz końcówki są gęste, ostre i miłe w dotyku. 


Oprócz tego, dość szybko przetłuszcza mi się skóra głowy, przez co jestem zmuszona myć ją nawet codziennie.
Tu jest mały progres, bo świeżość włosów przedłużyła się o jeden dzień, czyli myję głowę co dwa dni.

Aktualnie, częściej mam bad hair day, niż good hair day, co jest mało motywujące. :)
Aktualnie, częściej mam good hair day! 


A moim włosowym grzechem jest przeczesywanie włosów okurzoną szczotką z dzika. Wiem, że się nie powinno tego robić, bo jest to bardzo niehigieniczne, ale czasami nie mam czasu przeczesać jej Tangle Teezerem i wyczesać zabrudzenia. Dla tych, którzy nie wiedzą, dodam tylko, że szczotka z włosia dzika bardzo szybko zbiera kurz.

No i nadszedł moment na zdjęcia po umyciu włosów mocnym detergentem. Włosy umyłam tylko czarnym mydłem Agafii, a później wysuszyłam. Pierwsze co zauważyłam po wysuszeniu włosów to to, że nabrały mega objętości, która nie wyglądała jak puch. W dodatku, oprócz kilku przypadków, gdzie końcówki się poplątały były miłe w dotyku i bez większego problemu mogłam je przeczesać.
Jak porównam sobie zdjęcia z tego wpisu, ze zdjęciami poniżej to bardzo dobrze widać, że ich stan bardzo się polepszył. Według mnie, nie sprawiają wrażenia suchych i niepielęgnowanych włosów - wręcz przeciwnie - końcówki są gęste, a włosy bardziej błyszczące.

Włosy po umyciu czarnym mydłem (bez jakichkolwiek odżywek). Zdjęcie zrobione niestety w pochmurny dzień...
Mam nadzieję, że udało mi się wypielęgnować włosy, które nie będą problematyczne w zapuszczaniu. Liczę na to, że stan końcówek będzie się długo utrzymywał :)

Pozdrawiam, 



Kosmetyki z kuchni

Kosmetyki z kuchni

Kiedyś nie mogłam sobie pozwolić na kosmetyki ze sklepów. Jednakże chęć dbania o włosy była większa od ograniczenia, dlatego szukałam ratunku w swojej kuchni i apteczce. Wszystkie pomysły jakie przyszły mi do głowy, wyszukiwałam w Internecie, aby sprawdzić, czy moje receptury mają racje bytu. 
Zapraszam na post z przepisami na naturalną pielęgnację!

1. Moim "numero uno" była płukanka z szałwii. Praktycznie przed każdym myciem zaparzałam ją w dzbanku, odstawiałam, aby wystygła i kończyłam nią mycie. Efekt domkniętych łusek i rozsypujących się włosów miałam zaraz po wysuszeniu włosów. Oczywiście, z ziołowymi płukankami nie można przesadzić, ponieważ zioła mogą przesuszać. Nie zauważyłam żadnych zmian koloru w trakcie jej stosowania.

Płukania z szałwii
Dwie torebki szałwii zaparzyć w litrze wody. Odstawić do ostygnięcia.

2. Przy robieniu domowej maski miałam zawsze dużo frajdy. Chodziłam z różnymi produktami po domu i bawiłam się w małego chemika. Wszyscy domownicy z początku patrzyli jak na (włoso)wariatkę, ale później  już nie zwracali na mnie uwagi. Najczęściej mogli mnie zobaczyć, gdy przygotowywałam maskę z mąka ziemniaczana. Dodawałam do niej praktycznie wszystko co miałam pod ręka : miód, mleko, oliwę z oliwek. Nawet zdarzyło mi się wbić jajko i rozgniecionego banana (oczywiście, jajko pozostawiło nieprzyjemny zapach, a banan długie minuty na wydłubywaniu go z włosów). Taką mieszankę nakładałam na brudne włosy i trzymałam ją przez godzinę. Następnie myłam skórę głowy, a długość włosów pozostawiałam pianę. Na koniec była jakaś maska i ewentualnie wyżej wspomniana płukanka z szałwii.

Na blogu pojawił się post z  maseczką z dodatkiem mąki, więc od razu można podejrzeć efekty.

 Maska z trzema maskami i z mąką ziemniaczaną


3. Czasem też w swojej pielęgnacji wykorzystywałam siemię lniane. Nakładałam pod olej, robiłam z niego maski, a także płukanki, które robiłam stosunkowo rzadko. Aby taką płukankę przygotować, gotowałam siemię i przepuszczałam przez sitko. Następnie dolewałam troszkę wody i pod koniec mycia wylewałam ją na włosy. Nie spłukiwałam, lecz kilka razy zdarzyło mi się to zrobić.  U mnie efekty były takie sobie, ponieważ z reguły moje włosy nie lubią się z samym siemieniem, ale powinna się sprawdzić przy kręconych włosach.

Płukanka z siemienia 2 łyżki siemienia lnianego wsypać do 2 szklanek wody i gotować. Przepuścić przez sitko i dolać do glutka trochę wody, aby uzyskać rzadszą konsystencję. 

4. Laminowanie! To świetny domowy sposób, aby nadać włosom miękkość i blask. Pamiętam jak dziś, jak czytałam o tym na blogu Anwen . I tak naprawdę, to jej ówczesne kruczoczarne włosy po laminowaniu  zachęciły mnie do przyrządzenia mieszanki z żelatyną. Pierwsze zastosowanie żelatyny, przyniosło fantastyczny efekt. Byłam bardzo zadowolona z miękkości włosów. Po roku czasu, przypomniałam sobie o tym sposobie i postanowiłam zrobić go ponownie. Niestety tym razem zabieg się nie udał - włosy były zbyt szorstkie i bardzo się plątały. Przeczytać o tym możecie tutaj. Dlaczego tak się stało, skoro przy pierwszym użyciu było wszystko w porządku? Przypuszczam, że moje włosy miały wtedy dość protein i na kolejną dawkę zareagowały bardzo gwałtownie. Dla sprawdzenia, zrobiłam laminowanie kilka dni temu i... było tak jak za pierwszym razem. Od razu po wysuszeniu były ciut usztywnione, ale po proteinach to raczej normalne. Ostateczny efekt uzyskałam po około godzinie - włosiska stały się mega miękkie i rozsypywały się.


5. Wcierki są elementem w mojej pielęgnacji, który wdrożyłam stosunkowo niedawno i korzystam z gotowych produktów np. Jantar, czy Banfi. Wcześniej wcierałam tylko olej rycynowy, który swoją drogą, świetnie sprawdził się na zagęszczenie rzęs. Jednak, gdy chciałam się zagłębić w tajniki pielęgnacji włosów u Anwen, natknęłam się na post o wcierce z kozieradki.  Efekt podobno genialny i pachnący trochę kurczakiem ;) Próbowałam również wcierkę z imbiru i oleju, jednak moja skóra głowy się z nią nie polubiła i zaczęła się przetłuszczać.

6. Peelingi. Zapach sypanej kawy chyba do końca będzie mi się kojarzyć z uciążliwym wypłukiwaniem zmielonych ziarenek z włosów, dlatego ta opcja jest dla bardzo cierpliwych osób. Oprócz istnej aromaterapii, uzyskujemy drobny peeling. Dodatkowo kofeina zawarta w ziarenkach, rzekomo pobudza wzrost włosów. Druga opcja, która jest dobrze znana to peeling z cukru. Tutaj już nie ma problemu z wydłubywaniem kryształków - wszystko ładnie się rozpuszcza i spływa z wodą. Trzeci sposób to glinka i jest najdelikatniejszym peelingiem z wyżej wymienionych. Jak wiemy, jest kilka rodzajów glinki i każda z nich inaczej lub podobnie działa na skórę głowy.


Podane przeze mnie przykłady to tak naprawdę kropla w morzu pomysłów, na 'naturalne' kosmetyki. Opisałam głównie te, z którymi miałam styczność i, które przygotowywałam w domowym zaciszu.
Może tym postem, przypomnę Wam o różnych mieszankach i sposobach lub też zachęcę do tworzenia swoich przepisów. Należy tylko pamiętać, aby upewnić się, że dany składnik nie wyrządzi Wam krzywdy - przeglądajcie Internet, pytajcie na forach albo grupach.


Pozdrawiam!


Kwietniowa aktualizacja włosów | 2018

Kwietniowa aktualizacja włosów | 2018

Moje włosy przeszły metamorfozę i uważam, że jest to jeden z najlepszych okresów w pielęgnacji. Ostatni raz, zachwycałam się tak włosami po hennowaniu - teraz efekt jest taki sam, ale bez użycia ziół. Różnica w pielęgnacji jest ogromna, odkąd pozbyłam się większości rozjaśnianych włosów. Przede wszystkim, nie pielęgnuję już sianka, tylko grubsze i gęściejsze włosy. 

Będę się z tym powtarzać, ale bardzo, bardzo dużo dało mi wcieranie wcierek. To dzięki im, mam teraz gęściejszą czuprynę i naprawdę polecam wszystkim rzadkim cieniaskom, aby regularnie wcierać i masować skórę głowy. Gwarantuję Wam, że efekty Was zadowolą. Starałam się moją gęstość uchwycić na zdjęciach i najlepiej widać to na takim ujęciu :


Od podcięcia minęło 2,5 miesiąca, a moje końcówki nadal są w nienagannym stanie - są ostre, nie są suche i nie ma białych kulek. Jestem zachwycona, bo nigdy tak długo moje końcówki nie wytrwały. Mam tylko nadzieję, że jak podrosną to ten stan rzeczy będzie się utrzymywał. Myślę, że to też zasługa zabezpieczania silikonami. Jako odżywkę na koniec mycia, używam Nivea LR, która posiada silikony i aplikuję ją głównie na końce. Oprócz tego, na suche lub lekko wilgotne włosy nakładam niewielką ilość serum CHI. Dla jasności, nie robię tego za każdym razem, żeby nie obciążyć włosów.

Wszystkie zdjęcia zostały zrobione w naturalnym świetle :)

Jeśli chodzi o przyrost to przez te dwa miesiące, o dziwo, nie skupiałam się na tym. Jednak, gdy porównam zdjęcia z lutego i z kwietnia widzę spory przyrost. Fakt, wcierałam przez ten czas Banfi, ale nie robiłam tego przy każdym myciu, jednak ewidentnie widać, że to nie jest już jeden centymetr na miesiąc, tylko ciut więcej. Muszę zbadać tę sprawę. 😎



Kosmetyki jakich używałam, nie zmieniły się od dłuższego czasu. Nadal są to :

♦ szampony : mydło miodowe
♦ odżywki/maski : Nivea LR, Biovax kolagen i perły, Alterra granat i aloes
♦ oleje : oliwa z oliwek, olej kameliowy
♦ zabezpieczenie : serum CHI
♦ akcesoria : szczotka z włosia dzika

Mam w planach zrobić dość duże zakupy, więc powieje trochę świeżości w pielęgnacji. :)


A jak się miały Wasze włosy w kwietniu? 
Pozdrawiam,


PS Zapomniałam dodać, że możecie mnie już znaleźć na Facebooku!
Serdecznie zapraszam na fanpage!


Jaki  włosowy cel chciałabym osiągnąć? | Moje plany i założenia

Jaki włosowy cel chciałabym osiągnąć? | Moje plany i założenia

Dzisiejszy post jest w pewnym sensie motywacją i punktem, do którego będę mogła w przyszłości wrócić. Wyznaczanie sobie celów jest fajnie, a jeszcze lepiej jak ten cel osiągniemy...

Mój motywator! 
A mój włosowy cel wydaje się być bardzo prosty i łatwy w osiągnięciu. Jednak przy moim uwarunkowaniu genetycznym jest to nie lada wyzwanie...
Moim marzeniem są zdrowe włosy do pasa. Bardzo podoba mi się taka długość i za każdym razem jak widzę zdjęcie takich włosów lub widzę je na żywo to świecą mi się oczy.
Dlatego, gdy wyobrażam sobie siebie za 3 lata to właśnie z "szalikiem" z włosów.

Plusem zaczęcia od nowa (tzn. od krótkich,zdrowych włosów) jest to, że wszystkie moje grzeszki zostają mi wybaczone, dzięki czemu, będę mogła ze zdobytym doświadczeniem dążyć do włosowego marzenia..
Jak ktoś to mądry powiedział, czasami trzeba zrobić krok w tył, aby zrobić dwa kroki do przodu


Plany i założenia

♡ Jeden plan wcieliłam już w życie, a jest to zagęszczanie czupryny i poprawienie przyrostu.
Zapas wcierek mam na około pół roku (a może nawet więcej...), więc z tym problemu nie będzie. 

♡ Jeśli napisze, że chciałabym również powiększyć swój arsenał kosmetyków, to raczej nikogo tym nie zdziwię. :) Myślałam o tym, aby powrócić do starych sprawdzonych produktów, jednocześnie urozmaicając całą pielęgnację nowymi zdobyczami.

♡ No i oczywiście prowadzenie pieczołowicie dokumentacji. Mimo, że prowadzę bloga od zaledwie dwóch lat, to lubię przeglądać stare posty i wzdychać do np. tych hennowanych włosów lub cieszyć się, że najgorszy okres w pielęgnacji mam już za sobą. Pomaga mi to określić, jaki jest progres w moim dbaniu o czuprynę.

♡ Postanowiłam sobie także, że już nigdy nie będę eksperymentować z kolorem włosów. Jedynie na co sobie pozwolę to cassiowanie od czasu do czasu. Mam ogromną nauczkę z rozjaśnianiem i nie popełnię drugi raz tego samego błędu.

Tak jak napisałam we wstępie, zapuszczenie włosów wydaje się bardzo proste. Jednak zobaczymy, jak mi pójdzie. Oczywiście, zachęcam do obserwowania bloga i Instagrama, aby śledzić moje postępy. Któż wie, może za kilka lat będę świętować z Wami mój włosowy sukces.


A jakie są Wasze włosowe cele?
Pozdrawiam,



Jak porządnie odżywić włosy? Mój przepis na Good Hair Day

Jak porządnie odżywić włosy? Mój przepis na Good Hair Day

Witajcie!
W dzisiejszym poście, opisze Wam jakim sposobem uzyskuję nawilżenie i odżywienie włosów oraz skóry głowy. Przedstawię Wam również mojego nietypowego ulubieńca, który super sprawdza się pod olej. Wszystkich zainteresowanych, zapraszam do lektury...

Miód z mniszka. (Zamiast stokrotek powinien być mlecz - niestety, jeszcze mleczyków nie ma.)

1. Swoją pielęgnację zaczynam od nałożenia mgiełki, która jest zrobiona z wody i z miodu z mniszka lekarskiego. I to właśnie ten składnik daje moim włosom niezłego kopa, przez co są naprawdę nawilżone na dłuższy czas. Ale zacznijmy od początku... Mniszek lekarski to nic innego jak dobrze nam znany mlecz. Do przyrządzenia takiego miodku, potrzebujemy główki kwiatów mlecza, wodę, cukier i cytrynę. Dokładny przepis znajdziecie w Internecie.
Miód zawiera m.in., garbniki, flawonoidy, triterpeny, więc oprócz nakładania takiej mgiełki na włosy, nakładam ją także na skórę głowy.

Dlaczego miód z mniszka, a nie zwykły miód? Po stosowaniu miodu pszczelego, miałam wrażenie, że w jakiś sposób wysusza mi włosy, nawet po nałożeniu oleju. Trochę je puszył i stawały się niesforne.
Przy innych podkładach, typu cukier z wodą, czy woda różana efekty były znikome - równie dobrze, mogłabym olejować na suche włosy.

2. Po dokładnym spryskaniu włosów podkładem, nakładam olej kameliowy lub/i oliwę z oliwek.

3. Po godzinie/dwóch zmywam olej wodą, a następnie emulguję włosy odżywką. To jest moja kolejna nowość wprowadzona do pielęgnacji i bardzo ją polubiłam, bo oprócz zdjęcia warstwy oleju, podbija jego efekt. Takie zemulgowane włosy trzymam pod czapką przez około 20 minut.

4. Do mycia używam mydła miodowego lub szamponu na kwiatowym propolisie BA. Przeważnie jest tak, że po takim włosingu, moje włosy są odżywione na tyle, że na koniec nie daję odżywki.
Gdy już lekko podeschną, nakładam na nie serum silikonowe i suszę suszarką z jonizacją.


Rezultatem są nawilżone, cudownie miękkie, sprężyste i dobrze układające się włosy.
Efekty takiej pielęgnacji utrzymują się dosyć długo. Wystarczy, że wykonam ją raz w tygodniu, a przez resztę myć mogę ograniczyć się z nakładaniem produktów do minimum - olej, mycie i odżywka na koniec.



A Wy, po czym macie swój GHD? :)
Pozdrawiam,


Ścinać, czy nie ścinać ; oto jest pytanie... - moje spostrzeżenia na temat krótkich włosów

Ścinać, czy nie ścinać ; oto jest pytanie... - moje spostrzeżenia na temat krótkich włosów

Jeśli zastanawiacie się, czy ściąć zniszczone i przerzedzone włosy lub nie, to w tym poście znajdziecie moje spostrzeżenia na ten temat. Więc, wszystkich zainteresowanych zapraszam do czytania!
Tak jak napisałam w Lutowej aktualizacji włosów, o swoich naturalnych włosach marzyłam przez dwa lata. I w końcu, pod koniec lutego udało mi się osiągnąć swój cel. Odrost był na tyle duży, że mogłam zrobić "papa" rozjaśnianym włosom. Teraz sięgają ramion i mimo, że nie jest to długość z moich marzeń to bardzo się cieszę, że w końcu widzę swoje rudawe, zdrowe włosy.


Jakie według mnie, są wady i zalety krótkich włosów?

Zalety

- oczywiście brak poniszczonych włosów
- gęściejsze końcówki
- włosy lepiej się układają, przez co wyglądają ładniej
- pielęgnacja jest łatwiejsza
- zmniejszenie przetłuszczania się (nie poprawiam ich ciągle)
- jeśli utrzymam je w takim stanie jakie są po podcięciu, jest duża szansa, że szybciej osiągnę daną długość
- krótsze i zdrowe włosy, sprawiły, że czuję się pewniejsza

Wady

- kiedy wiąże je w dość wysoką kitkę, krótkie włosy z tyłu opadają mi na kark
- może niekoniecznie jest to wada, ale przez kilka godzin od podcięcia, człowieka nurtuje to, czy dobrze zrobił 😂


Na co zwrócić uwagę przy zapuszczaniu naturalnych, cienkich włosów (i nie tylko)?

Jak już zaczynamy od nowa, warto skupić się na wcieraniu wcierek.
Jednak muszę przyznać, że wcierać regularnie, zaczęłam dopiero w czerwcu, kiedy to przyszła do mnie paczka ze sklepu napieknewlosy.pl, w której znajdowała się Banfi Hajszesz, a później białe Banfi. Wcześniej brałam suplement Vitapil, po którym efekty były kapitalne. To dzięki wcieraniu i suplementacji, moje włosy są o wiele gęściejsze niż kilka lat temu, gdzie po raz pierwszy ścięłam je do ramion.

W międzyczasie, podcinałam kilka razy końcówki. Największe cięcia były - we wrześniu (3 cm) i listopadzie (5 cm). W czym mi to pomogło? Jak przejrzycie mojego Instagrama (np. ten post), możecie zobaczyć jak rozjaśnianie końcówki - mimo pielęgnacji - są w stanie się wykruszać i przerzedzać włosy. Więc, podcinaniem zapobiegałam temu, aby zniszczenia nie pięły się coraz wyżej, eliminując przypadek, w którym zniszczenia mogłyby dojść do zdrowych włosów. A dzięki wcierkom udało mi się szybciej wyeliminować "zagrożenie".

Oprócz tego, powinniśmy bardziej dbać o naszą nową czuprynę. Pamiętajmy, że to co nam wyrosło pierwsze, będzie za jakiś czas naszymi końcówkami.


Czy żałuję?

Tutaj akurat nie było czego żałować, chociaż, tak jak napisałam pod jednym ze zdjęć na IG
"Jeszcze jakiś czas temu, nie sądziłam, że mam długie włosy. Dzisiaj przeglądnęłam swoje stare zdjęcia i uzmysłowiłam sobie, że jednak były długie. 😂 Człowiek docenia, dopiero jak straci.
Ale! Mimo długości, wolę swoje aktualne włosy. Już dawno nie były takie fajne."

Na zdjęciu po lewej, te krótkie włosy to w większości pourywane włoski, zaś po prawej baby hair. :)



A jakie jest wasze zdanie? Zapuszczać zniszczone włosy, czy od razu zrobić z nimi porządek?
Pozdrawiam,



Copyright © 2014 Włosowy Ktosiek , Blogger